piątek, 11 grudnia 2015

Podsumowanie listopada



Listopad był moim najlepszym czytelniczo miesiącem w całym mijającym roku (no chyba, że w grudniu pobiłabym swój mały rekord). Za mną równo 10 książek.

Poznałam świetne pióro pani Puzyńskiej i jestem po lekturze trzech pierwszych części serii o policjantach z Lipowa ("Motylek", "Więcej czerwieni", "Trzydziesta pierwsza"). Nie mogę doczekać się momentu, kiedy dorwę kolejne części.

wtorek, 8 grudnia 2015

Magdalena Rigamonti, Adam Ragiel, Bez strachu. Jak umiera człowiek


Listopad zaczęłam książką o życiu, a zakończyłam publikacją o umieraniu. Ot, taka życiowa klamra mi wyszła...

Podobnie jak w przypadku "Bez znieczulenia. Jak powstaje człowiek" jest to publikacja w formie wywiadu. Tym razem Magdalena Rigamonti rozmawia z jedynym polskim balsamistą i robi to w nienachalny sposób. O życiu i narodzinach z reguły rozmawiamy chętnie, o śmierci - już niekoniecznie. Wychodzimy z założenia: po co myśleć o nieprzyjemnych sprawach? Śmierć i tak nas nie ominie, więc po co się stresować?

piątek, 4 grudnia 2015

Katarzyna Puzyńska, Trzydziesta pierwsza


Kolejny tom z serii o policjantach z Lipowa. Tym razem sporo tu zagmatwanych wątków z przeszłości - w tym jeden z ważniejszych - w końcu dowiadujemy się bowiem, w jaki sposób zginęli ojcowie aspiranta Daniela Podgórskiego oraz Pawła Kamińskiego.

czwartek, 3 grudnia 2015

Black friday wg a_psika - czyli moje zdobycze ze strony znak.com.pl


Minął już prawie tydzień, a wciąż nie zdążyłam pochwalić się książkowymi zdobyczami z Wydawnictwa ZNAK. Jak tylko dostałam e-maila z informacją o promocji do -80%, weszłam na stronkę i... przepadłam. Na takie okazje warto czekać, tym bardziej, że niektóre z poniższych pozycji dostałam za mniej niż 1/4 ceny okładkowej!

Przyznam jednak szczerze, że od jakiegoś czasu staram się kupować jedynie książki, które bardzo chcę mieć w swoim księgozbiorze. Wprawdzie na brak miejsca nie mogę narzekać i "kątów" na przyszłe regały wciąż mam całkiem sporo, ale nie chciałabym zagracać niepotrzebnie przestrzeni życiowej (swoją drogą niedługo może pochwalę się nowo nabytym regałem, który powiększył moją biblioteczkę) i po prostu uważniej staram się kompletować swoje zbiory. Tym bardziej, że obecnie większość wydatków oscyluje wokół tej małej istotki, która rośnie pod moim serduchem. No ale ponoć szczęśliwa mama to szczęśliwe dziecko, także tego... ;-)

Popatrzcie, co nabyłam podczas black friday:




wtorek, 1 grudnia 2015

Grzegorz Kalinowski, Śmierć frajerom. Złota maska





Heńka Wcisło już znacie. A kto jeszcze nie zna, to zapraszam TUTAJ. Mężczyzna nadal jest zakochany w Lodzi, o którą ogromnie zazdrosny jest także aspirant Denhel. Powiedziałabym, że on również zabiega o jej względy, ale to nieprawda. On jest o nią chorobliwie zazdrosny, czego kobieta jest (o ironio!) całkowicie nieświadoma. Taka zazdrość przysporzy Heńkowi sporo kłopotów... Nie będę jednak więcej zdradzać.

Tym razem akcja nie rozgrywa się tylko w Warszawie. Kalinowski zabiera nas również do międzywojennego Zakopanego, a tam już mamy taki klimacik, że hoho! Nasz bohater obraca się w towarzystwie, któremu nieobca jest osoba Witkacego. Możemy z bliska choć przez chwilę przyjrzeć się szalonemu życiu artystów. Część akcji rozrywa się także w Poznaniu (niezapomniane pyry z gzikiem niestety nie zasmakowały bohaterowi tak, jak mnie) i Gdyni.

niedziela, 29 listopada 2015

Wendy Webb, Duchy przeszłości


Książka "Duchy przeszłości" przeleżała swoje na jednej z półek mojej biblioteczki. Kiedy więc uznałam, że mam dosyć egzemplarzy recenzenckich i książek z miejskiej biblioteki, postanowiłam rozejrzeć się wśród własnych półek. I w ten sposób wybór padł na powieść Wendy Webb.

To niezwykle klimatyczna historia, z rodzinnymi tajemnicami w roli głównej. Należałoby ją zaliczyć do grona powieści gotyckich. Mamy tu bowiem sporą część wyznaczników tego gatunku: tajemniczą atmosferę narracji, nawiedzone budowle, zbrodnia, która odciska swoje piętno na fabule.

Hallie, główna bohaterka powieści, otrzymuje pewnego dnia przesyłkę z dwoma listami. Z jednego z nich dowiaduje się, że otrzymała spadek od kobiety, której nie zna osobiście, a z drugiego - że owa (zmarła już) kobieta to jej matka, która miała rzekomo zginąć w pożarze trzydzieści lat wcześniej.

Katastrofy spadają bez uprzedzenia, gdy zajmują nas sprawy codziennego życia. - s.140

Z listu dowiaduje się także, że ojciec porwał ją, gdy była małą dziewczyną, i ukrył przed żoną. Gwoli ścisłości zainscenizował wypadek, który miał świadczyć, że zarówno on, jak i córka, zginęli tragicznie. Kobieta po otrzymaniu tak nieprawdopodobnych wieści, pragnie poznać prawdę, ale umiera także jej ojciec. Hallie wyrusza na wyspę Grand Manitou, by dowiedzieć się czegoś więcej o swojej przeszłości. Niestety nie zostaje tam przyjaźnie przyjęta. Przyczyna tkwi oczywiście w przeszłości. Każdego dnia Hallie poznaje kolejne elementy układanki. Na dodatek w domu należącym do jej zmarłej matki zaczynają dziać się dziwne rzeczy...

sobota, 28 listopada 2015

Spotkanie autorskie z podróżnikiem Markiem Pindralem





26 listopada, pod koniec Tygodnia Ekologicznego, obchodzonego w naszym mieście, na spotkaniu autorskim pojawił się podróżnik Marek Pindral. Sporej części czytelników znany głównie za sprawą wydanej w 2013 roku książki poświęconej Państwu Środka pt. "Chiny od góry do dołu". Tym razem jednak spotkanie poświęcone było jego najnowszej książce "W cieniu minaretów. Oman".

Pan Marek postanowił gości przybyłych na ul.Damrota zabrać na wycieczkę po wspaniałym, acz nieznanym Omanie. Podróż tę rozpoczął od rozpalenia aromatycznego kadzidła i krótkiej pięciominutowej impresji - wyświetlił na czytniku zdjęcia, a w tle leciała odpowiednia muzyka. Tak wprowadzeni w temat goście słuchali opowieści podróżnika urzeczeni. A umiejętności gawędziarskich panu Markowi nie brakuje. Podczas prezentacji multimedialnej pokazywanej w tle, autor ze swadą i humorem opowiadał o swojej przygodzie z Omanem.

poniedziałek, 23 listopada 2015

Ben Kane, Srebrny Orzeł


"Srebrny Orzeł" to drugi tom "Kronik Zapomnianego Legionu". Spotykamy się z bohaterami, których zdążyliśmy już poznać w poprzedniej części, czyli w  "Zapomnianym Legionie". Tym razem rzymscy legioniści pod dowództwem Partów znajdują się już we Wschodniej Margianie. Partowie bowiem po klęsce Rzymian pod Carrhae dali im wybór: mogli umrzeć od razu lub udać się na niespokojną wschodnią granicę królestwa.

Podobnie jak w pierwszej części losy Fabioli interesowały mnie najbardziej - byłam ogromnie ciekawa, co tym razem ta mocna i zaradna kobieta wymyśli, by dopiąć swego. Nadal opętana jest nienawiścią wobec mężczyzny, który lata temu zgwałcił jej matkę. Fabiola do pewnego momentu żyje sobie spokojnie w latyfundium swego mężczyzny Brutusa, walczącego u boku potężnego Cezara, jednak w pewnym momencie wyrusza do Rzymu i od tego momentu nic już nie będzie takie, jak przedtem. Fabiola wplątuje się w sieci intryg rzymskiej polityki, a stąd już niedaleko do tego, by wpakować się w kłopoty. Szczególnie, jeśli jest się kobietą żyjącą w pierwszym wieku przed Chrystusem. Nie chciałabym jednak w żaden sposób umniejszać roli pozostałych bohaterów, których przygody - takie odnoszę wrażenie - były nawet ciekawsze niż w poprzednim tomie. Gal Brennus (siłacz nad siłacze), etruski wróżbita Tarkwiniusz i Romulus - syn rzymskiego arystokraty z nieprawego łoża - wciąż marzą o odzyskaniu wolności i dotarciu do Rzymu. Ta nadzieja trzyma ich przy życiu, kiedy zgodnie z rozkazami Partów walczą na rubieżach świata. Z wielu bitew i potyczek wyjdą cało, niestety, za którymś razem jednemu z nich się nie uda. Któremu? Tego oczywiście nie mogę zdradzić. 

Naprawdę byli żołnierzami straconymi dla Rzymu, walczącymi o przetrwanie gdzieś na peryferiach cywilizowanego świata. - s. 222

czwartek, 19 listopada 2015

Diane Chamberlain, Milcząca siostra


To powieść z gatunku tych, które wbijają mnie w fotel (albo - jak ostatnio - w łóżko). "Milczącą siostrę" z pewnością zapamiętam na długo. W moim odczuciu to najlepsza książka pani Chamberlain, a przeczytałam ich już kilka.

Książkę czyta się niezwykle szybko. Ja wręcz musiałam ją sobie dawkować, żeby nie przeczytać jej jednym tchem. Mamy tu do czynienia z nagromadzeniem rodzinnych tajemnic, których jest całkiem sporo na każdym zadrukowanym centymetrze "Milczącej siostry".

wtorek, 17 listopada 2015

M. Dębska, R. Dębski, M. Rigamonti, Bez znieczulenia. Jak powstaje człowiek



W sumie to nie powinnam w obecnym stanie czytać takich książek, ale wiadomo - ciekawość pierwszym stopniem do piekła. Moja Teściowa tak mi ją zachwalała (przynajmniej na samym początku, jak tylko zaczęła czytać), że później nie było już odwrotu, choć zmieniła zdanie i nie chciała, żebym przy niektórych opisach się denerwowała. Chciała mnie odwieść od czytania, stwierdzając, że mogę to zrobić po porodzie, ale cóż... bywam uparta. W ostatecznym rozrachunku nie żałuję, bo to niezwykle wartościowa lektura.

"Bez znieczulenia. Jak powstaje człowiek" została napisana w formie wywiadu-rzeki. Podzielona jest tematycznie, więc można czytać ją wyrywkowo. Ja czytałam standardowo, bo wszystko, co związane z małym człowieczkiem, obecnie mnie interesuje. Mamy możliwość bliższego zapoznania się z tematami takimi, jak ciąża, wady wrodzone, poronienia, wcześniactwo, aborcja czy relacje pacjent-lekarz.

Fajnie jest... zobaczyć się w lokalnej prasie ;-)


Tak się składa, że mój mąż pracuje w redakcji "Nowej Gazety Lokalnej", ukazującej się w Kędzierzynie-Koźlu i tak jakoś wyszło, że ostatnio wkręcił mnie w pisanie sprawozdań z autorskich spotkań odbywających się w naszym mieście. Postanowiłam podzielić się z Wami moją radością i pochwalić moimi wypocinami (które są również dostępne TU na blogu):

przepraszam za jakość zdjęcia, ale przy dzisiejszej pogodzie zrobienie dobrze doświetlonej fotografii graniczyło z cudem

To nie pierwszy raz, kiedy widzę swoje nazwisko w gazecie, ale za każdym razem jest to niesamowite uczucie. Szczególnie jeśli prowadzi się dosyć monotonny tryb życia ciężarnej (łóżko, przychodnia, ewentualnie sklep, znowu łóżko i tak w kółko).

Miłego dnia!


poniedziałek, 16 listopada 2015

Katarzyna Puzyńska, Więcej czerwieni


Ledwie skończyłam "Motylka" Katarzyny Puzyńskiej, a już pragnęłam mieć w swoich dłoniach kolejny tom. I tak oto trafiła do mnie kolejna książka z serii o policjantach z Lipowa pt. "Więcej czerwieni".

Minęło mniej więcej pół roku od ostatnich tragicznych wydarzeń, z którymi musieli zmierzyć się policjanci i mieszkańcy spokojnej wioski. Lato w pełni. Daniel Podgórski wreszcie jest zadowolony ze swojego życia - jego związek z Weroniką wpłynął na spokojne wody codzienności i stabilizacji, a tymczasem w okolicy zabite zostają dwie młode dziewczyny. Ich ciała są brutalnie okaleczone. Pierwsze myśli i podejrzenia policjantów skierowane są więc w stronę seryjnego mordercy. Grupę śledczą prowadzi kontrowersyjna i specyficzna komisarz Klementyna Kopp, z którą Daniel zdążył się już zaprzyjaźnić podczas poprzedniego dochodzenia. Policjanci doszukują się cech wspólnych łączących obydwa morderstwa, ale zanim dochodzi do przełomu, wiele się dzieje. Czy zdążą zapobiec kolejnej tragedii?

niedziela, 15 listopada 2015

Spotkanie autorskie z Sylwią Chutnik


W piątek trzynastego wszystko zdarzyć się może. I w naszym mieście się wydarzyło - do Miejskiej Biblioteki Publicznej przybyła polska pisarka młodego pokolenia, której znakiem rozpoznawczym jest... różowa grzywka, Sylwia Chutnik. To znana kulturoznawczyni, działaczka społeczna, doktorantka Instytutu Kultury Polskiej UW, członkini Związku Literatów Polskich, prezeska Fundacji MaMa działającej na rzecz poprawy sytuacji matek w Polsce. Chutnik jest również laureatką Paszportu Polityki w kategorii Literatura za rok 2008. Była trzykrotnie nominowana do Nagrody Literackiej Nike (w 2009 za "Kieszonkowy atlas kobiet", w 2013 za "Cwaniary" i w 2015 za "W krainie czarów"). Jest przewodniczką miejską po Warszawie - oprowadza turystów po autorskich trasach śladami wybitnych kobiet.


p. Sylwia Chutnik i p. Bartosz Walat
Zaczęło się nostalgicznie - dziennikarz prowadzący spotkanie, Bartosz Walat, zapytał pisarkę o jej podejście do lat 90. Pani Sylwia Chutmik swoje wspomnienia z tamtych lat określa mianem konsumpcyjnych, kiedy to, jak większość społeczeństwa, zachłysnęła się towarami, które nagle stały się powszechnie dostępne. Były to również lata, w których zaczęła delektować się wolnością (pierwsze wagary itp.). Lata dziewięćdziesiąte mocno kojarzą się pisarce z muzyką. Jej tata, jako perkusista, często przywoził jej z podróży kasety przegrane z oryginalnych płyt. Najnowsza powieść pani Sylwii pt. "Jolanta" opowiada właśnie historię dziewczyny wchodzącej w dorosłość w czasach transformacji. Autorka zastanawia się, na ile przeszłość wpływa na nasze życie i duma nad tym, czy wszyscy w Polsce skorzystali na momencie ustrojowego przełomu. Tytułowa bohaterka nie potrafi oddzielić przeszłości grubą kreską. W obecnym konsumpcyjnym świecie głośno się mówi o tym, że "wszystko zależy od nas", ale teraz, po 25 latach wiemy już, że nie wszyscy "załapali się" na ten nowy, wspaniały świat - nie wszyscy byli "młodymi wilkami".


wtorek, 10 listopada 2015

Jean-Christophe Brisard, Claude Quétel, Dzieci dyktatorów


Stalin, Husajn, Castro - te i inne nazwiska kojarzą się z przemocą i terrorem. Jednak każdy z tych mężczyzn miał swoją rodzinę i dzieci. Czy zastanawialiście się kiedyś, czy tacy dyktatorzy są w stanie wychować potomstwo na "normalnych ludzi"? Czy osoby odpowiedzialne za śmierć tysięcy (a czasem wręcz milionów) istnień są w stanie ukształtować te małe istoty na podobieństwo ludzi, a nie potworów? Czy despoci potrafią w domu, w wolnej chwili okazywać swoim dzieciom ciepłe uczucia?

Niektórzy z opisanych tu ojców mogą was zaskoczyć. Okazuje się bowiem, że gdzieś na dnie ich zatwardziałych serc jest miejsce również na czułość i zachwyt nad swymi dziećmi. W większości przypadków jednak pokręcone psychiki ojców miały niebagatelny wpływ na zwichrowane życie dzieci. To jest ten typ relacji (rodzic-dziecko), których nie da się tak łatwo odciąć grubą kreską. Bardzo często jest też tak, że dzieci dyktatorów mają niewielki wpływ na swoją przyszłość - powinny służyć reżimowi, mają trwać na straży panującej "dynastii" i  służyć ku osobistej chwale swych ojców. A przecież nie każde tego chce. Nie każde z nich zgadza się z polityką swego ojca. Dla niektórych z nich kontynuacja linii politycznej jest jednak czymś całkowicie naturalnym - w ten sposób niektóre dyktatury trwają wiele, wiele lat. Przejęcie sukcesji po ojcu niejednokrotnie doprowadza do bratobójczych walk, ale są i tacy, którzy wręcz ukrywają swoje pochodzenie, wyjeżdżając z dala od rodzinnego kraju. Autorzy książki zafascynowani tematem postanowili zwrócić się o pomoc do reporterów, specjalistów od geopolityki czy historyków. Każdy z tych autorów jest specjalistą od danej dyktatury i ma o niej wiedzę z pierwszej ręki.

poniedziałek, 9 listopada 2015

Katarzyna Puzyńska, Motylek


Wow! Nie spodziewałam się tak wciągającej lektury!

Od jakiegoś czasu zaczynam się przekonywać do kryminałów polskich autorów. Najwięcej takich powieści poznałam w stylu retro, ale i tym razem się nie zawiodłam. Mogę wręcz powiedzieć, że debiut pani Kasi Puzyńskiej tak mnie wciągnął, że nie liczyło się nic innego. Spędziłam fascynujący weekend w Lipowie.

Niepozorna polska wieś. Nagle okazuje się, że w niewyjaśnionych okolicznościach ginie tam zakonnica. Niby wszystko ok, ale nikt tej zakonnicy we wsi nie zna. Skąd ona się tam wzięła? Dlaczego przyjechała do Lipowa? Na te i inne pytania próbują odpowiedzieć młodszy aspirant Daniel Podgórski wraz z trzema kolegami z komisariatu. To dla nich pierwsze tak kluczowe dochodzenie, wcześniej takie rzeczy się w Lipowie po prostu nie zdarzały. Śledztwo wciąż trwa, kiedy... ginie kolejna osoba, tym razem bogata mieszkanka wsi. Wszystko zdaje się wskazywać na to, że obie te śmierci nie łączą się w żaden sposób. Ale może to tylko złudzenie? Ostatecznie, do pomocy policjantom zostaje przydzielona bardzo specyficzna i kontrowersyjna koleżanka - komisarz Klementyna Kopp z Brodnicy (świetna kreacja bohaterki, choć... niektóre jej odzywki działały mi na nerwy). Akcja ze strony na stronę nabiera tempa. Nagle okazuje się, że wielu mieszkańców wioski ma coś do ukrycia - a to nieudane życie rodzinne, a to jakieś niechlubne zdarzenia z przeszłości. Powoli niektóre wątki zazębiają się, ukazując misterną mozaikę ułożoną przez panią Puzyńską.

sobota, 7 listopada 2015

Podsumowanie października


Czas na krótkie podsumowanie minionego miesiąca.

Przeczytałam 7 książek i w zasadzie muszę powiedzieć, że praktycznie wszystkie mnie zainteresowały.

- W. Bancarzewska, Zapiski z Annopola (to kontynuacja "Powrotu do Nałęczowa"; na równie wysokim poziomie, jak tom pierwszy)
- A. Maciel, Tease (mocna, poruszająca powieść o szkolnym nękaniu)
- M. Krzyszkowski, B.Wasztyl, Pilecki, śladami mojego taty (ciekawa pozycja o bohaterze nieco niedocenianym w polskim społeczeństwie)
- A. Zaprutko-Janicka, Okupacja od kuchni (genialna książka z serii ciekawostkihistoryczne.pl)
- Jacek Matecki, Co wy, ..., wiecie o Rosji?! (próba opisania niejednorodnego kraju, jakim jest Rosja)
- J. Picoult, Jesień cudów (niezawodna Picoult; jeżeli najdzie mnie wena, to w najbliższych dniach postaram się naskrobać parę zdań o niej)
- K. Scholes, Królowa deszczu (słuchałam audiobooka; z tych wszystkich pozycji poruszyła mnie najmniej).

Październik z liczbach:
- przeczytanych centymentrów: 20
- przeczytanych stron: 2788 (co daje średnio ok. 90 stron dziennie)

Nie jest źle, choć mogłoby być lepiej. Na swoje usprawiedliwie mogę jedynie powiedzieć, że coraz więcej czasu spędzam buszując po stronach internetowych w poszukiwaniu wyprawki dla naszej córci:). Tak poza tym to równo tydzień temu po raz pierwszy mogliśmy zobaczyć jej buźkę (byliśmy na usg 4D) - wspaniałe uczucie! :-)

A na koniec - coś dla śmiechu: po okolicznym lesie błąkała się ostatnio taka mućka:-) chyba komuś uciekła z gospodarstwa...

zdj. autorstwa mojego męża

środa, 4 listopada 2015

Spotkanie autorskie z Jackiem Hugo-Baderem



W miniony wtorek Miejską Bibliotekę Publiczną w Kędzierzynie-Koźlu odwiedził znany polski reportażysta, Jacek Hugo-Bader. Dziennikarz ten imał się w swoim życiu różnych zajęć: pracował nie tylko jako nauczyciel czy pedagog szkolny, ale także jako ładowacz na kolei czy szef kolportażu Międzyzakładowej Komisji Koordynacyjnej (podziemnej struktury "Solidarności"), wydającej m.in. tygodnik "Wola". Hugo-Bader jest laureatem wielu prestiżowych konkursów - otrzymał m.in. Grand Press (dwukrotnie) oraz Bursztynowego Motyla. Wielokrotnie nominowany - m.in. do Nagrody Literackiej Nike za "W rajskiej dolinie wśród zielska". Ten znany specjalista od Rosji od 1990 roku związany jest z "Gazetą Wyborczą".

Spotkanie rozpoczęło się od rozważań dziennikarza na temat różnicy pomiędzy podróżnikiem a turystą. Według pana Jacka podróżnik to ktoś, kto jedzie w świat "po coś"; ma jakieś zadanie/rolę do spełnienia (jest misjonarzem, dziennikarzem albo kartografem, więc najczęściej musi z takiej wyprawy przywieźć jakiś materiał). Podróżnik pragnie docierać do miejsc nieoczywistych. O takich warto pisać. Natomiast turysta jedzie "po nic", przemieszcza się utartym szlakiem i - prawdę mówiąc - jeśli gdzieś nie dotrze, to... świat się nie zawali. Dziennikarz pokusił się nawet o stwierdzenie, że według niego obecni himalaiści to już turyści, bo... większość szczytów już ktoś przed nimi przecież zdobył.

czwartek, 29 października 2015

Jacek Matecki, Co wy, ..., wiecie o Rosji?!


Rosja jest krajem kontrastów. Wiem, o wielu państwach możnaby powiedzieć dokładnie to samo, jednak mateczka Rasija przebija pod tym względem wszystkie. Z jednej strony mamy oligarchów, których życie wręcz ocieka od dóbr luksusowych, a z drugiej - drewniane rudery, których nie można nazwać domami, a najbliższe sąsiedztwo jest oddalone o dzień drogi. Moja wiedza o Rosji bierze się z reportaży telewizyjnych, puszczanych najczęściej późną nocą (zawsze zastanawiam się, czemu takie programy nie lecą o "normalnej" porze, tylko wówczas, kiedy lud pracujący musi już spać; to chyba taka nagroda dla wytrwałych), więc kiedy otrzymałam propozycję przeczytania i zrecenzowania powyższej książki Jacka Mateckiego, nie wahałam się ani chwili. Ten kraj mnie zadziwia i fascynuje, a autora już znam. Jakiś czas temu czytałam jego klimatyczny kryminał pt. "Prawda to marny interes". Tym razem Matecki zabrał się za zgoła odmienny gatunek - postanowił napisać reportaż ze swojej podróży po tym przedziwnym kraju.

poniedziałek, 12 października 2015

Aleksandra Zaprutko-Janicka, Okupacja od kuchni



Moja Mama gotuje z pasją. Ma wykształcenie gastronomiczne... W każdym razie w kuchni niepodzielnie rządzi ona - dlatego moja nauka gotowania zaczęła się w zasadzie dopiero wówczas, gdy przeprowadziłam się "na swoje", czyli jakieś sześć lat temu. Kiedy byłam w nastoletnim wieku i rodzina uznała, że powinnam mieć już jakieś pojęcie o gotowaniu, okazywało się, że nie potrafiłyśmy razem koegzystować w jednej kuchni. Nauka mojej Mamy polegała na rzucaniu haseł "teraz dorzuć kilka marchewek, parę ziemniaków, dodaj trochę (ja: "to znaczy ile??") ziela angielskiego" itp.. A ja potrzebowałam wówczas konkretnych przepisów - ile gram, ile łyżek... Więc naukę zaczęłam, kiedy miałam już swoją kuchnię do dyspozycji. Obecnie znacznie lepiej dogadujemy się w tej kwestii i niejednokrotnie wydzwaniam o różnych porach, by zapytać o jakiś przepis. Wniosek: do wszystkiego trzeba dojrzeć :-).

Moja Teściowa natomiast jest mistrzynią gotowania potraw typu "coś z niczego" - nie to, żeby nie miała co do garnka włożyć, ale czasem ma takie dni, kiedy nie chce się jej iść ZNOWU do sklepu (kto z nas tak nie ma?), bo brakło jakiegoś składnika. Więc pichci. Tu doda jakiegoś zmielonego ziemniaka, tam wykorzysta resztki z obiadu i powstaje pyszna zapiekanka i tak dalej... Podpatruję, uczę się, ale mam wrażenie, że jest to wiedza, którą nabywa się z wiekiem. Albo kiedy sytuacja do tego zmusi...

Teraz zacznę przechodzić do sedna po tym przydługim kulinarnym wstępie. Jak już napisałam powyżej, zdarzają się w życiu sytuacje, które zmuszają do wyćwiczenia nowych umiejętności. Jedną z nich jest czas wojny i okupacji. Aleksandra Zaprutko-Janicka, współzałożycielka portalu ciekawostkihistoryczne.pl odsłania przed nami kulisy gastronomii w tych trudnych dla Polaków czasach.

czwartek, 8 października 2015

Amanda Maciel, Tease



W ostatnim czasie sporo się słyszy o nękaniu, najczęściej w kontekście szkolnej egzystencji. Uczeń, który w jakikolwiek sposób odróżnia się od reszty, ma przechlapane (to jedno z delikatniejszych określeń)... Otoczenie bywa bezlitosne, a niejedna taka sytuacja doprowadza do tragedii. Amanda Maciel postanowiła napisać historię opartą właśnie na kanwie takich smutnych, ale prawdziwych wydarzeń.

Emma Putnam popełnia samobójstwo. Dowiadujemy się o tym praktycznie na samym początku lektury.
Czemu to zrobiła? Co ją do tego skłoniło? Przecież była młodą, zdrową, normalną dziewczyną. Śmierć Emmy "komplikuje" życie kilku nastolatkom, którzy będą musieli przed sądem odpowiedzieć za psychiczne znęcanie się nad nią. Narratorką niniejszej opowieści jest jedna z oskarżonych - Sara - i to z jej perspektywy poznajemy kolejność zdarzeń. Sara musi uporać się z piętnem i łatką morderczyni, bo tak właśnie nazywają ją pozostali. Jej życie gwałtownie kurczy się do domu, szkoły oraz gabinetów psychologów i wizyt u prawników. Szczególnie u tych dwóch ostatnich ma możliwość przeanalizowania swojego zachowania.

Podsumowanie września


źródło


W końcu czuję, że odżyłam :-). Przełożyło się to na liczbę przeczytanych książek, co ogromnie mnie cieszy. Wrzesień był dla mnie miesiącem dziwnym - z jednej strony łaskawym, jeśli chodzi o moją pasję, a z drugiej - nieciekawym, bo przez zawirowania zdrowotne wylądowałam w szpitalu. Dobrze, że tylko na dwa dni, ale jak dla mnie, o dwa dni za dużo. W każdym razie zalecenie brzmi: jak najwięcej wypoczywać... No więc wypoczywam... z książką w dłoni.


wtorek, 6 października 2015

sobota, 3 października 2015

Wiesława Bancarzewska, Powrót do Nałęczowa


To współczesna opowieść o kobiecie, dla której podróże w czasie stały się niemal chlebem powszednim. Brzmi to bajkowo i rzeczywiście "Powrót do Nałęczowa" jest bajką dla kobiet, ale bajką przepiękną. Bajką, w której się zakochałam.

Anna Duszkowska jest kobietą, która zdaje się mieć wszystko w życiu poukładane. Ma ciekawą pracę, partnera, z którym czuje się w miarę szczęśliwa (chociaż nie mieszkają razem). Jednak czegoś jej brakuje. Odkąd pamięta, zawsze była bardzo związana ze swoją rodziną (rodzicami, babcią, ciociami), ale niestety wszyscy już odeszli z tego świata.

Wkrótce okazuje się, że jej mieszkanie - a konkretnie łazienka - ma magiczne właściwości, dzięki którym Anna może cofnąć się w przeszłość. Jak to w książkach bywa... praktycznie bez większych problemów... przenosi się do roku 1932. Trafia do Nałęczowa (śliwkę nałęczowską lub wodę Nałęczowiankę znają chyba wszyscy?), z którym wiąże się wiele jej rodzinnych wspomnień. Ma niespotykaną okazję poznać swoją babcię, swoją mamę (jako małą dziewczynkę), jej siostry (czyli swoje ciocie) oraz kilku dżentelmentów (w tym pewnego pana Aleksandra, któremu wpadnie w oko - z wzajemnością). Jej życie toczy się dwutorowo, aczkolwiek więcej czasu zaczyna spędzać z bliskimi. Czasy zamierzchłe zauroczyły ją do tego stopnia, że zaczyna zastanawiać się nad swoim obecnym (współczesnym) życiem. Co z tego wyniknie? Czy ktoś wyjdzie z tego ze złamanym sercem? Jak trudno przenieść się z wygodnego życia w XXI wieku do Polski lat trzydziestych ubiegłego wieku - tego wszystkiego dowiecie się, czytając "Powrót do Nałęczowa". Nie chcę zdradzać zbyt wiele, by nie zakłócić tej magicznej aury, jaka - wg mnie - unosi się wokół powieści...

czwartek, 1 października 2015

Joanna Szwechłowicz, Tajemnica szkoły dla panien


Dziś mija równo 10 lat odkąd zaczęłam studia. Był to jeden z najpiękniejszych okresów mojego życia.
Skoro więc tak sentymentalnie zaczęłam ten post, to pozwolę sobie pozostać w temacie szkolnictwa i napisać kilka zdań o książce, której akcja w dużej mierze rozgrywa się w pewnej szkole, a konkretniej w pensji dla panien.

Skończyłam czytać tę książkę prawie dwa tygodnie temu, ale nie potrafiłam zmusić się do napisania o niej. Powieść ta jest bowiem reklamowana jako książka "flirtująca z gatunkiem kryminału retro", a ja po lekturze "Zbrodni w szkarłacie" Katarzyny Kwiatkowskiej dosyć wysoko ustawiłam sobie poprzeczkę, jeśli chodzi o ten gatunek. Czy "Tajemnica szkoły dla panien" dorównuje "Zbrodni..."? Z przykrością muszę stwierdzić, że nie.

sobota, 26 września 2015

Naveed Jamali, Ellis Henican, Jak złapać rosyjskiego szpiega


Swego czasu dosyć chętnie sięgałam po książki związane z życiem agentów czy szpiegów (książka o Kuklińskim - TU czy "Operacja Reichswehra" Mariana Zacharskiego). Jako nastolatka lubiłam z tatą oglądać filmy kina akcji. Czasami śmiałam się, że powinnam była urodzić się chłopcem (zresztą ponoć miałam nim być, bo rodzice nie mieli możliwości skorzystania ze sprzętu USG). Kiedy więc po dłuższej przerwie nadarzyła się okazja zrecenzowania książki o agencie - podwójnym! - nie wahałam się ani chwili. Czy lektura spełniła moje oczekiwania czy może jednak nieco się na niej zawiodłam? Spróbuję opisać moje odczucia po przeczytaniu historii Naveeda Jamaliego.

Naveed Jamali był typowym amerykańskim dzieckiem emigrantów. Dosyć rozkapryszonym - warto dodać. Wiódł beztroskie życie... do czasu. Przełomem okazał się atak na WTC, po którym to Naveed doznał "olśnienia" i postanowił zrobić coś dla swojego kraju. Zamarzyła mu się praca w wywiadzie marynarki wojennej. Jednak jego kandydatura została odrzucona z powodu braku doświadczenia. Chłopak odłożył swoje marzenia chwilowo na bok, postanowił się dokształcać i wykorzystać znajomości swoich rodziców z rosyjskimi dyplomatami. W końcu nawiązuje też współpracę z FBI i wkrótce staje się podwójnym szpiegiem. Trochę dziwne, prawda?
Naveed całą swoją wiedzę o życiu szpiegów czerpał z filmów, seriali oraz literatury. Zaraz ktoś zapyta: "Serio?". Moja odpowiedź będzie brzmiała: "Niestety tak". Dlaczego niestety? O tym za chwilę.

czwartek, 24 września 2015

Irena Cieślińska, Pomyleni. Chorzy bez winy


O tym, jak fascynujący jest ludzki organizm, miałam okazję przekonać się kilka razy. Nigdy jednak w takiej skali, jak podczas lektury, o której zaraz napiszę.

Irena Cieślińska wprowadza nas w świat różnych chorób i schorzeń, na ogół... rzadko spotykanych. A co za tym idzie - wywołujących u innych zaskoczenie, szok albo niedowierzanie. Każda z nich opisana jest przystępnym językiem, zrozumiałym dla każdego. Dodatkowo poznajemy historie osób, które się z nimi zmagają (większość przykładów zagranicznych, brakowało mi polskich). Niejednokrotnie postawienie diagnozy trwa... latami, bo sami lekarze nie wiedzą, co dolega ich pacjentom. Już sam ten fakt każe docenić nam organ zwany mózgiem. Dzieją się w nim takie procesy, o jakich nie mamy bladego pojęcia, a jakiekolwiek w nim zakłócenia mogą powodować spore kłopoty w naszym organizmie. Czasami wystarczy brak jakichś połączeń nerwowych, by ciało zdrowego człowieka ogłosiło bunt.


niedziela, 13 września 2015

Grzegorz Kalinowski, Śmierć frajerom


Warszawa z czasów przed oraz w trakcie I wojny światowej. O tym okresie wiem co nieco, ale moja wiedza najczęściej pochodzi z książek, troszkę dowiedziałam się podczas rozmaitych spotkań rodzinnych. To taka ogólna wiedza, więc o samej Warszawie tamtych lat wiem niewiele. Tym bardziej cieszę się, że trafiła w moje ręce książka Grzegorza Kalinowskiego pt. "Śmierć frajerom".

Największy ukłon w stronę autora przesyłam za
a) odtworzenie realiów epoki
b) wspaniale rozpisany portret stolicy - mam wrażenie, że spokojnie można by było zdać maturę ustną dotyczącą obrazu miasta (tu konkretnie Warszawy) w tamtych czasach
c) odwzorowanie gwary - autentyczny język, którym posługiwali się bohaterowie.

Chyba jeszcze nie czytałam takiej powieści, dzięki której mogłabym tak głęboko wniknąć w warszawski półświatek okresu międzywojennego. Poznałam życie stolicy, które w większości nie toczy się "na salonach", a właśnie "na ulicy". Klimat przestępczości unosi się oparami nad całą lekturą. Co wrażliwsi czytelnicy będą w niektórych momentach czuli dreszczyk emocji, szczególnie podczas czytania fragmentów dotyczących różnych "akcji", jakich dopuszcza się bohater wraz z kolegami. Autor ciekawie opisuje różne draki, o których dotychczas mogłam jedynie usłyszeć w jakimś programie telewizyjnym lub w opowieściach starszych osób (oczywiście były to historie w stylu: "ja nie brałem w tym udziału, ale słyszałem, że..."). Mamy okazję poznać świat robotników tamtych lat z szynkami, w których alkohol lał się strumieniami, z brudnymi spelunami, ale także kabaretami. W pewnym momencie klimat w powieści zmienia się na nieco poważniejszy - to, co dzieje się na polu walki, przeraża i dziwi samego bohatera.

piątek, 11 września 2015

Jan Wróbel, Ewa Wróbel, Polak potrafi, Polka też... czyli o tym, ile świat nam zawdzięcza


Nie dalej jak pod koniec maja trafiła w moje ręce świetna historyczna publikacja pt. "Polak, Rusek i Niemiec... czyli jak psuliśmy plany naszym sąsiadom" Jana Wróbla (recenzja TUTAJ). Kilka dni temu otrzymałam możliwość przeczytania kolejnej książki z serii Historia Polski 2.0. I podobnie jak za pierwszym razem, jestem zachwycona!

"Polak potrafi, Polka też..." to krótkie, ale treściwe opowiastki o Polakach, którzy COŚ wnieśli w historię. Rozdziały nie są przegadane, ale są na tyle interesujące, że samemu pragnie się pogłębić wiedzę o opisywanych postaciach. Często na blogu zwracam uwagę na książki, które potrafią "rozbudzić apetyt" na więcej - na dalsze samodzielne poszukiwania.

Dzięki Autorowi i jego małżonce dowiadujemy się, jak wiele rzeczy na świecie jest "made in Poland". Z rzeczy, które zapamiętam, warto wymienić polskie pochodzenie "ogródków jordanowskich" czy lampy naftowej. Tak, tak, Polacy je wymyślili! Bohaterowie poszczególnych rozdziałów pochodzili z różnych sfer, niektórzy byli bogaci od urodzenia, inni "wyrwali" się z biedy, ale łączyło ich to, że zawsze dążyli do swoich celów, byli niezwykle pracowici, no i... zdolni. Dzieje każdego z nich udowadniają, że same zdolności nie wystarczą - potrzebna jest doń ciężka praca. Autorzy wzięli na warsztat nie tylko osobistości powszechnie znane, jak Mikołaj Kopernik czy Maria Curie, ale przypomnieli o istnieniu zapomnianych: Jadwidze Jędrzejowskiej (to ona dostała się do finału Wimbledonu jako pierwsza Polka, nie Agnieszka Radwańska) czy Ignacym Łukasiewiczu (to ten od lampy naftowej).

wtorek, 8 września 2015

Katarzyna Michalak, Przystań Julii


I tak oto wakacje minęły mi ze wspaniałą kwiatową serią autorstwa Katarzyny Michalak. Dla przypomnienia w jej skład wchodzą

oraz dzisiaj opisywana
Przystań Julii.

Tym razem akcja nie odbywa się tylko na ulicy Leśnych Dzwonków. Przenosimy się bowiem wraz z Julią w dzikie ostępy - Bieszczady. Julia, jak pamiętamy, to "ta trzecia" kobieta mieszkająca obok Kamili oraz Gosi. Julia, której życie miało być spokojne, dostatnie i bezproblemowe, dowiaduje się wkrótce, że mąż nie widzi w swoim życiu miejsca dla niej. To ogromny cios dla niej, tym bardziej, że i córka odwraca się od niej. Julia jest kobietą delikatną, która - jak większość płci pięknej - rozkwita przy mężczyźnie. Teraz jednak musi sobie radzić sama. Opuszcza dom, który (o ironio!) podarował jej wcześniej mąż i postanawia zamieszkać wraz z ukochaną kotką Bezą w Chatce Dorotki (Dorota to jej zmarła ciocia, po której odziedziczyła domostwo) w Bogumiłej, praktycznie w środku lasu, z dala od ludzi i problemów, jakie oni stwarzają. Zaczyna delektować się otaczającą ją przyrodą, codzienną ciszą, docenia miłych i przyjaznych sąsiadów, ale w końcu dopada ją szara codzienność - z czegoś przecież trzeba żyć. Dom opalić, a rachunki zapłacić.

piątek, 4 września 2015

Podsumowanie sierpnia + pewna nowina :-)


Sierpień, a szczególnie jego końcówka, upłynął mi na mieszaniu w rondelkach i tworzeniu rozmaitych przetworów. Wiem, nie musi to od razu oznaczać mniejszej ilości czasu na czytanie, jednak w moim przypadku podzielność uwagi była raczej słaba. Stąd w całości w sierpniu przeczytałam zaledwie dwie książki (pocieszam się tym, że jedna z nich była dosyć gruba). Oznacza to, że "pobiłam" swój dotychczasowy niechlubny rekord wynoszący cztery książki na miesiąc.


Przeczytane w sierpniu książki to:
- Ben Kane, Zapomniany legion (autor przenosi nas w świat starożytnego Rzymu i muszę przyznać, że czyni to w sposób arcyciekawy)
- Katarzyna Kwiatkowska, Zbrodnia w szkarłacie (genialny polski kryminał retro - tak mogę opisać książkę pani Kwiatkowskiej w wielkim skrócie)


Cieszę się, że obie książki trafiły w mój gust, mimo iż każda z nich reprezentuje odmienny gatunek i styl.


A teraz kilka słów wyjaśnienia...

czwartek, 27 sierpnia 2015

Katarzyna Kwiatkowska, Zbrodnia w szkarłacie


Dzięki Katarzynie Kwiatkowskiej i jej "Zbrodni w szkarłacie" mogłam odbyć cudowną podróż w czasie. A że lubię od czasu do czasu totalnie odciąć się od rzeczywistości i przenieść w odległe czasy, to przyjemność była tym większa.

Mamy rok 1900. Dwór Jeziory pod Poznaniem. To tam rozgrywa się akcja. Lada dzień młoda dziedziczka ma wyjść za mąż. Jan Morawski, szarmancki ziemianin, pomaga rodzinie w szukaniu skarbu dziadka. Pewnej nocy pada śmiertelny strzał. I okazuje się, że praktycznie wszyscy są... podejrzani. Każda z podejrzanych osób miała motyw, każda też ma - mniejsze lub większe - alibi. Na dodatek okazuje się, że rodzina stoi na krawędzi bankructwa, bo gospodarz zamiast prowadzić w miarę jednostajną politykę rolną, co chwilę zmienia "gałęzie" rolnictwa, którymi chciałby się zajmować. To jeszcze bardziej komplikuje i tak mocno już zagmatwaną sytuację i stawia rodzinę w niekorzystnym świetle przed funkcjonariuszem policji.

niedziela, 16 sierpnia 2015

Ben Kane, Zapomniany legion


Moja przygoda z tą książką nie należy do najłatwiejszych. Początkowo podchodziłam do niej jak pies do jeża, więc musiała swoje odczekać na półce. Kiedy w końcu zabrałam się za lekturę, przeczytałam około pięćdziesiąt stron i... utkwiłam. Po prostu nie potrafiłam ruszyć dalej. Potem doszły jeszcze upały i jak pomyślałam, że mam trzymać w dłoniach tak ciężką książkę, to od razu rezygnowałam... W końcu jednak zebrałam się w sobie, powtarzając: "No, kto jak nie ty?". I nie żałuję tej podróży, choć była długa i... wyboista.

Ben Kane zabiera nas w odległe czasy, do starożytnego Rzymu. Wcześniej ta tematyka średnio mnie interesowała - owszem "Quo vadis" przeczytałam w całości i bardzo mi się podobało, ale nie na tyle, by dalej szukać książek w podobnym guście. Autor naprawdę ciekawie i porywająco opisuje zapomniany świat - nie skupia się jednak tylko na życiu elit: senatorów czy bogatych kupców - ale wyrusza w podróż po ciemnych zakamarkach tego świata: targach niewolników, gladiatorów walczących każdego dnia czy życiu prostytutek. I robi to tak dobrze, że niejednokrotnie czułam się, jakbym naprawdę przeniosła się do tego świata i oglądała go z perspektywy podróżnika noszącego czapkę-niewidkę.

piątek, 14 sierpnia 2015

Podsumowanie lipca - z "lekkim" opóźnieniem ;-)


Podsumowanie w połowie kolejnego miesiąca - chyba tylko ja tak potrafię...
Prawda jest taka, że nie ma za bardzo czego podsumowywać. Przez większość miesiąca nie czytałam W OGÓLE - wspominałam o mojej awersji do książek w jednym z ostatnich postów - i dopiero pod koniec miesiąca postanowiłam ratować swój czytelniczy honor, biorąc do ręki powieści lekkie i przyjemne. Honor może i obroniłam, co nie zmienia faktu, że lipiec jest najgorszym czytelniczo miesiącem w tym roku.

Mam za sobą lekturę 4 książek (a pomyśleć, że były czasy, kiedy "połykałam" ich pięć razy tyle...) - po prostu w takie upały topornie mi idzie, wynajduję sobie inne zajęcia, byle tylko za bardzo nie przegrzewać mózgownicy podczas czytania. Taka prawda.

Za najciekawszą lekturę lipca uznaję "Grę cieni" Charlotte Link. Na drugim miejscu plasuje się "Zacisze Gosi" Katarzyny Michalak.

Niebawem postaram się napisać Wam, jaki jest drugi powód mojej niemocy czytelniczej ;-).
Pozdrawiam!



wtorek, 4 sierpnia 2015

Katarzyna Michalak, Lato w Jagódce


Kolejna kobieca powieść i kolejna autorstwa Katarzyny Michalak. Oprócz niezwykle ciekawej "Gry cieni" Charlotte Link na nic innego nie miałam siły. Chciałam się odprężyć i poczytać o współczesnym Kopciuszku. Dostałam przyjemną, lekką opowieść - w sam raz na moje aktualne potrzeby.

środa, 29 lipca 2015

Charlotte Link, Gra cieni


Uwielbiam pióro Charlotte Link i nie kryję się z tym. Owszem, autorka ma w swoim dorobku powieści i lepsze, i nieco słabsze (niedoścignionym wzorem, który pamiętam do dziś, jest "Dom sióstr"). Jednak zawsze potrafi mnie czymś zaskoczyć. Nie inaczej było i tym razem.

Główny bohater, David Bellino, to ustawiony facet. Odziedziczył majątek, ma mnóstwo kasy, sztab ludzi do swojej dyspozycji i... zagmatwaną przeszłość, która nie daje mu spokoju. By się z niej niejako rozliczyć, postanawia zorganizować spotkanie z przyjaciółmi z dawnych lat: Giną, Natalie, Mary i Steve'm. Podczas wspólnej kolacji rzuca im gorzkie pytanie: "kto z Was chce mnie zabić?". Ciekawie, prawda? No i zaczynają się retrospekcje - okazuje się, że każdej z wymienionych powyżej osób David "zalazł za skórę" i to dość mocno. Czy jednak na tyle mocno, by go zamordować..? Rano bowiem okazuje się, że David nie żyje...

sobota, 25 lipca 2015

Katarzyna Michalak, Zacisze Gosi


Nooo, dawno mnie tu nie było. Od dłuższego czasu mam awersję* do książek. Tak, tak, przechodzę to raz-góra dwa w ciągu roku. I, o ironio, bardzo często w wakacje właśnie, kiedy dni dłuższe i zdawałoby się, że najlepiej spożytkować czas wolny na czytanie. W każdym razie powieść pani Katarzyny Michalak wyrwała mnie z dna - na jak długo, to się dopiero okaże. Mam nadzieję, że nie będzie to jedynie przerywnik w mojej niechęci do książek, a raczej spełni rolę długofalową.

W każdym razie, odczekałam swoje w kolejce na ten tom kwiatowej serii. Udało się go w końcu zdobyć w swoje łapki i muszę przyznać, że w zasadzie pochłonęłam tę książkę w jedno popołudnie. Bardzo przyjemne popołudnie.

Tym razem poznajemy bliżej Gosię, drugą mieszkankę z ulicy Leśnych Dzwonków. O Gosi wiemy tyle, co sama autorka przemyciła w "Ogrodzie Kamili", czyli że przeżyła atak w londyńskim metrze, ale od tego czasu panicznie boi się nie tylko burzy, ale i... ludzi. W zasadzie to boi się życia. Nie załatwia spraw w urzędach, nie chodzi na zakupy, a do przyjaciółki nie podchodzi główną bramą, tylko przemyka ogrodem. Straciła bliskich, nie do końca jest sprawna fizycznie... Przeszłość zostawiła w jej życiu głęboką ranę. Ale i ją czeka coś miłego w życiu. W końcu po każdej burzy wychodzi słońce.

Z tytułu wynika, że główną bohaterką jest Gosia, jednak odniosłam wrażenie, że równie ważna dla autorki była Kamila i jej dalsze losy. Kamila, która mieszka w starej willi "z duszą", remontuje ją, a przy okazji ma ciekawą pracę. Wkrótce dowiaduje się, że willa może stać się jej własnością, ale - jak to w życiu - gorycz równoważy słodycz i wkrótce Kamila otrzymuje bardzo złe wieści o swoim ukochanym, Łukaszu. Czy nie podda się i będzie walczyć o tę miłość?
Wszystko znajdziecie w książce :).

wtorek, 7 lipca 2015

Podsumowanie czerwca


I kolejny miesiąc za nami. Dla mnie czerwiec to miesiąc zmian, o których może za jakiś czas Wam napiszę. Czasu na czytanie miałam sporo, ale jakoś chęci... brak. Stąd też wynik nie powala: mam za sobą tylko siedem przeczytanych książek, a mogło być o wiele lepiej. No ale jak to mówią: nie warto płakać nad rozlanym mlekiem ;-).

Na długo zapadnie mi w pamięć poruszająca powieść "Powiedz, że mnie kochasz, mamo". Z przyjemnością będę również wspominać lekturę "Rzeki przeznaczenia" oraz "Próżnej". Wiele dla samej siebie "wyniosłam" z książki "Projekt szczęście".
Ogromnym zawodem był audiobook "W dżungli podświadomości" Beaty Pawlikowskiej.

W sumie w czerwcu przeczytałam 2061 stron (tym razem nie wliczyłam audiobooka Pawlikowskiej - chyba, że dowiem się, ile książka ma stron), co daje średnio dziennie prawie 69 stron. A przeczytanych centymentrów przybyło 15,80.

źródło

czwartek, 2 lipca 2015

Sylwia Zientek, Próżna


To jedna z tych książek, które zmieniają optykę naszego patrzenia na świat. Dzięki niej doceniam swój mały świat takim, jaki jest. I cieszę się, że nie żyję w wielkim głośnym mieście, gdzie trudno o kawałek zieleni, bo wszędzie betonowe chodniki. I że żyję tak, jak żyję, nie pędząc nie wiadomo po co, nie wiadomo gdzie. "W moim magicznym domu" prowadzę taką egzystencję, o jakiej w zasadzie zawsze marzyłam - za co stokrotne dzięki Temu, co panuje w przestworzach. Ale miało być nie o mnie, a o książce.

Sylwia Zientek opisuje świat, w którym kariera i pieniądze to koła zamachowe wszystkiego. Dosłownie wszystkiego. W którym bohaterowie wciąż dążą do tego, by mieć więcej pieniędzy - na nowe ubrania, nowy dom czy nowy samochód. Chociaż nie do końca - to "robienie kariery" jest najczęściej sensem ich życia - zdobywanie kolejnych "szczebli" zawodowych to dopiero powód do dumy w towarzystwie. Pieniądze są... bardzo przyjemnym efektem ich działań. I dają ogromnie dużo możliwości. Szkoda tylko, że tak wiele osób w całym tym konsumpcyjnym pędzie zapomina, po co w ogóle żyje... Zapomina, że obok nich są ludzie, którzy ich kochają i na nich czekają. Przecież radość z posiadania jest największa wówczas, gdy można się tymi dobrodziejstwami dzielić z innymi.

sobota, 27 czerwca 2015

Elizabeth Haran, Rzeka przeznaczenia


Wspaniała historia, która wciągnęła mnie już od pierwszych stron. Wprawdzie nie czytałam żadnej z poprzednich książek autorki, ale myślę, że nic nie straciłam - w tym sensie, że "Rzekę przeznaczenia" można czytać jako całkowicie odrębną historię.

Czytając uwielbiam przenosić się w czasie, więc pod tym względem Elizabeth Haran mnie nie zawiodła. Akcja powieści osadzona została pod koniec XIX wieku i rozgrywa się na rzece Murray. Większość fabuły rozgrywa się na parowcu, który pływa w górę rzeki i powraca. I z tym nurtem rzeki przepływa także czytelnik, któremu kolejne strony umykają pod palcami.

Francesca Callaghan powraca z pensji dla panien, powraca na parowiec ojca. Nie zdaje sobie jednak sprawy, w jak trudnej sytuacji znajduje się jej rodzic. Joe Callaghan  zadłużył się u najbogatszego człowieka w mieście - Silasa Hepburna - faceta obleśnego, fałszywego, a do tego z tupetem. Silas jest tak potężny, że w zasadzie "trzęsie" większością przedsięwzięć w Echuce (miasto nad rzeką Murray). Przybycie Franceski do miasta wzbudza niemałą sensację, a że dziewczyna jest urodziwa, to i wielbicieli przybywa. Dziewczyną zaczyna interesować się młody dżentelmen Monty. Pierwsze spotkania zdają się być obiecujące, jednak o uwagę Franceski zaczyna również zabiegać (w sposób mniej "uczciwy") sam Silas. Co zrobi bohaterka? Czy będzie lawirować między mężczyznami? Jakie tajemnice kryją jej adoratorzy? Wszystkiego dowiecie się z lektury "Rzeki przeznaczenia".

sobota, 20 czerwca 2015

Grażyna Mączkowska, Powiedz, że mnie kochasz, mamo


Już sam tytuł jest tak mocny, że nie byłam pewna, czego się spodziewać po wnętrzu tej niepozornej książki. Do tej pory kotłują się we mnie rozmaite emocje i wiem, że na bardzo długo zapamiętam jej treść.

Akceptacja i miłość w rodzinie. Hasła, którymi bombardują nas media, psychologowie czy księża. Nie zdajemy sobie sprawy, co one TAK NAPRAWDĘ oznaczają, jeśli ich nam nie brakuje. Jeśli jednak dziecko w swojej rodzinie, w swoim domu czuje się niekochane i nieakceptowane, to coś jest nie tak...

Właśnie taką sytuację opisuje nam główna bohaterka, Gabriela. W jej domu brakowało ciepłych uczuć, pogłaskania po głowie czy słów: "jestem z ciebie dumna, córeczko/synku". W zamian za to dzieci dostawały wyzwiska, szturchanie, czy nawet bicie i ciągłą krytykę. Ojciec - postać nie tylko despotyczna, ale też agresywna - nie stronił od alkoholu. Matka zresztą również uwielbiała imprezy, stąd dzieci były podrzucane na krócej (lub dłużej, jak w przypadku starszej siostry Gabrieli - Beni) do dziadków. To z ich domu Gabi ma najwięcej dobrych wspomnień. Z własnego - ma ich tylko kilka.

Co mnie ogromnie dziwiło? Ano fakt, że Gabriela wciąż żyła przeszłością. Ciągle ją rozpamiętywała, mimo że swoje życie pokierowała tak, jak chciała. Miała niezwykle kochającego męża, dwóch cudownych synów i czasami sama nie wierzyła, że ma życie jak z bajki. Wciąż czujnie się rozglądała, czekając na jakiś "kopniak" od życia. Była wręcz uzależniona od przeszłości. Demony tamtych lat osaczały ją praktycznie każdego dnia. A telefony od matki długo odchorowywała. Czemu? Bo jej matka w późniejszych latach nadal nie potrafiła się zdobyć na ani jedno dobre słowo, wciąż porównywała życie Gabrieli do życia innych, a czynnikiem najważniejszym w jej ocenie była sytuacja materialna. Wciąż krytykowana (a to za dziwne umeblowanie a to ogólnie za wyprowadzkę na wieś) kobieta z coraz większą niechęcią dzwoniła do matki. Dopiero po latach dowiedziała się, co jej "dolega". To pani psycholog otworzyła jej oczy.

niedziela, 14 czerwca 2015

Spotkanie autorskie z Janem Grzegorczykiem


Dziś opowiem Wam o spotkaniu autorskim, na którym... nie byłam ;-). Jak to możliwe? Wszystko dzięki dziennikarskiemu zacięciu mego męża oraz współczesnej myśli technologicznej (dyktafon - przydatna rzecz). W miniony poniedziałek jedną z okolicznych wsi w naszym powiecie odwiedził Jan Grzegorczyk.

fot. mój mąż

Grzegorczyk to znany dziennikarz, redaktor, współpracownik dominikańskiego pisma „W drodze”, a przede wszystkim pisarz. Jego książki dotykają tematów duchowych i wiary. Najbardziej znane powieści pana Jana to seria o przypadkach księdza Grosera:  Adieu”, „Trufle”, „Cudze pole” oraz „Jezus z Judenfeldu”. Inne jego publikacje to „Chaszcze”, „Puszczyk” oraz „Niebo dla akrobaty”. Wśród młodszych czytelników zasłynął z genialnych książek z rymowankami, m.in. „Pan Pierdziołka spadł ze stołka”, które to początkowo pisał z myślą o swoich wnukach.

wtorek, 9 czerwca 2015

Claire Faÿ, Zeszyt do bazgrania dla tych, którzy nudzą się w pracy


Wprawdzie w swojej pracy nie mam kiedy się nudzić, bo zawsze jest coś do zrobienia, ale kiedy zobaczyłam tytuł tej publikacji, wiedziałam, że chcę ją mieć. Ten cienki zeszyt podbił moje serce i uważam, że może pomóc nie tylko osobom zestresowanym swoją pracą (lub upierdliwym szefem), lecz także każdej innej osobie, która ma gorszy dzień. Bo wyobraź sobie, że otwierasz ten magiczny zeszyt i na jednej z pierwszych stron widzisz masę filiżanek, a zadanie, które masz do wykonania brzmi: Przerwa na kawę. Koloruj filiżanki tak długo, aż zacznie Ci się przelewać. I gwarantuję, nawet samo kolorowanie nie sprawia aż tyle przyjemności, co samo przeczytanie polecenia, które u mnie odruchowo wywołało ogromny uśmiech na twarzy.

Większość zaprezentowanych tu zabaw polega albo na kolorowaniu albo na rysowaniu. Na szczęście "Zeszyt do bazgrania" ma równy poziom i praktycznie przy każdym poleceniu albo uśmiechałam się pod nosem albo biegłam do męża pokazać mu, jakie genialne "bazgroły" powinnam wykonać. Kolejna strona: narysowana świnia i zadanie: Koleżanka znów podłożyła Ci świnię? Weź ołówek i zrób ją na szaro. Po prostu miodzio!