Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobiety. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kobiety. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 24 lutego 2015

Jarosław Molenda, Polki przeklęte? Wielkie kobiety - dramatyczne biografie


Publikacja ta, jak pisze we wstępie sam autor, jest świadectwem losu Polek żyjących w niezwykle trudnych czasach. Dziś może dziwić łatwowierność tych, którzy wierzyli w obietnice oficerów UB, ale jak to mówią: Polak mądry po szkodzie.

 Długo zabierałam się za przeczytanie książki Jarosława Molendy. Temat ogromnie mnie ciekawił, ale bałam się, że będzie nieco... nudno i sztampowo. Stąd odwlekałam lekturę. Tymczasem autor pisze z takim polotem, że książkę "Polki przeklęte?" dosłownie się "pochłania". Molenda z właściwą sobie lekkością pisze o niezwykle trudnych sprawach. Używając słowa "lekkość" nie mam na myśli tego, że trywializuje bądź umniejsza zasługi opisywanych kobiet. Lekkość ta dotyczy stylu, języka. Prostą, ale piękną polszczyzną można pisać o wydarzeniach ważnych dla historii naszego kraju. Nie tylko o wydarzeniach, również o ich uczestnikach, o których dziś z pełną świadomością możemy mówić: bohaterowie. A raczej: bohaterki... 

środa, 10 grudnia 2014

Charlotte Link, Ciernista róża

Grafik zadań przedświątecznych rozpisany. Mam jednak cichą nadzieję na to, że znajdę też czas na czytanie i recenzowanie. Już 1/3 miesiąca za nami, a póki co nie zdziałałam zbyt wiele na polu czytelniczym i chyba jednak niewiele się zmieni... Dosyć narzekania. Co dziś przedstawię? Opowiem o świetnej książce jednej z moich ulubionych pisarek.

środa, 9 lipca 2014

Agata Pruchniewska, I dobry Bóg stworzył aktorkę

Wiele małych dziewczynek marzy o tym, by zostać aktorką. Ja sama zaliczałam się do ich grona (tych dziewczynek, nie aktorek – rzecz jasna). Jednak niewielu ludzi zdaje sobie sprawę, jak ciężko jest skończyć szkołę teatralną, a później dostać pracę w wyuczonym zawodzie. 

Autorka, Agata Pruchniewska wie, o czym pisze, bo... sama jest aktorką. Postanowiła spróbować opisać aktorską egzystencję w wersji "po polsku" i muszę przyznać, że wyszła jej naprawdę świetna powieść - a trzeba pamiętać, że jest to debiut.

Główną bohaterką jest Dorota - dziewczyna, która już jako dziecko wiedziała, kim chce zostać w przyszłości. O ile jednak mało komu udaje się zrealizować dziecięce marzenia, o tyle Dorotka postawiła na swoim. Udało się jej dostać do Słynnej Szkoły i ukończyć ją. Nie obyło się jednak bez różnych perypetii. Jednak pracowitość i szczerość bohaterki nie zawsze pomagały jej w życiu... Dorotka jest bowiem zwariowaną osobą, która najpierw mówi, a dopiero potem myśli. Co istotne, nie zostały przypisane jej jakieś nadludzkie cechy, co pozwala czytelniczkom uosabiać się z tą zwariowaną bohaterką, która też miewa problemy, jak wyżyć z niewysokich poborów...

środa, 21 maja 2014

Maria Ulatowska, Prawie siostry

Dziś nie będzie "standardowej" recenzji, tylko krótka wzmianka o książce, którą skończyłam czytać kilka dni temu.

Na okładce znajdziemy takie oto informacje:

Po ukończeniu liceum Leksi, Teo i Luśka, czyli Aleksandra, Teodora i Jolanta, trzy przyjaciółki z tej samej klasy, postanowiły, że bez względu na to, jak potoczą się ich losy, będą się spotykały co pięć lat w umówionym miejscu, zawsze tego samego dnia. Każda opowie wtedy, co się wydarzyło przez ten czas w jej życiu. A dzieje się wiele, jak to w życiu. Pojawia się pewien mężczyzna, jest więc miłość, odrzucenie, tęsknota, ból po stracie najbliższej osoby, zdrada, wybaczenie… Ale czyż z tym wszystkim nie poradzi sobie prawdziwa przyjaźń? Ta największa, trwająca przez lata…

Osadzona w trzech planach czasowych opowieść o wielkiej próbie lojalności, wierności i pamięci; o wartościach, dla których czas jest najtrudniejszym sprawdzianem.

 W tle – Bydgoszcz i Gdynia oraz pewne schronisko dla zwierząt i kilka futrzastych czworonogów.

I teraz tak: generalnie książka nawet mi się podobała. Język prosty, dopasowany do bohaterów. Pomysł na samą fabułę ciekawy, ale z jego realizacją nieco gorzej. Już tłumaczę, dlaczego. Wymienione na okładce trzy plany czasowe wcale nie są w tym przypadku dobrym pomysłem. Bodajże do połowy książki (jak nie dalej) nie mogłam się połapać kto, z kim i dlaczego. Z tego, co zdążyłam sprawdzić w sieci, nie ja jedna miałam z tym problem. Troszkę za dużo było tam też zbiegów okoliczności - bohaterowie cudownie spotykali się "po latach" w odpowiednio dopasowanych życiowych momentach. I jeszcze główny wątek: trzy przyjaciółki i jeden mężczyzna. Gdyby ten mężczyzna jeszcze był wart tej uwagi, jaką mu poświęcały...

Mimo tych wszystkich mankamentów klimat tej powieści mi odpowiadał. Pani Ulatowska pokazuje, że nawet, gdy popełnimy wiele błędów, to może nas jeszcze coś dobrego czekać w życiu.

Wiem, nie jestem konsekwentna w swojej ocenie, ale piszę tak, jak czuję...


Grubość książki: 2,30 cm

poniedziałek, 7 kwietnia 2014

Manula Kalicka, Szczęście za progiem

Tak wciągającej powieści dla kobiet już dawno nie czytałam. Przyznam szczerze, że nie oczekiwałam szczególnych fajerwerków po przeczytaniu opisu na okładce. Zostałam mile zaskoczona.

Żywiołowa dwudziestolatka Gosia postanawia wyrwać się ze swojej zapyziałej, zabitej deskami wioski i wyruszyć w wielki świat. Wie, że nie chce spędzić reszty swojego życia wegetując jak jej koleżanki z odzieżówki, z bandą dzieci u boku i mężem lubiącym "delektować się" napojami wysokoprocentowymi. To twarda babeczka, która wie, że - aby zdobyć sukces w metropolii - trzeba zacisnąć zęby i ciężko pracować. Każdego dnia zaciekle walczy o lepszą egzystencję. Po przybyciu do Warszawy z trudem zdobywa nocleg. Przewrotnie można napisać, że uśmiecha się do niej szczęście i znajduje w końcu pracę w klubie peep-show. Nie jest to szczyt jej marzeń, ale musi od czegoś zacząć. Nie marnuje żadnej wolnej chwili - jest głodna wiedzy i dokształca się, systematycznie buszując w bibliotece i chodząc na kursy (językowy i informatyczny). Zdaje sobie sprawę, że może się jej to opłacić. Fortuna uśmiecha się do niej szybciej niż myślała. Nawet marzenia o księciu z bajki znajdują swoje urzeczywistnienie. Tylko sama Małgosia już nie wie, czy właśnie o to jej chodziło...?

Perypetie głównej bohaterki są w powieści "Szczęście za progiem" opisane w sposób tak lekki, zabawnie inteligentny, że kolejne strony pochłaniałam w zastraszającym tempie. Lubię sięgać po literaturę przeznaczoną konkretnie dla kobiet, ale pani Manula Kalicka zaserwowała mi tak smakowitą lekturę, że od tej pory ciężko będzie innym przeskoczyć ten pułap. Dlaczego? Z prostej przyczyny.

Oprócz genialnych, zabawnych, okraszonych nutką dekadencji dialogów, mamy tam cudownie skonstruowane postaci bohaterów. Gosia nie jest taką sobie zwykłą "szarą gąską", ludzi na których trafia w swojej warszawskiej drodze nie da się jednoznacznie zaszufladkować (nawet starsze stateczne panie - jak się okazuje - mogą mieć swoje "za uszami"). Postaci pani Irenki, pani Józi i jej brata to czysta apoteoza mądrości przychodzącej z wiekiem. Spora część ich dialogów, dyskusji to "cud, miód i orzeszki" na moje spragnione humoru serducho. Kolejną zaletą tej powieści jest fakt, iż zostało tam przemyconych sporo ciekawostek muzycznych i literackich. Uwielbiam, po prostu rozpływam się zawsze, ilekroć dana lektura zachęca mnie, inspiruje do dalszych poszukiwań, do pogłębiania swojej wiedzy. Mam tak już od lat. W trakcie studiów ta przypadłość się pogłębiła, ale potem - w prozie życia - nieco ucichła. Ale kiedy czytam takie właśnie zmuszające do literackich (czy też muzycznych) wypraw poszukiwawczych lektury, to czuję w sobie zew szperacza. I chcę więcej i więcej. Wtedy nawet pewna naiwność wyzierająca z kart powieści mi nie przeszkadza.

Autorka zadebiutowała wygrywając konkurs Świata Książki na powieść dla kobiet. Jako dziennikarka stale współpracuje z tygodnikiem "Polityka". Tym razem wydanie drugie poprawione miałam przyjemność przeczytać dzięki Wydawnictwu Szara Godzina. W wolnych chwilach z pewnością sięgnę po pozostałe powieści Manuli Kalickiej. Czekam z niecierpliwością na tę czytelniczą przygodę.


Grubość książki: 1,90 cm


Za egzemplarz recenzencki dziękuję portalowi Sztukater oraz Wydawnictwu Szara Godzina 

środa, 26 marca 2014

Tomasz Raczek, Karuzela z madonnami

Dawno, dawno temu usłyszałam o tej książce. Pewnie jeszcze przez długi czas nie sięgnęłabym po nią, gdyby nie to, że buszując z nudów po miejskiej bibliotece, natknęłam się na nią. Celowo piszę "buszując z nudów", gdyż zazwyczaj zamawiam sobie książki przez internetowy system, a potem tylko odbieram. Natomiast raz na jakiś czas wybieram się do biblioteki w celu... ekhmmm... "wąchania książek" (wiem, to zboczenie!:P), głównie po to, by podelektować się książkową aurą, porozmawiać z miłą panią bibliotekarką i wyjść, będąc w posiadaniu ogromu dobrej energii. Też tak miewacie? :-)

Już, już kończę ten przydługi wstęp. Wypatrzyłam na półce i zabrałam ze sobą do domu "Karuzelę z madonnami" Tomasza Raczka, znanego dziennikarza, krytyka filmowego, autora programów telewizyjnych i radiowych. Większość z Was go zapewne kojarzy, ale czy go lubi/ceni - to już inna kwestia. Abstrahując od tego, czy ja sama darzę go sympatią czy też nie (szczerze mówiąc, miewam zmienne odczucia względem jego osoby), chciałam się dowiedzieć, które to kobiety tak bardzo fascynowały lub fascynują autora. Opis na okładce sugeruje bowiem, że autor zachwycony niektórymi z nich, zbierał i kolekcjonował wywiady z nimi. W książce znajdują się zarówno wywiady, jak i krótkie wzmianki o kobietach, które w swej niezależności miały siłę, by żyć i tworzyć na własny rachunek.

I tak na przykład dowiecie się, o co modliła się Kasia Figura; jak o sądownictwie w Polsce wypowiada się Joanna Chmielewska itd...

Najbardziej rozbawił mnie zachwyt autora nad "Rozmowami w toku" Ewy Drzyzgi. Owszem, ja również swego czasu chętnie go oglądałam, ale prawdę mówiąc było to lata świetlne temu i jeżeli obecnie zdarzy mi się, przełączając z kanału na kanał, trafić na ten program, to oglądam fragment z szeroko rozdziawioną buzią i zniesmaczeniem. Niestety słowa:
nie ma epatowania widzów widowiskowymi scysjami między gośćmi programu (...) to kawał dobrej, fachowo zrobionej publicystyki (...) (s.75)
są już dziś nieaktualne i zastanawiam się, czy pan Raczek ich dzisiaj nie żałuje. Chyba że nie oglądał ostatnich odcinków. Program w mojej opinii stacza się po równi pochyłej i czytanie zachwytów nad nim rozbawiło mnie niemal do łez. Ale tak już bywa z książkami traktującymi o szeroko rozumianym show-biznesie. To, co dziś aktualne, za rok lub dwa, traci ważność i może być jedynie powodem naszego rozbawienia.

To, co nie odpowiadało mi w tej książce, to brak ujednolicenia - mamy tam zarówno ciekawe wywiady, jak i krótkie eseje, a nawet coś na kształt notek biograficznych. Te ostatnie najbardziej mnie w sumie drażniły. Wiem, że z niektórymi paniami autor nie mógł się spotkać, ale taka forma opisu tych postaci nie przemawia do mnie w ogóle.

Wiem, że może źle to zabrzmieć, ale szufladkuję tę lekturę do miana książek-przerywników. No wiecie, kiedy jesteście po jakiejś cięższej pozycji i chcielibyście poczytać coś lżejszego. W takim przypadku "Karuzela..." może się nadać. Nie jest to jednak literatura najwyższych lotów. Niemniej jednak podoba mi się sposób, w jaki autor prowadził wywiady - robił to ciekawie, więc jeśli któryś wywiad wyda się Wam słabszy, to uwierzcie mi, nie jest to wina autora...

Decydujecie się... na własną odpowiedzialność ;-)

Grubość książki: 2,50 cm