Przyznam szczerze, że spodziewałam się nieco
innej lektury. "Dziennik" nie jest bowiem jakimś szczególnym dziełem,
jeśli chodzi o styl czy ogólnie pojętą "literackość". Jest on zapisem
wydarzeń i jako takie świadectwo ma wartość samą w sobie. Zastanawia mnie
jednak do tej pory styl małej Anny, piszę "małej", bo pisze go
trzynastolatka. I nie mogę pojąć jednej rzeczy - albo Anna była nadzwyczaj
rozwiniętą nastolatką (bo że rozwinięta była, to wiemy - świadczą o tym jej
"dyskusje" z rodziną i tymi, z którymi przyszło jej żyć pod jednym
dachem) albo dzisiejsi nastolatkowie są bardzo infantylni i zacofani (między
innymi językowo). Dziewczynka pisze bowiem tak dojrzale (nie cały czas, mówię
tu o pewnych fragmentach), że dochodzę do wniosku, iż nawet ja nie używam w
swojej pisaninie takich słów. Chyba że... należałoby wziąć poprawkę na to, że
książka jest jednak tłumaczeniem, a tłumacz - jak wiemy - musi książkę
"stworzyć" na nowo... Z drugiej jednak strony pewne komentarze Anny
są tak dojrzałe, bo... sytuacja zmusiła ją do szybkiego dorośnięcia.
Mogłabym Ci
godzinami opowiadać o nędzy, jaką przynosi z sobą wojna, ale staję się przez to
tylko jeszcze bardziej przygnębiona. Nie pozostaje nam nic innego, jak
możliwie najspokojniej zaczekać do końca tej nędzy. Czekają zarówno Żydzi, jak
i chrześcijanie, czeka cała ziemia, a wielu czeka na swoją śmierć. (s.
84)
Jestem w takim
stanie, że wszystko mi jedno, czy zostanę zamordowana, czy będę żyć.
Świat będzie się kręcić dalej i beze mnie, a ja i tak nie mogę się
przecież przeciwstawiać wydarzeniom. Niech się dzieje, co się ma dziać,
nie robię nic innego, tylko się uczę, i mam nadzieję na dobre zakończenie. (s.
176)
Nię będę tu przedstawiać dziejów rodziny Frank - większość z Was je zna, a jeśli nie - to sporo informacji można znaleźć w sieci. Bardziej chciałabym się skupić na moich odczuciach po lekturze. Nie sądzę, że byłabym w stanie
zaprzyjaźnić się z Anną. Jakoś nieszczególnie wzbudziła we mnie sympatię.
Owszem, współczułam jej, bo nie chciałabym za nic w świecie znaleźć się w
podobnej sytuacji, ale jej charakter i zachowania niezwykle mnie drażniły. Wiem, ja też jako nastolatka bywałam nieznośna, miałam swoje humory, a Annę tłumaczy to, że zmuszona była dorastać w ukryciu... co jeszcze utrudniało sprawę.
Forma listów do wymyślonej przyjaciółki Kitty
jest zaletą "Dziennika". Różnorodność emocji, jakie się w nich
przewijają również. Jednak, jeśli czyta się lekturę cięgiem, to nadmiar złych
emocji między "bohaterami" może nieco przytłaczać. Uczuciem
dominującym jest strach. Strach w Oficynie (tak dziewczynka nazywa miejsce ukrycia) odczuwany jest codziennie: wywołują
go syreny, dźwięki samolotów (kojarzące się niezmiennie z nalotem), a także
różne dźwięki z dołu budynku. Wszystko to powoduje stałe napięcie. Jedyne, co
trzyma tych ludzi przy życiu, to nadzieja.
Codziennie łykam
tabletki walerianowe na strach i depresję, ale nie zapobiega to jednak temu, że
mój nastrój następnego dnia jest jeszcze marniejszy. Żeby raz i głośno
się pośmiać, to by bardziej pomogło niż dziesięć tabletek walerianowych, ale my
już prawie oduczyliśmy się śmiać. Czasem boję się, że z tej powagi
znieruchomieje mi twarz i będę mieć obwisłe kąciki ust. (s. 131)
Po tych wszystkich
wczorajszych okropnościach wreszcie coś dobrego i... nadzieja! Nadzieja
na koniec, nadzieja na pokój. (s. 115)
Mamy możliwość obserwowania, jak Anna się zmienia, dojrzewa. Jej dojrzewanie jest jednak przecież bardzo przyspieszone. Uczy się życia, będąc w ukryciu. Wolny czas spędza na pomocy przy pracach domowych, rozmowach z Peterem oraz nauce. Sporo czasu poświęca na czytanie.
Zwykli
ludzie nie wiedzą, ile dla kogoś zamkniętego znaczą książki. Czytanie, uczenie się i radio są naszymi jedynymi
rozrywkami. (s. 108)
Wydaje mi się, że "Dziennik" powinien poznać każdy. Mimo sprzeczności uczuć, jakie się we mnie obecnie kotłują, będę to świadectwo czasów wojny polecała bliższym i dalszym znajomym. Mówi się, że "nieznajomość prawa szkodzi", a ja pozwolę sobie również dodać: "nieznajomość historii również szkodzi"...
![]() |
Budynek przy Prinsengracht 26, w oficynie którego ukrywała się Anna Frank - żródło |
Za egzemplarz recenzencki dziękuję pani Agnieszce Chyłek z wydawnictwa ZNAK Horyzont
Też się chcę zapoznać z tą książką, faktycznie myślę, że warto poznać ,,Dziennik" .Mam jednak wrażenie, że niestety dzisiejsza młodzież jest dużo płytsza naprawdę. Wczoraj wracałam ok 13. szynobusem obok mnie siedziała nastolatka prawdopodobnie wracająca ze szkoły do domu, wymalowana jak na bal, ubrana według najnowszych trendów z iphonem na kolanach i lusterkiem w którym się ciągle poprawiała, dotykała włosów i naszło mnie wtedy takie smutne wrażenie, co się stało z kolejnymi młodymi pokoleniami.. Jakaś taka pustka w głowie niestety, gdzie moda jest ważniejsza od nauki, a chłopaki, gadżety i seks na porządku dziennym dzięki nachalnym atakom mediów. Bardzo przykre, moje pokolenie wydawało się być doroślejsze, nasi rodzice zupełnie inaczej patrzyli na świat, nie mówiąc o dziadkach żyjących na wojnie i znających prawdziwe wartości..
OdpowiedzUsuńWyznam Ci moja mala, smutna tajemnice... do tej pory nie czytalam Dziennika Anny Frank. Musze to kiedys wreszcie nadrobic!
OdpowiedzUsuńCzytałam dawno temu i rzeczywiście, dziennik ten ma wartość historyczną, jest świadectwem tamtych czasów. A wiesz, że istnieją hipotezy jakoby dziennik napisał ojciec Anny, a nie ona. Jest mnóstwo teorii spiskowych na temat powstania tej książki.
OdpowiedzUsuńCzytałam :) Poruszająca książka.
OdpowiedzUsuńCzytałam i pamiętam, że dziennik wywarł na mnie duże wrażenie.
OdpowiedzUsuńTo jedna z książek, które bardzo chcę przeczytać - trochę jednak się obawiam, dlatego wciąż szukam odwodnieniego momentu i nastroju na lekturę.
OdpowiedzUsuń*odpowiedniego :P
OdpowiedzUsuń