Przyznam szczerze, że spodziewałam się nieco
innej lektury. "Dziennik" nie jest bowiem jakimś szczególnym dziełem,
jeśli chodzi o styl czy ogólnie pojętą "literackość". Jest on zapisem
wydarzeń i jako takie świadectwo ma wartość samą w sobie. Zastanawia mnie
jednak do tej pory styl małej Anny, piszę "małej", bo pisze go
trzynastolatka. I nie mogę pojąć jednej rzeczy - albo Anna była nadzwyczaj
rozwiniętą nastolatką (bo że rozwinięta była, to wiemy - świadczą o tym jej
"dyskusje" z rodziną i tymi, z którymi przyszło jej żyć pod jednym
dachem) albo dzisiejsi nastolatkowie są bardzo infantylni i zacofani (między
innymi językowo). Dziewczynka pisze bowiem tak dojrzale (nie cały czas, mówię
tu o pewnych fragmentach), że dochodzę do wniosku, iż nawet ja nie używam w
swojej pisaninie takich słów. Chyba że... należałoby wziąć poprawkę na to, że
książka jest jednak tłumaczeniem, a tłumacz - jak wiemy - musi książkę
"stworzyć" na nowo... Z drugiej jednak strony pewne komentarze Anny
są tak dojrzałe, bo... sytuacja zmusiła ją do szybkiego dorośnięcia.
