W marcu 2013 roku bardzo zraziłam się do twórczości pani Katarzyny Michalak. Przeczytałam "Poczekajkę" i nie mogłam wyjść z zadziwienia, jak można napisać coś tak słabego. Po dwóch latach coś mnie "tknęło" i postanowiłam dać autorce jeszcze jedną szansę. I... Eureka! Trafiłam na świetną powieść. Jaki z tego wniosek: nie skreślać autora po jednej nieudanej (w naszej opinii) książce.
W niektórych momentach miałam wrażenie, jakbym czytała o sobie samej. No, może nie jestem tak naiwna, jak główna bohaterka, niemniej jednak ja również lubię stare domy, "z duszą" - dzięki Komuś tam, na górze, mam szczęście w jednym takim mieszkać. Uwielbiam - podobnie jak Kamila - czytać książki i lubię róże. Może nie aż tak, by zastanawiać się nad ich hodowlą, ale jakieś tam doświadczenie z ich rozmnażaniem i przesadzaniem już mam. Jedno nas różni, Kamila wciąż marzy o miłości swego życia, ja ukochanego partnera mam tuż obok. A z tą miłością dziewczyna nie miała lekko - osiem lat temu zakochała się w starszym od niej mężczyźnie, który bardzo mocno ją zranił. Z tą pierwszą wielką miłością, jak pewnie wiecie, nie jest łatwo. Długo po nich leczy się zranione serce, a i tak zapada w pamięć na wiele lat. W każdym razie bohaterka nie potrafi otrząsnąć się z dawnej miłości i co jakiś czas wysyła do Jakuba e-maile, prosząc by pomógł jej uwolnić się od niego. Niestety, z Jakuba jest kawał *******, tzn. drania. Ten facet nie ma litości dla Kamili. Nie odpisywał na jej maile przez całe osiem lat! Nawet kiedy zniknął w tajemniczych okolicznościach, nie było go stać nawet na jedno zdanie wyjaśnienia...
