piątek, 3 marca 2017

Jamie Glowacki, Mamo chcę kupę! Jak skutecznie nauczyć malucha robić siku i kupę tam gdzie trzeba



Każdy rodzic w którymś momencie swojego rodzicielskiego żywota spotka się z terminem „odpieluchowanie”. My mamy jeszcze na to trochę czasu, bo córcia niedawno skończyła „dopiero” roczek, ale psychicznie warto nastawić się już na to, co nas czeka. A czeka nas, jak wielu pozostałych rodziców, nie lada zadanie: odzwyczaić dziecko od pieluch, do których przyzwyczajone było od samego urodzenia. Nasz tuptuś nie zna innego sposobu wypróżniania, jak właśnie w pieluszkę, która skrywa to i owo, dając mu poczucie intymności, tak bardzo potrzebnej przy tej czynności fizjologicznej.

Jamie Glowacki to ekspertka od treningu nocnikowego maluchów. W książce „Mamo, chcę kupę” prezentuje swoją metodę na nauczenie dziecka siadania na nocnik. Twierdzi również, że jej sposób pomoże rodzicom, którzy załamali się, bo wszystkie inne metody zawiodły.

Autorka zaznacza, że najlepszy wiek na naukę to czas między dwudziestym a trzydziestym miesiącem życia dziecka. Dokładnie to w swoim poradniku uzasadnia. Osobny rozdział Jamie poświęciła na omówienie całego zagadnienia związanego z kupą. Czytając go, znalazłam wiele analogii do wielce ciekawej pozycji pt. „Historia wewnętrzna” G.Enders,  również traktującej o całym procesie wydalania i pracy jelit. Wspólną cechą było na przykład polecania podnóżka pod nogi, tak by wypróżniać się ze zgiętymi kolanami, co znacznie ułatwia sprawę – jak widać nie tylko dorosłym, lecz także dzieciom.

Jamie Glowacki ciekawie tłumaczy, jak to naprawdę jest z tą kupą (przepraszam za bezpośredniość, ale w końcu… nic, co ludzkie, nie jest nam obce, prawda?). Dziecko od urodzenia zna uczucie ciepłej pieluchy, wypełnionej… no wiecie czym… przylegającej do ciała. I jest to dla niego najzupełniej normalne. A tu nagle rodzice mu każą to ciepłe „coś” wydalać na jakimś nocniku, a na dodatek później wyrzucać to do ubikacji. Jak to?! Dziecko myśli, że musi wyrzucić „część siebie”, stąd ta częsta niechęć do siadania na nocnik. Dlatego też specjalistka radzi nam przeprowadzać cały cykl etapami: najpierw nasza pociecha powinna hasać po domu na golasa (przeżyłam szok, kiedy przeczytałam o tym po raz pierwszy, ale po głębszym zastanowieniu ma to sens) – przynajmniej na golasa od pasa w dół. Wówczas widzimy, czy dziecko się pręży lub inaczej daje znaki, że jest gotowe usiąść na „tronie”. Kolejnym etapem jest chodzenie w ubrankach, ale bez bielizny. Zaraz zapytacie: dlaczego? Ano dlatego, że dla tak małego dziecka przylegające majteczki zbyt niebezpiecznie przypominają otulającą jego ciałko pieluchę, stąd tak częste wpadki, gdy rodzice zakładają (po pomyślnie zakończonym pierwszym etapie) dziecku od razu bieliznę. O kolejnych etapach możecie poczytać w tym nietypowym poradniku.

Duży nacisk kładzie autorka na systematyczność i konsekwencję – nie tylko w samym działaniu, ale także w komunikowaniu dziecku naszych oczekiwań. Tłumacząc prosto, chodzi o to, że kiedy w domu mówimy: „idź zrobić siusiu”, nie mówmy do niego w miejscu publicznym: „idź do toalety”. Inna kwestia dotyczy tego, by wziąć sobie wolne na czas nauczania dziecka. Albo przynajmniej zacząć podczas jakiegoś długiego weekendu. Trzeba nastawić się na to, żeby spędzać z dzieckiem cały dzień, jak najwięcej czasu, by mieć czas na jego obserwację (wyłączyć telefony, facebooki i itp.) Autorka podkreśla dodatni wymiar takiego podejścia – można się bardzo do dziecka zbliżyć podczas takiej obserwacji i np. dowiedzieć się, gdzie kryją się znikające natrętnie skarpetki (jak w naszym przypadku) czy inne rzeczy/zabawki.

Książka ma w zasadzie tylko jeden mankament, który zaczął przeszkadzać mi dopiero gdzieś tak w połowie. Autorka wiele treści powtarza. Powtarza niczym nauczyciel stojący przy tablicy i tłumaczący coś swoim uczniom. I o ile początkowo rzeczywiście czułam się jak mało rozumiejący uczeń i chłonęłam każde słowo specjalistki, o tyle z czasem zaczęło mnie to nieco drażnić. Przecież jak będę już tuż przed uczeniem własnego dziecka siadania na nocnik, zajrzę do książki raz jeszcze. A może nie jeden raz, lecz wiele. Tym razem ja się powtórzę: zaczęło mnie to drażnić, bo wyglądało na to, że ktoś (wydawnictwo? sama autorka?) chcieli książkę „napompować” treścią, zwiększyć jej objętość. Gdyby wyciąć wszystkie powtórzenia, poradnik byłby chyba o połowę chudszy, serio.


Jest to moja pierwsza lektura o takiej tematyce, więc nie mam odniesienia. Wiele aspektów tej koncepcji przypadło mi do gustu i prawdopodobnie, jak już przyjdzie czas – czyli pewnie w okolicy dwudziestego miesiąca życia Alicji – skorzystamy z niej. Chyba że znajdę jeszcze ciekawszy pomysł na naukę odpieluchowania dziecka. Póki co, jestem bardzo na „tak”! Polecam książkę wszystkim rodzicom, których dopiero czeka to doświadczenie.

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję księgarni internetowej bookmaster.com.pl

 Księgarnia internetowa bookmaster.pl

1 komentarz:

  1. Ja jeszcze nie mam dzieci więc to publikacja raczej nie dla mnie.

    OdpowiedzUsuń

Drogi Gościu, witaj w moim książkowym świecie. Ucieszę się, jeśli zechcesz zostawić po sobie ślad w postaci komentarza. Każda opinia jest dla mnie ważna, również ta negatywna, ale proszę Cię przy tym o kulturę wypowiedzi.

Opisując książki, staram się działać w zgodzie z własnym sumieniem. Publikuję tu moje opinie, a zrozumiałym dla mnie jest, że każdy ma swój gust i to, co podoba się mnie, nie musi Tobie. Zatem zarówno sobie, jak i Tobie życzę wyrozumiałości ;)