wtorek, 2 czerwca 2015

Beata Pawlikowska, W dżungli podświadomości


Beatę Pawlikowską kojarzę - wiadomo - z radia, ale także z różnych programów telewizyjnych. Wiedziałam o niej co nieco, ale umknął mi fakt, że pisała też książki z pogranicza psychologii i tematów pokrewnych.

Mam nieco mieszane uczucia względem tej książki. I w sumie jedyne, czego nie żałuję, to tego, że słuchałam jej w formie audiobooka, a nie czytałam. Nie mam przynajmniej poczucia straconego czasu, bo bądź co bądź fajnie się jeździło autobusem do pracy i słuchało... czasem przysypiając. Do tej pory sądziłam, że barwa głosu Pawlikowskiej jest nieco irytująca, ale po wysłuchaniu kilku godzin jej intonacji doszłam do wniosku, że w sumie całkiem przyjemny ma ten głos. Na plus zaliczam też to, że to ona sama czyta swoją książkę, choć słowo "czyta" nie bardzo jest tu na miejscu. Miałam raczej wrażenie, że pani Beata prowadzi monolog, to znaczy opowiada o tym, co sądzi na temat podświadomości i - o dziwo - robiła to na tyle szybko, że mocno wyróżnia się na tle ostatnio przeze mnie wysłuchanych audiobooków. Nie wiem, czy w miarę jasno to tłumaczę - "standardowe" audiobooki są czytane w normalnym tempie, natomiast tu nie czuje się tego, że tekst jest czytany. Po prostu jest tak, jakby autorka mówiła "z głowy". I tu kończą się plusy powyższej publikacji...

Niestety nie mogę oprzeć się wrażeniu, że książka to jedno wielkie "pitu-pitu", czyli takie gadanie o niczym. No dobrze, dowiedziałam się, co autorka sądzi o podświadomości - generalnie chodzi o to, że przeszłość ma na nas ogromny wpływ. Ale ten wniosek był w kółko wałkowany, tyle że na różne sposoby. Poznałam kilka faktów z życia pani Beaty, ale czy są mi one do szczęścia potrzebne - do tego już nie jestem przekonana. Odniosłam wrażenie, że autorka jest bardzo skupiona na swojej osobie. Ja rozumiem, że aby być szczęśliwym, trzeba kochać siebie, ale na Boga, samouwielbienie to zło... 

Nie znam książek podróżniczych pani Pawlikowskiej, więc nie wiem, ile straciłam. Może kiedyś do nich zajrzę, by porównać styl autorki w tych dwóch różnych gatunkach literatury. Póki co, tematów z pogranicza psychologii w jej ujęciu nie mam ochoty dalej poznawać.


5 komentarzy:

  1. Beata Pawlikowska nie jest psychologiem, ale jak wiadomo na psychologii zna się u nas każdy. Te książki to pozycje pseudopsychologiczne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trafiłaś w sedno. Nic dodać, nic ująć.

      Usuń
  2. Jej książki podróżnicze w miarę lubię, zawsze można dowiedzieć się coś o świecie. Natomiast do książek pseudopsychologicznych mam duży dystans. Byłam 2 razy na spotkaniach z autorką, miała wykłady, a potem rozdawała autografy. Niemiła osoba, zapatrzona w samą siebie, gdzie liczy się tylko własne ja, taka ona jest wspaniała, fanów też traktowała bez szacunku. 2 lata temu robiłam pierwsze podejście, autografy w książkach dostałam, na mnie ani na innych w kolejce się nawet nie spojrzała, podpisywała jak maszyna, a po 2 h poszła, pewnie miała ważniejsze sprawy na głowie niż targi i rozmowy z fanami, ale ok mogła mieć gorszy dzień. W tym roku zrobiłam podejście numer dwa, także żadnych zdjęć nie było wolno, otaczały ją dwa goryle, książki z łaską podpisała, także się śpieszyła - z 2 h skróciła czas na 1.5 na podpisywaniu książek wszak liczy się biznes, kto miał kupić jej dzieła pewnie już kupił. Nie wiem po co w ogóle przyjeżdżała, skoro tak jej się śpieszyło. Później był Aleksander Doba - miły i serdeczny dla wszystkich, z każdym robił zdjęcia, a kolejka do niego była równie długa jak do Pawlikowskiej miał czas. Na targach był także Cejrowski, z którego poglądami średnio się zgadzam, ale o podróżach opowiada super i ludzi w kolejce do niego także traktował bardzo uprzejmie, zagadywał, uśmiechał się, pozował do zdjęć. Natomiast Pawlikowska wkurzyła mnie już dwukrotnie, niby do trzech razy sztuka, ale nie wiem czy chcę trzecie podejście.

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie lubię takich książek, bo mnie jakoś tak wewnętrznie drażnią;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Z tą psychologią to trochę jak z piłką nożną... każdy się zna...
    Pamiętam, że kiedyś słuchałam kilka razy "Świata według blondynki" i dopóki był o podróżach to nawet momentami (jakoś jednak nie przepadam z tą panią) było to ciekawe, ale od czasu, kiedy zaczęła na antenie udzielać rad psychologicznych (głównie zagubionym kobietom) to jednak mówię głośne NIE. Aż się dziwiłam, że nie zdjęli jej z anteny...
    Ale przynajmniej przekonałam się dzięki tobie, że nie mam po co sięgać po jej książki.Kolejny filozof dla tłumów...

    OdpowiedzUsuń

Drogi Gościu, witaj w moim książkowym świecie. Ucieszę się, jeśli zechcesz zostawić po sobie ślad w postaci komentarza. Każda opinia jest dla mnie ważna, również ta negatywna, ale proszę Cię przy tym o kulturę wypowiedzi.

Opisując książki, staram się działać w zgodzie z własnym sumieniem. Publikuję tu moje opinie, a zrozumiałym dla mnie jest, że każdy ma swój gust i to, co podoba się mnie, nie musi Tobie. Zatem zarówno sobie, jak i Tobie życzę wyrozumiałości ;)