środa, 18 lutego 2015

Regina Brett, Bóg nigdy nie mruga


Wiem, że nie każdy lubi książki określane mianem "poradników". Zresztą jest to niezwykle obszerne pojęcie i wrzucanie wszystkich książek tego typu do jednego worka uważam za błędne.
"Bóg nigdy nie mruga" to lektura pomagająca otworzyć oczy, podnieść czoło i z uśmiechem iść przez życie. Naprawdę tego mi było trzeba. Balsam na moje serducho.

Regina Brett przez wiele lat uważała, że podczas jej narodzin Bóg "mrugnął" i nie zauważył jej przyjścia na świat, a co za tym idzie, nie udzielił jej swojego błogosławieństwa. Stąd - jak sądziła - spadało na nią tyle nieszczęść i trudnych doświadczeń. Tym samym wiemy już, skąd taki tytuł książki. "Bóg nigdy nie mruga" jest swoistym pamiętnikiem, ubranym w formę krótkich felietonów, zwanych lekcjami. W każdym z nich poznajemy część historii Reginy i wnioski, jakie ona z danych doświadczeń wyciągała. To książka, którą warto czytać w gorszych momentach swojego życia, niejako "ku pokrzepieniu".

Książkę wypożyczyłam z biblioteki miejskiej, czekając na nią grubo ponad miesiąc. Nie mam wyjścia. Póki nie będę miała własnego egzemplarza, przepiszę i wydrukuję sobie te lekcje, które najbardziej do mnie przemawiają. Wśród nich znajdą się zapewne poniższe:

Lekcja 4: Nie traktuj siebie tak poważnie. Nikt poza tobą tego nie robi (tak, to do mnie mówi autorka; ileż razy zamartwiałam się, podchodząc do życia zbyt poważnie; czas trochę wyluzować).
Lekcja 6: Nie musisz wygrać każdego sporu. Pozwól innym zostać przy swoim zdaniu (ha! tę metodę znam już od kilku lat i muszę przyznać, że zastosowałam ją w rozmowie z mężem nie dalej jak wczoraj wieczorem, po wyjściu z kina - ah, te odmienne opinie!).
Lekcja 7: Płacz w towarzystwie przynosi większą ulgę niż płacz w samotności (nigdy się nad tym nie zastanawiałam, ale po przeanalizowaniu mojej historii płaczu przyznaję, że jest to prawda).
Lekcja 13: Nie porównuj swojego życia z życiem innych. Nie masz pojęcia, co przyniósł im los (nooo, tego się jeszcze uczę. Korci czasem, żeby dokonać takich porównań, na tle których najczęściej wypadam blado, ale dość tego!).
Lekcja 18: Pisarzem jest ten, kto pisze. Jeśli chcesz być pisarzem, pisz (swoją drogą genialny rozdział, szczególnie fragment o tym, jak nie pisać:

Daj się onieśmielić technice. Odłóż pisanie do czasu, aż będziesz umiał włączyć w edytorze numerację stron. (...) Wmawiaj sobie, że masz małe szanse na publikację. (...) Narzekaj, że na dworze jest za gorąco lub za zimno, zbyt duszno albo zbyt przyjemnie, by pisać. Postaw sobie za cel dołączyć do klasyków literatury światowej. (...) Jak ognia unikaj własnego stylu. Używaj wyłącznie trudnych słów, żeby zaimponować czytelnikom. (...) (s. 115) - fantastyczne, prawda? Prześmiewcze, ale ileż w tym prawdy. To proste, chcesz zostać pisarzem - musisz pisać. Koniec, kropka.)

Lekcja 21: Zapal świece, śpij w lepszej pościeli, włóż elegancką bieliznę. Nie czekaj na specjalną okazję - wystarczającą okazją jest dzisiejszy dzień (hm, świeczek używam regularnie, prawie każdego dnia, więc pierwsza część lekcji zaliczona. Spokojnie, palę świeczki nie dlatego, że odłączyli nam prąd ;-), tylko razem z mężem lubimy klimat, jaki one wytwarzają; często w ten sposób umilamy sobie wieczorki filmowe. Nad pozostałymi częściami tej lekcji muszę popracować. Chodzi o jedno: korzystanie z dnia dzisiejszego, a nie czekanie na lepsze jutro lub ważniejszą okazję).
Lekcja 29: To nie twoja sprawa, co myślą o tobie inni (no tak, więc po co się tym przejmować?).
Lekcja 43: Ostatecznie liczy się tylko to, że kochałeś (nie każdy z nas jest Einsteinem lub znanym muzykiem, który przejdzie do historii. A zresztą przy bramach nieba nie będziesz nawet z tego rozliczany. Liczyć się będzie tylko to, że KOCHAŁEŚ/KOCHAŁAŚ).

Gdybym chciała wypisać tu wszystkie zdania i sentencje z tej książki, musiałabym chyba zrobić przepisać 3/4 całej treści. To typ lektury, o której moja teściowa mówi: "ależ on/ona napisała dokładnie to, o czym rozmyślałam, do czego doszłam w wyniku doświadczeń życiowych. Różnica jest taka, że on/ona potrafi ubrać to wszystko w piękne słowa". Wiem jedno: jest to książka, którą bardzo, ale to bardzo CHCIAŁABYM mieć w swojej domowej biblioteczce. Poznałam ją dzięki zasobom mojej miejskiej biblioteki, ale jest to taka perełka, którą naprawdę warto mieć w domu, chociażby po to, by przy gorszym humorku zerknąć sobie do niej i przypomnieć na przykład lekcję numer 29: "to nie twoja sprawa, co myślą o Tobie inni". Boże, jakie to proste. To inni mają problem, nie Ty. Przykłady można by tak mnożyć i mnożyć.

Regina Brett jest dziennikarką, która wie, jak pisać, by trafić do czytelnika. 
Gorąco polecam.

Grubość książki: 2,70 cm

Ps. Powinnam była zrobić zdjęcie książki, żebyście zobaczyli, ile zakładek poprzyklejałam na jej stronach...

6 komentarzy:

  1. Ooo ja też codzennie zapalam świeczki waniliowe, bardzo mnie relaksują. Także pierwszy krok już za mną.

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam tę książkę, za jakiś czas przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  3. "Pisarzem jest ten, kto pisze. Jeśli chcesz być pisarzem, pisz" - tak. Podoba mi się ton tej książki. Bardzo.

    OdpowiedzUsuń
  4. Chętnie bym poczytała. Lubię książki, które mnie uskrzydlają.

    OdpowiedzUsuń
  5. Dużo o tek książce słyszałam,po twojej recenzji mam wielką ochotę ją przeczytać:)

    OdpowiedzUsuń

Drogi Gościu, witaj w moim książkowym świecie. Ucieszę się, jeśli zechcesz zostawić po sobie ślad w postaci komentarza. Każda opinia jest dla mnie ważna, również ta negatywna, ale proszę Cię przy tym o kulturę wypowiedzi.

Opisując książki, staram się działać w zgodzie z własnym sumieniem. Publikuję tu moje opinie, a zrozumiałym dla mnie jest, że każdy ma swój gust i to, co podoba się mnie, nie musi Tobie. Zatem zarówno sobie, jak i Tobie życzę wyrozumiałości ;)