Pokazywanie postów oznaczonych etykietą religia. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą religia. Pokaż wszystkie posty

piątek, 27 maja 2016

Cay Garcia, Za drzwiami pałacu. W służbie saudyjskiej księżniczki




Muszę przyznać, że nie wyobrażam sobie życia w państwie, w którym kobiety nie mają praktycznie żadnych praw. Po prostu sobie tego NIE WYOBRAŻAM. Kiedy nie mam prawa wyrazić swojego zdania, muszę słuchać się mężczyzn z mojej rodziny, nie mogę sama chodzić po mieście i muszę zakrywać swoją twarz, bo inne części kobiecego ciała za bardzo kuszą i są po prostu grzeszne... Dla mnie to nie do pomyślenia. Ale są kobiety, które rodzą się w takich warunkach i są do tego w pewien sposób "przyzwyczajone". Niemniej bardzo im współczuję i nawet nie potrafię sobie wyobrazić, jak one dają radę odnaleźć się w takiej rzeczywistości.

środa, 13 stycznia 2016

Liliana Fabisińska, Śnieżynki


Cóż, to chyba prawda, że każde kolejne przestępstwo popełnia się coraz łatwiej. Że jeśli raz przekroczy się granice, to potem jest już z górki. - s. 288


Mocna, poruszająca do głębi powieść o małżeństwach pragnących mieć dzieci. Bardzo dziwnie czytało mi się tę książkę ze świadomością, że sama jestem w stanie błogosławionym...

niedziela, 4 maja 2014

Alberto Vela, Pod skrzydłami aniołów przez cały rok

Każdy z nas jest aniołem z jednym tylko skrzydłem. Nie możemy unosić się inaczej, jak tylko obejmując drugiego człowieka. - Tonino Bello (cytat z 24 sierpia)

Jeżeli szukacie inspiracji, co podarować dziecku z okazji przystąpienia do I Komunii Świętej, to mam dla Was ciekawą propozycję: książkę-album opracowaną przez Alberto Vela pt. "Pod skrzydłami aniołów przez cały rok".


We wstępie autor opracowania twierdzi, iż trend, który doprowadził do zapomnienia o ingerencji aniołów w nasze życie (w wyniku rozpowszechniającego się racjonalizmu i wiary we wszystko to, co zbadane rozumem) powoli się odwraca. Nie jestem pewna, czy ma rację. Niemniej wiem po sobie, że czasem bardzo pomaga "zwykła" modlitwa do Anioła Stróża. Jednak czy większość społeczeństwa też szuka ukojenia w ramionach aniołów... tego nie wiem.

Aniołowie to istoty, dzięki którym człowiek może porozumiewać się z Bogiem. Stwórca tak nas kocha, że każdemu z nas podarował osobistego opiekuna. Swoją drogą - czyż ta świadomość nie umila nam życia?

Kiedy modlisz się za kogoś, na twoim ramieniu siada anioł. (cytat z 26 lutego)

"Pod skrzydłami aniołów przez cały rok" to swoista katecheza, składająca się z krótkich myśli, refleksji do rozważania przez cały dzień oraz zdjęć obrazów i rzeźb pochodzących z kompleksu bazyliki Świętego Antoniego w Padwie. Osobista dygresja: byłam w tej bazylice jako nastolatka i ze smutkiem muszę przyznać, że niewiele pamiętam z tamtej pielgrzymki. Musiałabym głębiej poszperać w albumie ze zdjęciami.

"Pod skrzydłami..." zaczyna się od dnia pierwszego stycznia, a kończy na ostatnim dniu grudnia. Autor kierował się zgodnością z okresami liturgicznymi. Album ten skonstruowany jest w ten sposób, że z jednej strony zaprezentowaną mamy krótką myśl, sentencję, cytat, a obok umieszczona jest konkretna reprodukcja (lub jej fragment) przedstawiająca anioły, cherubiny, istoty zamieszkujące niebiosa. Na końcu umieszczonych zostało kilka modlitw, między innymi modlitwa do Anioła z Getsemani czy modlitwa do świętego Michała Archanioła, którą jeszcze mam okazję słuchać w moim obecnym kościele parafialnym (do tej pory nie znałam jej na pamięć, aż wstyd przyznać), choć zwyczaj ten ponoć zanika w innych częściach kraju.

Do aniołów odwołujemy się już podczas codziennej modlitwy, wypowiadając słowa skierowane do naszego anielskiego opiekuna: "Aniele Boży, stróżu mój...".

Każdy oddech powietrza, każdy promień słońca czy ciepła, wszelkie piękne widoki są, można powiedzieć, rąbkiem szaty aniołów, falowaniem płaszcza tych, których oblicza kontemplują Boga. - John Henry Newman (cytat z 9 grudnia)

Wiele cytatów pochodzi z wypowiedzi współczesnych i byłych ojców Kościoła, papieży: Benedykta XVI, Pawła VI, a także naszego świętego Jana Pawła II. Inne wypowiedzi są słowami postaci takich, jak święty Tomasz z Akwinu, święty Antoni Padewski, święty Jan Bosko, a nawet Szekspir. Część z nich to słowa zaczerpnięte z Pisma Świętego, z liturgii oraz Katechizmu Kościoła Katolickiego.

Książka jest przepięknie wydana, na wysokiej jakości śliskim papierze, z twardą obwolutą. Nawet moja mama będąc u mnie ostatnio z wizytą, ledwo przeszła przez próg pokoju, już z daleka pytała mnie, cóż to za ciekawa książka. Jak widać - od razu przyciąga wzrok;) Nie jest to lektura na jeden raz, to książka, z którą warto pracować przez cały rok, każdego dnia zastanowić się głębiej nad proponowanymi nam słowami. To pozycja, która wzbogaci i ubarwi każde serducho oraz... każdą domową biblioteczkę.

Aniołowie strzegą naszej miłości, a zarazem kiedy dwoje ludzi się kocha, stają się dla siebie nawzajem aniołami stróżami. - (cytat z 14 lutego)

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję portalowi SZTUKATER oraz Wydawnictwu JEDNOŚĆ


Grubość książki: 4,80 cm

piątek, 11 kwietnia 2014

Grzegorz Kramer, Męskie serce - z dziennika Banity

Mężczyźni od kobiet różnią się między innymi tym, że niezbyt chętnie rozmawiają o uczuciach. A o swoich własnych to już w ogóle. Większość czytelniczek zgodzi się ze mną, że czasem wycisnąć jakieś zdanie na temat odczuć, uczuć własnego partnera jest niezwykle trudno (i nie mówię tu o przymusowym wyznawaniu miłości). Faceci swoje serducha otwierają tylko przed zaufanym gronem osób. Zdarza się i tak, że nikogo nie wtajemniczają i nie dopuszczają do wrót... To niefortunne wyjście z sytuacji. Każdy z nas powinien poznać swoje serce, by móc swobodnie iść za jego głosem.

Od razu przejdę do sedna: jest to lektura raczej dla wierzących. Autor już we wstępie zaznaczył, że nie pisał podręcznika o tym, jak być mężczyzną - gdyż takich i tak istnieje już wiele. Ta cieniutka książeczka jest wynikiem pewnego doświadczenia - ksiądz Kramer przez pewien czas pisał króciutkie komentarze do Litanii do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Uznał ją bowiem za skarbnicę inspiracji dla mężczyzny. Przyznaje, że początkowo uznawał w głębi serca ten sposób modlitwy za dobry dla nieco starszych od niego ludzi. Przyszło jednak natchnienie i to właśnie w tej Litanii znalazł inspirację. Do wspólnej z nim wędrówki zaprasza wszystkich mężczyzn: zarówno silnych, jak i słabych, tych mniej oraz tych bardziej pewnych swojej męskości (odrzućcie pojęcie męskości znane z popularnych czasopism - nie o to tu chodzi!). Zaprasza także kobiety, wierząc że rozważania zawarte w tej książce zainspirują je do wspierania bliskich im mężczyzn: mężów, braci, synów czy ojców w wypełnianiu ich misji.

Każda refleksja poprzedzona jest jednym (lub dwoma, sporadycznie trzema) wersem wymienionej wcześniej Litanii. Pierwsza z nich zaczyna się od słów: "Serce Jezusa, Syna Ojca Przedwiecznego". Każda z nich nawiązuje do poszczególnych kolejnych wersów Litanii. Grzegorz Kramer snuje refleksje na temat bycia Bożym synem; o szukaniu odpowiedzi na istotę męskości; o pojęciu majestatu i godności; o gorliwości i chęci wymierzania sprawiedliwości czy o tym, jak nie grać "twardziela"...  Każda z tych refleksji zakończona jest modlitwą powiązaną tematycznie z poruszanym wcześniej wątkiem. 

Zastanawiając się nad kwestią serca Jezusa, które zostało "utworzone" w wyniku niepokalanego poczęcia, pisze autor tak:

Mężczyzna nie istnieje bez kobiety. Tylko w kobiecie Bóg zamieszkał w TAKI sposób i nie można o tym zapominać. (s.13)

a kilka linijek wcześniej:

Kobieta jest ważna w historii każdego mężczyzny. Od niej się zaczyna, od niej zależy nasze życie. W odmiennym poczęciu Jezusa widzę podkreślenie właśnie tej roli. To ona bierze na siebie ciężar troski o tego mężczyznę. (s.13)

Nie cytuję tego tylko dlatego, że jestem kobietą i potrzebuję się na przykład dowartościować. Cytuję, ponieważ nigdy nie patrzyłam z tej perspektywy na kwestię poczęcia Jezusa, a jest ona konkretna i ma solidne uzasadnienie.

Ciężko mi uwierzyć, że taka cieniutka lektura pomieściła tyle ważnych spraw. Napisał ją ksiądz, ale jest w niej tak wiele prawd dotyczących zwykłych ludzi, że myślę sobie, iż musi być z autora całkiem niezły psycholog, skoro tak wiele wie o świeckim życiu i świeckich bolączkach. Jego celne spostrzeżenia wbijały mnie czasem w fotel - nie spodziewałam się takiej treści w tak małej objętości, a tu proszę - miłe zaskoczenie i ciekawa intelektualna przygoda.


Grubość książki: 0,80 cm

piątek, 21 marca 2014

Domenico Agasso Sr., Domenico Agasso Jr., Papież Jan XXIII. Droga do świętości

Mówi się o Nim: uśmiechnięty Papież, „Jan Pokorny”, „dobry papież Jan” . Taki właśnie pozostał w pamięci wiernych.

Książka ta ukazała się w dobrym momencie - wszak już niedługo odbędzie się kanonizacja Jana Pawła II oraz właśnie Jana XXIII. Szkoda, że nowych rzeczy o dawnych papieżach dowiadujemy się dopiero, kiedy nadchodzi "okazja", ale - w sumie - dobre i to. Po tej lekturze jestem już w stanie powiedzieć coś więcej o tym niesamowitym zwierzchniku Kościoła.

Autorzy zaczynają od narodzin Jana XXIII (właściwie Angelo Giuseppe Roncalli), poprzez jego drogę do kapłaństwa aż do wyboru na papieża.
Co ciekawe, Jan XXIII został wybrany przez (tylko) pięćdziesięciu kardynałów. Tak mało liczne było wówczas konklawe. Imię Jan wybrał z bardzo prostego powodu - takie imię nosił jego ojciec. Te i inne proste gesty papieża autorzy opisują bez zbędnego nadęcia. Opisując autorytet postaci nie próbowali zrobić z niego ani męczennika ani świętego - po prostu pokazali historię odpowiedniego człowieka w odpowiednim miejscu. Nie na darmo mówi się, że jest to papież okresu przełomu. Mówi się także, że żaden jego poprzednik nie zrobił tak wiele na rzecz ekumenizmu, jak właśnie Jan XXIII. Od 1870 roku był pierwszym papieżem, który wybrał się na spotkanie poza mury Watykanu (wizyta w więzieniu oraz pewnym szpitalu w Boże Narodzenie w 1958 roku).

Sympatię ludzi zjednywał sobie nie tylko uśmiechem. On po prostu wychodził do ludzi. Był papieżem, którego można była spotkać przechadzając się po Bazylice św. Piotra. Słynął właśnie ze zmniejszania dystansu między nim a wiernymi. Oprócz bycia pasterzem podjął szereg ważnych decyzji: przede wszystkim zwiększył liczebność Kolegium Kardynałów (unieważniając dekret Sykstusa V), następnie postanowił zwołać synod oraz sobór powszechny, później chciał także zrewidować kodeks prawa kanonicznego. W kwestii reformy liturgii poczynił pewne kroki, mianowicie zatwierdził nowy brewiarz i mszał. 

Jego pontyfikat trwający dokładnie od 28 października 1958 do 3 czerwca 1963 przyniósł powiew świeżości w skostniałych strukturach kościelnych. Powszechnie uważa się, że powołany przez niego II Sobór Watykański miał za zadanie otworzyć Kościół na wszystkich odłączonych i dostosowanie go do wymogów nowej epoki. Papież zrobił psikusa swoim kardynałom, gdyż najpierw poinformował, że odbędzie się sobór (choć powinien najpierw skonsultować to z nimi), a dopiero później rozesłał zapytania do biskupów świata z prośbą o propozycję tematów. Odpowiedzi dostał całe mnóstwo. Na sobór zaproszono również obserwatorów, a sam papież nie uczestniczył w obradach.

Prosty, zrozumiały dla każdego język, ciekawy sposób rozmieszczenia druku i mnóstwo "światła" w akapitach powodują, że książkę czyta się naprawdę przyjemnie. "Papież Jan XXIII. Droga do świętości" to książka dla każdego, kto choć trochę interesuje się historią Kościoła.
Twarda oprawa zawsze była dla mnie zaletą - dzięki temu książka nie tylko ładnie prezentuje się na półce, ale może stanowić również doskonały prezent na przykład dla... babci (pewnie nie tylko ja zauważyłam, że ludzie w podeszłym wieku częściej zwracają się w stronę Boga, Kościoła i modlitw).


"Papież Jan XXIII. Droga do świętości" to biografia na wysokim poziomie. W sposób rzetelny informująca o życiu i pontyfikacie Jana XXIII. Życiorys papieża nie został nam zaserwowany w nadmiernie naukowy sposób, lecz prosty i zrozumiały dla każdego czytelnika. To spójna praca, nie narzucająca nam zbędnych szczegółów, bogata w interesujące anegdoty świadczące o poczuciu humoru papieża Jana. W książce tej znaleźć można również między innymi modlitwy Jana XXIII. Ta pozycja to dobry początek, jeśli chcemy zgłębiać dzieje pontyfikatu tego papieża. Może stanowić podbudowę pod dalsze informacje o Nim.


Za egzemplarz recenzencki dziękuję portalowi Sztukater oraz Wydawnictwu Esprit

Grubość książki: 2,30 cm

środa, 19 marca 2014

Jan Skorupski, Złota legenda znad polskich jezior i lasów

Jakiś czas temu trafiła w moje ręce pięknie ilustrowana "Złota legenda znad polskich jezior i lasów". Jest to zbiór opowieści, legend oraz baśni dotyczących północno-wschodniej części Polski - od Warmii aż po Litwę - na przełomie wieków.

Autor, ks. Jan Skorupski*, urodzony na Mazurach, postanowił dowiedzieć się nieco więcej o swoich praprzodkach. Dotrzeć do informacji, kto jako pierwszy usiadł nad brzegiem Czarnej Hańczy oraz kiedy ludzie zaczęli osiedlać się w tej przepięknej krainie (by wspomnieć tylko o ziemi augustowskiej czy Rospudzie, słynącej między innymi ze spływów kajakowych). Według obiegowej opinii praprzodkowie tych ziem mogli przywędrować tam ze Wschodu; niektórzy twierdzą, że nawet z Indii. O terenach tych pisali wielcy poeci, zauroczeni różnymi dziwnymi obyczajami tego regionu. Ludzie z nadjeziornej krainy wiedli proste życie, a za jego pomyślność dziękowali swoim bogom, w towarzystwie wodzów oraz kapłanów. Najczęściej gromadzili się w gajach pod świętymi drzewami. Modły zanosili pod bukami, sosnami czy dębami. W tych miejscach też składali ofiary. Kult natury przeplatał się z wiarą w ich bogów. Ludzie ci bowiem odczuwali nadziemską moc głazów, roślin czy sił przyrody.

Niegdyś mieszkali tu waleczni Jaćwingowie i Prusowie. Dziś pozostały po nich tylko nieliczne opowieści i kurhany cmentarne na wzgórzach. Nawet język ich zaginął. Lud ten u schyłku swego istnienia nie miał szczęścia. Z roku na rok coraz bardziej niszczony wojnami i głodem rozpraszał się w puszczy. Z biegiem lat wtopił się w inne narody. Tubylcy i ci, którzy przybyli na te tereny, stali się jednym ludem lasów i jezior. Wspólne sąsiedztwo, zmagania z życiowymi trudnościami, lęki i radości, miłość i śmierć połączyły ich w wielką rodzinę. (s.7)

Znaleźć można w "Złotej legendzie..." historie między innymi: o świętym Wojciechu - patronie Krainy Jezior, o Tatarskiej Górze, Królowej Ludu Kurpiowskiego czy o Wyspie Miłości. Najbardziej ujęła mnie legenda o Świętej Lipce - figurce Najświętszej Panienki wiszącej na lipie w okolicach Kętrzyna. Pielgrzymowało tam wielu polskich władców, a wśród królewskich darów odnaleźć można ornat haftowany własnoręcznie przez Marysieńkę, żonę Jana III Sobieskiego. Z ciekawostek zaś warto zapamiętać, że w Świętej Lipce w 1722 roku jezuici otworzyli szkołę muzyczną, w której kształcono organistów i nauczycieli muzyki. Uczniem tej szkoły był między innymi Feliks Nowowiejski (twórca melodii do "Roty" Marii Konopnickiej).

Z zabawnych opowieści najbardziej zapadła mi w pamięci ta o braciach kamedułach, którzy przybyli do Polski z Włoch, a jednym z ich zwyczajów był zakaz... noszenia skarpet.

Język może być nieco za trudny dla mniejszych dzieci, ale jeśli poświęci się czas na wytłumaczenie im niektórych pojęć, to lektura ta również może być satysfakcjonująca. Jedno z określeń autora spodobało mi się najbardziej - o Bogu pisze on jako o "Pierwszym Siedzącym na Niebie". Piękne, prawda?

Niewątpliwymi zaletami tego zbioru legend są piękne ilustracje oraz wydanie całości na wysokiej jakości, śliskim papierze i w twardej oprawie. Wielość informacji o tamtejszych sanktuariach i miejscach kultu oraz ciekawe portrety wyjątkowych mieszkańców Warmii i Mazur (misjonarzy i współczesnych kapłanów). To wszystko sprawia, że "Złota legenda znad polskich jezior i lasów" może być świetnym prezentem (lub dodatkiem do prezentu - co kto woli) na przykład z okazji przystąpienia dziecka do I Komunii Świętej.

Jeżeli interesujecie się literaturą regionalną albo szukacie pomysłu na prezent dla dzieci "komunijnych" albo po prostu chcielibyście poznać kilka historii związanych z Krainą Wielkich Jezior, to polecam Wam tę książkę. Niech stanowi piękną lekcję rodzimej historii i kultury.

*Ks. Jan Skorupski był misjonarzem w ojczyźnie papieża Franciszka. Obecnie jest proboszczem w Ełku i wykładowcą misjologii (misjologia to naukowe badania nad faktem misji bądź refleksję nad świadectwem chrześcijańskim w świecie) w Wyższym Seminarium Duchownym. Autor kilku książek (np. Synowie drzew. Opowieść o Jaćwingach)

Grubość książki: 2 cm

Za egzemplarz recenzencki dziękuję portalowi SZTUKATER oraz Wydawnictwu JEDNOŚĆ

czwartek, 27 lutego 2014

Nello Scavo, Lista Bergoglio. Ocaleni przez Franciszka w czasach dyktatury

Ojciec Jorge jest rodzajem księdza gotowego cuchnąć człowieczeństwem. (s.102)

Cofamy się do roku 1976. Są to czasy*, kiedy w Argentynie do władzy dochodzi armia. Wtedy też rozpoczyna się siedem trudnych lat - lat cierpienia i terroru. Wojsko morduje tysiące osób. Część z nich zostaje porwana - mówi się o nich "desaparecidos" ("ci, którzy zniknęli"). W tym gorącym okresie pewien jezuita Jorge Mario Bergoglio próbuje ratować, kogo się tylko da. W książeczce "Lista Bergoglio. Ocaleni przez Franciszka w czasach dyktatury" osoby przez Niego ocalone opowiadają o tym, jak ojciec Jorge działał i pomagał.

Krótkim rysem historycznym autor wspomina wyniesienie kardynała Bergoglio do godności następcy świętego Piotra. Papież Franciszek - bo tak teraz należy o Nim mówić - na wzór świętego z Asyżu małymi, ale widocznymi krokami próbuje zmieniać Kościół. Mam cichą nadzieję, że uda Mu się oczyścić Kościół z negatywnych naleciałości, afer pedofilskich i innych nieprzyjemnych historii... Ciekawa jestem, czy Jego koncepcja Kościoła ubogiego (praca na rzecz najuboższych, wyrzeczenie się zbędnych bogactw) ma szansę przetrwać obecnie i w nadchodzącej przyszłości.

Autor, Nello Scavo (reporter i dziennikarz śledczy) opisuje, jak ciężko było dotrzeć do osób, które mogły opowiedzieć coś o działalności znanego obecnie wszystkim jezuity. Nikt nie ułatwiał mu pracy. A chodziło głównie o to, że przyjaciele papieża milczeli, żeby nie potwierdzić podejrzeń, że przez nich Bergoglio próbuje manipulować na swoją korzyść faktami sięgającymi lat dyktatury (s.17).

Autor dokonuje swoistych rekonstrukcji dni, w których Bergoglio wymyślał sposoby unikania kontroli, gubienia policji. Wszystko po to, by ludzi skazanych na zamordowanie, po kryjomu przeprowadzić na drugą stronę granicy, całych i zdrowych.

Były to bestialskie czasy, kiedy Dyktatura mordowała wielu niewinnych ludzi. Kiedy nawet rodziny bywały podzielone, a niektórzy dostojnicy kościelni popierali reżym. Rozdział dotykający tej problematyki mocno mnie poruszył - no bo jak, księża i zabijanie? W głowie mi się to nie mieści. Wielu kapłanów oskarżono później o współpracę z siłami represyjnymi (zarzucano im współudział w aresztowaniu niewinnych osób). Do Watykanu docierały wieści o tych aktach terroru, ale w rozmowie z papieżem Pawłem VI arcybiskup Plaza wyrzekł się tego, zarzucając "informatorom" kłamstwo.

W drugiej części omawianej tu książki zamieszczone zostały historie kilkunastu ocalonych przez papieża Franciszka. Z relacji wyłania się obraz sprytnego jezuity, który stworzył swoistą "siatkę" wsparcia. Nikt nie wiedział, że należy do "systemu Bergoglio", bo każdy robił pojedynczą rzecz, o którą poprosił argentyński prowincjał. Podział funkcji - to było clou działań.

Autor dotarł do dokumentów, z których jasno wynika, iż obecny Papież nie był w żaden sposób powiązany z reżymem. Co więcej, istnieje wiele świadectw, świadczących o tym, że ksiądz Jorge udzielał pomocy ludziom prześladowanym przez juntę. Czy mógł zrobić coś więcej - jeden z bohaterów odpowiada:
Był prowincjałem jezuitów, nie supermanem. Na ile wiem, zrobił wszystko, co mógł. A nawet więcej. (s. 115)

To lektura krótka, acz przejmująca. Jest wspaniałym świadectwem nie tylko wiary, ale także człowieczeństwa. Uświadamia nam, że nasz Papież nie przyjął żadnej "pozy", o co niektórzy Go oskarżają, lecz zawsze był taki: czuły, opiekuńczy, niosący pomoc potrzebującym. Oby Jego pontyfikat trwał jak najdłużej. Niesie bowiem ze sobą ożywczy powiew świeżości w nieco zatęchłych zakamarkach chrześcijaństwa...

* Krótka lekcja historii: Działano pod pretekstem rozpoczęcia procesu reorganizacji narodowej. Wojskowa junta usunęła prezydent Isabelitę Peron, parlament został rozwiązany, a członkowie Sądu Najwyższego - usunięci. Wojskowi ogłosili stan wyjątkowy, uchylając prawa zawarte w konstytucji. Zakazano działalności związków zawodowych, gazety były kontrolowane, a politycy i aktywiści społeczni - zostali zamknięci w więzieniach. Tortury były sposobem na uzyskiwanie informacji. W czasach dyktatury próbowano za wszelką cenę zmusić do milczenia tę część Kościoła, która postanowiła nie klękać przed mundurami generałów (s.26).

Polecam!

Ocena: 5/6

Za udostępnienie egzemplarza recenzenckiego serdecznie dziękuję portalowi Sztukater oraz Wydawnictwu "Jedność"

Grubość książki: 1,80 cm

piątek, 3 stycznia 2014

Paolo Curtaz, Miłość i inne sporty ekstremalne

O miłości napisano już tyle, że nikt z nas nie jest w stanie przeczytać tego wszystkiego w ciągu swojego życia. Są jednak takie książki traktujące o tym uczuciu, które naprawdę warto poznać. W moim odczuciu należy do nich "Miłość i inne sporty ekstremalne". Miłość niezmiennie połączona jest z ryzykiem i wyzwaniami, nie wspominając o wielkich emocjach. Dlatego spokojnie można ją zaliczyć do dziedziny "sportów ekstremalnych"...

Autor na przykładzie Włoch obrazuje, jak wygląda model (tradycyjnej) rodziny i jak się on zmienia w ostatnich latach. Pisze językiem prostym, zrozumiałym, bez bufonady. Obala różne tezy i robi to w niezmiernie ciekawy sposób. Zauważa także, że zachodni świat przeżywa głęboki kryzys uczuć.

Paolo Curtaz wielokrotnie podaje cytaty z Pisma Świętego, po czym dogłębnie je analizuje. Na szczęście nie czyni tego w sposób, jakim posługiwali się swego czasu moi profesorowie podczas studiów (nie umniejszając im). Używa prostego języka, zrozumiałego dla każdego.

W "Miłości..." znajduje się wiele mądrych myśli, poniżej jedna z nich:

Zaakceptowanie punktu widzenia drugiej osoby bywa bardzo trudne. Wymaga bowiem wyjścia poza ramy swojego światopoglądu, wymaga dialogu i spotkania, wymaga gotowości do zrewidowania własnych poglądów*. (s.45)

Autor prowadzi wywód, w którym stwierdza, że odmienność między kobietą a mężczyzną jest wynikiem Bożego planu i jest nam ona potrzebna do szczęśliwego związku (małżeństwa). Powtarza też mądrość, że miłość jest jak ogród, który trzeba pielęgnować. Trzeba wyjść ze stanu zakochania, by móc prawdziwie kochać. P. Curtaz podejmuje temat rodzicielstwa, które w społeczeństwie włoskim wygląda w zasadzie bardzo podobnie jak na naszym rodzimym podwórku. Znikoma pomoc państwa w kwestiach związanych z wychowaniem potomstwa i próby radzenia sobie w czasach, kiedy dzieci postrzega się jak jachty (czyli jak dobra luksusowe) - to cechy wspólne.

Pan Curtaz tłumaczy także, co się dzieje w związku po zdradzie i sugeruje, że naprawdę nie warto tego robić. Na każde swoje zdanie ma solidne wytłumaczenia - to nie jest jego "widzimisię":

Wychodzimy z domu, aby spróbować nowego dania, ale po kilku miesiącach orientujemy się, że zupa jest dokładnie taka sama... (s.154)

Na czynniki pierwsze zostaje rozłożona chęć uwodzenia. Z pełnym zrozumieniem autor dotyka tematów związanych z płodnością, próbuje pojąć dramat rodzin, które nie mogą mieć dzieci.

Ujął mnie rozdział "Rut i Noemi. Rehabilitacja teściowej". Pewnie dlatego, że sama również mam dobre (bardzo!) kontakty z własną teściową - tak jak Rut z Noemi. W tym miejscu warto byłoby zaznaczyć, że autor posłużył się pewną metodą w konstrukcji swojej książki. Otóż każdy rozdział opowiada o konkretnych postaciach biblijnych. Po czym na kanwie ich losów roztrząsany jest i tłumaczony określony temat/problem. Dzięki temu nie powstaje dysonans między życiem tu i teraz, a tym, co przekazuje Pismo Święte. Jasno i klarownie tłumaczy autor, że kłótnie w małżeństwie nie muszą być oznaką kryzysu. Musimy tylko nauczyć się, jak kłócić się konstruktywnie, by wzajemnie się nie ranić i nie upokarzać. Nie zabrakło miejsca na omówienie tematu odmienności, a konkretnie - kwestii związanych z małżeństwami wielokulturowymi.

Paolo Curtaz umiejętnie, w sposób jasny i klarowny porusza "życiowe" tematy. Wyjaśnia wszystko bez religijnego nadęcia, przez co lektura jest interesująca i pouczająca. Daleko jej jednak do przesadnego dydaktyzmu. Szkoda tylko, że autor odwoływał się do dziedzictwa włoskiego. Gdyby nie to, spokojnie można by zaliczyć książkę w poczet tych, które traktują o uniwersalnych problemach ludzi.

Na koniec jeszcze kilka słów godnych zapamiętania:

Zostaliśmy stworzeni po to, aby poznać Boga, aby szybować w przestworzach jak orły, a tłoczymy się w swoim gronie jak kurczaki na podwórku. Jesteśmy niepowtarzalnymi arcydziełami, a kopiujemy tylko inne kopie. Jesteśmy piękni, a ukrywamy się za maskami. Jesteśmy cennymi klejnotami, a zakładamy na siebie podróbki... (s.49)

Komu polecam?
Wszystkim, którzy są w związkach; tym, którzy są małżonkami lub wkrótce mają nimi zostać; tym, którzy chcieliby coś w swoim małżeństwie zmienić.

* Wszystkie cytaty za: Paolo Curtaz, Miłość i inne sporty ekstremalne, Kraków 2013 (w nawiasach podaję numery stron)

Ocena:
5/6

Ta recenzja bierze udział w wyzwaniu:

źródło

Grubość książki: 2,20 cm
Mój wzrost: 173 cm

Za egzemplarz recenzencki dziękuję portalowi SZTUKATER oraz Wydawnictwu WAM

środa, 11 grudnia 2013

Tomasz Ponikło, Józef Tischner - myślenie według miłości. Ostatnie słowa

Większość z Was zapewne słyszała o Wielkim Filozofie, jakim był ksiądz profesor Józef Tischner. Dla tych, którzy o nim nie słyszeli, powiem tak: był to wspaniały ksiądz o gołębim sercu, do tego intelektualista i myśliciel, dla którego zawsze ważny był drugi człowiek. Kiedy nadarzyła się okazja, postanowiłam z niej skorzystać i zabrać się w podróż z autorem powyższej książki po życiu i mądrościach księdza Tischnera.

We wstępie autor jasno i precyzyjnie określa, co jest celem jego publikacji - zamierza wypełnić lukę w biografiach ks. Józefa, w których ostatnie lata jego życia nie zostały dość dokładnie opisane.

Kiedy w 1997 roku następuje "powódź stulecia", ksiądz Tischner ostrzega, by nie patrzeć na nią przez pryzmat Bożej kary, lecz raczej znaku czasów, w których egoizm zwycięża z konkretnymi czynami - pomocą innym. Wyraźnie podkreśla, że nieszczęście może uruchamiać w człowieku dobro lub zło, podłość lub solidarność. Nawołuje, by pamiętać: "cokolwiek uczyniliście najmniejszemu z braci moich, Mnieście uczynili...".

Tomasz Ponikło opisuje, jak Tischner zachowywał się po otrzymaniu diagnozy: rak krtani. Ksiądz Józef przyjął postawę, w której nie dał się zdominować roli chorego - nie porzucił aktywności pisarskiej ani pracy umysłowej. Starał się żyć tak, by choroba zabrała mu jak najmniej z dotychczasowego życia. Pozytywne nastawienie po operacji pomagało choremu księdzu Józefowi dalej w miarę normalnie funkcjonować. Przeżywał swoją chorobę w sposób świadomy, bez popadania w skrajne uczucia.

Niezwykle ciekawie rozprawiał się ksiądz Tischner z różnymi kwestiami medycznymi. Wskazywał, gdzie należy szukać podłoża kryzysu współczesnej medycyny. Ksiądz profesor zajmował się również kwestią śmierci. Zdawał sobie sprawę z wielu etycznych problemów związanych z relacją śmierci i medycyny. Rozumiał, że problemy te ujrzały światło dzienne, ponieważ w nauce i medycynie dokonywał się postęp (pierwszy respirator, kwestia eutanazji - to nie jedyne z tematów szeroko opisywanych w omawianej książce).

Autor opisał kolejne etapy zmagań profesora Tischnera z postępującą chorobą, kolejnymi operacjami, a w końcu z oswojeniem choroby. Najbardziej uciążliwe - dla osoby, której wykłady i seminaria wypełniały znaczną część czasu - były ograniczone możliwości mówienia.

W książce zostały wyjaśnione wszelkie inspiracje księdza Józefa: między innymi wzorowanie się świętym Franciszkiem z Asyżu i jego wpływem na postrzeganie ludzi i świata przez Wielkiego Filozofa. Autor kreśli również szerokie tło filozoficzno-religijnych inspiracji księdza Tischnera oraz jego "przyjaźni" z Janem Pawłem II (ich relacja intelektualna wynikała z wielu podobnych poglądów).

Poruszony został także temat sformułowania, które odbiło się szerokim echem w dyskursie publicznym, a mianowicie określeniem "homo sovieticus". Była to metafora człowieka "poddanego ideologicznemu szkoleniu komunizmu" (dla którego najważniejsze były takie wartości: praca, udział we władzy i poczucie własnej godności; nie ma tam mowy o sferze duchowej; praca i konsumpcja są najważniejsze). Krótko mówiąc - chodziło o człowieka zniewolonego przez system totalitarny...

Cenię księdza Józefa Tischnera za to, jak mówił o Bogu i wierze; za poczucie humoru, dystans i autoironię, przy całym "góralskim zapleczu", jakie sobą reprezentował. Sensem religijności dla niego była między innymi pieśń pochwały życia i radości (za franciszkańskim "Hymnem do słońca" - inne tytuły to "Pieśń słoneczna", a także "Pochwała stworzeń"), za którą - jak sądzę - warto byłoby podążyć...

Polecam serdecznie:-)

Ocena: 5/6

Za egzemplarz recenzencki serdecznie dziękuję portalowi SZTUKATER oraz Wydawnictwu WAM :-)

sobota, 30 listopada 2013

Michael H. Brown, Po drugiej stronie


O śmierci klinicznej po raz pierwszy usłyszałam wiele lat temu, kiedy to jedna z osób z mojej rodziny podczas ciężkiej operacji prawdopodobnie jej doświadczyła. Jednak nie mówiło się o tym głośno, więc nie jestem w stanie sprecyzować i opisać doznań tej osoby. Był jednak czas, kiedy razem z Mamą zaczytywałyśmy się w książkach opisujących ludzi, którzy przeżyli śmierć kliniczną.


Autor* powołuje się na opowieści osób, którym dane było przejść na tytułową „drugą stronę”. Wiele relacji mówi o czymś na kształt leja, czy też tunelu, na końcu którego widać niezwykłe światło. W trakcie podróży po tym tunelu mieli okazję przyjrzeć się swojemu życiu z całkiem innej perspektywy. Jakże przygnębiające było dla wielu z nich to, że czyny, które w ich ocenie były dobre, w oczach Boga niekoniecznie były takimi. W tych relacjach mówią oni o tym, że ta „boska istota” uświadamiała im tam, że wiele z tych czynów dokonywali myśląc jednak o sobie, a nie o szczęściu innych. Wielu z tych pacjentów (śmierć kliniczna najczęściej dotyczy osób po wypadkach lub osób leżących właśnie na stole operacyjnym) słyszy tam również, że musi wrócić,  „bo ma tu jeszcze (na Ziemi) sporo do zrobienia”. Przeważają opinie, że szybkość tej podróży w tunelu zależy od siły miłości, którą darzą Boga. Im bliżej byli Boga w trakcie swojego życia, tym szybciej docierają do niego tam, w zaświatach.

Wracając jeszcze do tych retrospekcji, podczas których dokonywany był obrachunek życia, to  warto zaznaczyć, że to jest PO COŚ. Osoby doświadczające spotkania z Bogiem otrzymują szansę, by zmienić swoje życie, a przy okazji zachęcić do zmian innych. Tu cytat, który wstrząsnął mną, mimo swej prostoty:

Wiedząc o tym wcześniej, możemy poczynić niezbędne przygotowania jeszcze tu, na ziemi, naprawiając to, co z perspektywy wieczności będzie przeszłością, aby przegląd życia nie był jak egzamin, który okazał się całkowitym fiaskiem, bo omyłkowo przygotowaliśmy się z zupełnie innego przedmiotu**.

Autor porusza również kwestie zanurzenia w ciemności – na przykład, gdy mówimy o osobach próbujących popełnić samobójstwo. Przytacza również sporo historii o duszach zmarłych, którzy nie do końca potrafili się uwolnić z okowów ziemskiego życia, są do niego w pewien sposób „przywiązani” i czasami wędrują po ziemi. „Po drugiej stronie” traktuje również o wielu innych kwestiach związanych ze śmiercią i przejściem do życia wiecznego – ale nie zamierzam tu streszczać całej książki – kto będzie zainteresowany, sięgnie po nią ;-)

Książka niejako mobilizuje do tego, by zastanowić się nad własnym życiem. Wielokrotnie powtarzana jest tam prawda, że nie należy myśleć tylko o sobie i o swoim szczęściu, ale że naprawdę warto myśleć o innych. Wystarczy, że od czasu do czasu zastanowimy się ile razy nasze postępowanie wynikało z czystych intencji… W innym miejscu autor zaznacza, że warto tę książkę traktować jako serię rozważań przygotowujących do życia wiecznego.

Ogromną zaletą jest powoływanie się na konkretne przykłady. Michael H.Brown (albo jego pomocnicy) ma za sobą solidny research. Książka zawiera wiele niezwykle interesujących relacji, które zaprezentowane są fragmentarycznie, co nie nuży czytelnika.

Ja wiem, że te kwestie mogą nie każdego przekonywać. Ale tak sobie myślę, że skoro tylu ludzi doznało takich przeżyć… to coś musi być na rzeczy. Chyba oni wszyscy nie doznali jakiegoś zbiorowego przywidzenia czy szaleństwa..?

Książka napisana jest przystępnym, prostym językiem. Czyta się ją niezwykle szybko, choć wskazane jest, by czasem zatrzymać się po lekturze danego rozdziału i zastanowić, czy można wyciągnąć dla siebie jakieś wnioski po kolejnych przeczytanych linijkach tekstu.

Pamiętajmy, że doczesne osiągnięcia mogą być jedynie iluzją***.

Polecam gorąco każdemu, kto chce znaleźć czas, by zastanowić się nad własnym życiem.

* M. Brown jest autorem ponad dwudziestu książek ogniskujących się wokół zagadnień związanych z katolicyzmem.
** M. Brown, Po drugiej stronie, s.151.
*** Tamże, s.153.

Ocena: 5/6



Za egzemplarz recenzyjny dziękuję portalowi SZTUKATER oraz Wydawnictwu M :-)

piątek, 15 listopada 2013

Justyna Żak, Ekumeniczne znaczenie kichnięcia. Okiem wiernego pielgrzyma



„Ekumeniczne znaczenie kichnięcia. Okiem wiernego pielgrzyma” autorstwa Justyny Żak to moje drugie spotkanie z publikacjami wydawnictwa VIRGO. Wydawnictwa, które wprost deklaruje, że jego misją jest „wspieranie osób poszukujących własnych dróg poza utartymi schematami”. Formą okładki oraz kilkunastoma odwołaniami niniejsza książka nawiązuje do poprzedniej, czyli „Z zawodu jestem Papieżem” Wolfganga Broera. Tworzą w ten sposób obie publikacje całkiem przyjemny tandem, który wzajemnie się uzupełnia, a dodatkowo ciekawie prezentuje na półce z religijnymi książkami.

Początkowo chciałam w paru słowach streścić tę niezbyt długą książeczkę, ale nie do końca jest to wykonalne. „Ekumeniczne znaczenie kichnięcia” to skrótowy zapis pielgrzymek Jana Pawła II do Polski. Książka podzielona jest na krótkie rozdziały. Każdy z nich poświęcony jest jednej pielgrzymce. Znajdziemy tu swoiste telegraficzne skróty z pielgrzymek w latach: 1979, 1983, 1987, 1991, króciutkiej wizyty w 1995, 1997, 1999 oraz 2002. Przy każdym z tych krótkich rozdziałów zamieszczone zostały hasła patronujące danym pielgrzymkom.

Autorka skupiła się na maksymalnym skondensowaniu nauk Ojca Świętego. Stworzyła coś na kształt krótkiego przewodnika po naukach głoszonych przez Jana Pawła II będącego w podróży po rodzinnej ziemi. Pierwsza pielgrzymka była bodaj najtrudniejsza. Wszak nie była ona w smak ówczesnym komunistycznym władzom. Nasz Papież, kierując modlitwy do Ducha Świętego, żywił nadzieję, że naród zdoła się połączyć, mimo wielu podziałów (klasowych, religijnych). Wtedy też, w Warszawie, wypowiedział pamiętne słowa: „Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój! I odnowi oblicze ziemi. Tej Ziemi. Amen.”. Podczas trzeciej pielgrzymki, odwiedzając Katolicki Uniwersytet Lubelski Jan Paweł II udowadnia, że jest przygotowany do tej wizyty. Doskonale wie, z jakimi problemami borykają się młodzi ludzie. Mówi o perspektywie rozwoju, problemach z pracą…

We wstępie czytamy:

Jego pielgrzymki nie polegały na odwiedzaniu Polski, ale na niesieniu pomocy swemu narodowi, gdy tego najbardziej potrzebował. Wyciąganie z opresji poprzez słowa Ewangelii, wygłaszanie homilii, czy przekazywanie gestów miało ogromną moc i znaczenie dla wszystkich Polaków. Wyciągał do nas pomocną dłoń i namawiał do pojednania.
Żadna z tych wizyt nie była jedynie kurtuazyjną delegacją. Zawsze był przygotowany i wiedział, jakie nastroje zastanie w kraju*.

Praktycznie przy każdej relacji dało się wyczuć, że największe nadzieje wiązał nasz Ojciec Święty z młodzieżą, w którą głęboko wierzył i za którą gorąco się modlił. W niej widział przyszłość kraju, w którym się urodził i wychował.

Czytając o niezwykle krótkiej wizycie Papieża w Polsce w roku 1995, czułam ciepło na sercu. Otóż było mi dane uczestniczyć we Mszy Św., która odbyła się na błoniach w Skoczowie. Byłam wtedy „świeżo” po I Komunii Świętej i w białej albie razem z tatą kroczyłam po zabłoconych polach, aby dotrzeć do swojego sektora. Oczywiście niewiele pamiętam, prócz podniosłej atmosfery i radosnego oczekiwania (i zniecierpliwienia deszczem), ale tłumaczę to sobie wiekiem. Pewnych rzeczy „za dziecka” nie doceniało się aż tak, jak doceniłoby się to w dorosłym życiu...

Pamiętam również pielgrzymkę z 1999 roku, kiedy to Papież za pierwszym razem nie dotarł do Gliwic (wtedy o ile dobrze kojarzę, byłam na miejscu), ale później starał się nadrobić zaległości i powrócił tam ze słowami:

Widać, że Ślązak cierpliwy i twardy. Bo ja bym z takim Papieżem nie wytrzymał. Mo przyjechać, nie przyjeżdżo, potem znów ni ma przyjechoć – przyjeżdżo**.
Za drugim razem niestety nie udało mi się dotrzeć, więc te słowa kojarzę jedynie z wielu relacji telewizyjnych.

Justyna Żak zachowuje obiektywizm w swojej publikacji. Opisuje minione wydarzenia językiem prostym, ale i plastycznym. Ukazuje Ojca Świętego takim, jakim był. Papieżem z powołaniem, ale i ogromnym poczuciem humoru i dystansem do świata. Oczekiwałam jedynie, że książka będzie  dłuższa, a co za tym idzie, bogatsza w treści. Liczyłam na nieco więcej informacji o homiliach i kazaniach, jakie kierował do nas nasz Jan Paweł II.

Ta książeczka stanowi coś na kształt chronologicznego przeglądu wszystkich pielgrzymek Jana Pawła II do Polski. Polecam wszystkim zainteresowanym postacią naszego Papieża.

*Justyna Żak, Ekumeniczne znaczenie kichnięcia. Okiem wiernego pielgrzyma, VIRGO, Warszawa 2011, s.9
** Tamże, s. 89.

Ocena: 4,5/6

Za możliwość przeczytania książki dziękuję portalowi SZTUKATER oraz wydawnictwu VIRGO ;-)

poniedziałek, 28 października 2013

Szymon Hołownia, Marcin Prokop, Bóg, kasa i rock'n'roll


Początkowo słuchałam tej książki w formie audiobooka. Jednak złapałam się na tym, że nie do końca nadążam za tokiem myślenia autorów i że jednak „Bóg, kasa i rock'n'roll” to typ lektury, nad którą muszę się pochylić, wczytać, zastanowić nad poszczególnymi zdaniami, żeby ją  pełni zrozumieć.


Szymona Hołownię i Marcina Prokopa znamy wszyscy, a przynajmniej większość z nas, z telewizji. Hołownię miałam okazję widzieć kiedyś „z bliska”, kiedy to odwiedził moją mieścinę, reklamując swoją twórczość i podpisywał mi egzemplarz „Monopolu na zbawienie”. Przyjemny z niego, do tego mówiący całkiem sensownie o Bogu, facet. Obydwu panów lubię i z przyjemnością oglądam na ekranie, zdając jednak sobie sprawę, że częściej jest to ich kreacja niż prawdziwi oni sami. Do rzeczy jednak.

Ta książka to nieustanny dialog między człowiekiem głęboko wierzącym, a takim, któremu z Panem Bogiem nie do końca po drodze.

W wielu kwestiach panowie mieli całkiem inne poglądy, jednak potrafili prowadzić dyskusję „na poziomie”. Ich argumentacje bywały czasem zaskakujące, ich porównania – genialne (żółte karteczki do oznaczania ciekawych fragmentów poszły w ruch). Z lektury tej książki wyłania się obraz dwóch naprawdę oczytanych facetów, którzy pomimo różnic w poglądach, najprawdopodobniej się przyjaźnią (co w świecie mediów bywa trudne). O ile pana Szymona już nieco „rozpracowałam” i wiedziałam, czego się po nim spodziewać, o tyle pan Marcin mile mnie tu zaskoczył. Z jego słów można wywnioskować, że ma całkiem zdrowe podejście do pieniędzy, swojej pracy czy popularności.

Muszę zauważyć, że początkowa część książki najbardziej ujęła moje serce. Blisko mi było do niektórych poglądów Marcina Prokopa (co nie znaczy, że utożsamiam się z nimi wszystkimi). Po prostu im „głębiej w las”, tym bardziej dawało odczuć się, że prym wiedzie Szymon Hołownia. To on zasypywał Prokopa argumentami, on tłumaczył rzeczy, których niejednokrotnie ksiądz na ambonie wytłumaczyć „owieczkom” nie potrafi. Jednak zdarzało mu się wielokrotnie „popłynąć” – mówił z pasją, odwołując się coraz głębiej do różnych kontekstów i czasem odnosiłam wrażenie, że odbiegał od tematu danego rozdziału. Co się jednak chwali, obaj panowie mówiąc nawet o swoich uprzedzeniach, potrafili robić to kulturalnie. Nie było widać tam jakiejś manipulacji drugim rozmówcą, co w dzisiejszych czasach jest rzadko spotykane (wystarczy popatrzeć na panią Pieńkowską w pewnej telewizji śniadaniowej czy Monikę Olejnik w wieczornym paśmie). Ciekawość Prokopa Szymon Hołownia zaspokaja naprawdę interesującymi wywodami. Podczas czytania wielu fragmentów utożsamiałam się z Prokopem. Tak samo jak on pewnych kwestii pojąć nie potrafię i chciałabym dociekać (a nie mam przy sobie kogoś takiego, jak Hołownia). O ile pan Szymon chętniej poruszał kwestie fundamentalne, dotykające transcendencji, o tyle panu Marcinowi bliżej było do „tu i teraz”, chciał wiedzieć, jak to, co zapisane w Piśmie Świętym należałoby stosować tu, na Ziemi. Warto tę książkę czytać etapami, nie na raz, po to, by móc zagłębić się w czytane fragmenty.

Jest to błyskotliwa lektura, która niewątpliwie zmusza nasze szare komórki do myślenia. W pewien sposób otwiera drzwi do dialogu. Wydaje mi się, że gdyby takich facetów jak Szymon Hołownia, więcej chodziło po naszej ziemi (a już szczególnie po szkolnych parkietach w salach katechetycznych), to nie mielibyśmy dzisiaj kryzysu wiary w naszym państwie. To tylko taka moja refleksja.

Teraz czas na cytat:

Bóg jest sumą całej ludzkiej niewiedzy w danym momencie historii. Jest zbiorem białych plam na mapie naszego poznania. Można powiedzieć, że kiedyś Boga było „więcej”, bo musiał służyć jako wytrych do wyjaśniania i opisania większej ilości zjawisk i tajemnic, których natury nie potrafiliśmy inaczej zrozumieć. Rozwój nauki sprawił, że tego miejsca na Boga robi się coraz mniej.*

To książka dla wątpiących, chcących zrozumieć wiele teologicznych kwestii. Sądzę jednak, że nawet ateista mógłby z tej książki „wyciągnąć coś” dla siebie.

Polecam;-)

Ocena: 5/6

*S.Hołownia, M.Prokop, Bóg, kasa i rock'n'roll, Kraków 2011, s. 26

niedziela, 14 kwietnia 2013

Szymon Hołownia, Last minute. 24 h chrześcijaństwa na świecie


Pan Szymon, podobnie jak Martyna Wojciechowska spakował się i postanowił dotrzeć do najdalszych zakątków świata. Nie zrobił tego w celu turytycznym, ale religijnym. Po to, aby pokazać, jak wygląda chrześcijaństwo na świecie; by sprawdzić, czy jest to religia "na wymarciu" czy jednak ma się całkiem dobrze.

"Last minute" to zbiór reportaży, felietonów dotyczących spotkań z ludźmi wierzącymi. Hołownia spotyka misjonarzy, którzy wychodzą do ludu, aby mówić o Bogu. Najbardziej ze wszystkich ujęła mnie historia dwóch kobiet mieszkających gdzieś w głębokiej dżungli, poświęcające się po to, by tubylcy mieli Biblię w swoim języku.

Co ważne, książka trafiła w mój czuły punkt w specyficzny sposób. Jakby nie było żyjemy w katolickim kraju, w którym, jeśli powiesz, że wierzysz w Boga, to wielu zacznie wytykać Cię palcami, wyzywać od moherów czy dewotów. Takie myślenie nas ogranicza. Dzięki tej książce zrozumiałam, że wierzyć (żyć z Bogiem) można na różne sposoby, w różnych okolicznościach (przyrody i nie tylko:P), a nie tylko w kościele na klęczniku. Za to, panie Szymonie, chapeau bas!

Książka wzbogacona została wieloma osobistymi fotografiami autora, co dla mnie (jego umiarkowanej fanki:P) było nie lada gratką. "Last minute" odbiega od poprzednich publikacji Hołowni. Miałam wrażenie, że jest bardziej "poważna", ale prawdą jest przecież, że tu bohaterami są żywi ludzie (niektórzy za swoją wiarę w Boga mogą stracić życie); we wcześniejszych książkach bohaterowie zostawali na kartach, nie ożywali. Takie są moje chaotyczne odczucia w tym momencie.