poniedziałek, 6 stycznia 2014

Sue Eckstein, Przemilczenia

Akcja powieści autorstwa amerykańskiej pisarki Sue Eckstein toczy się dwutorowo (do czego doszłam - niestety - dopiero po przeczytaniu wielu stron). Poniżej spróbuję najpierw w skrócie przedstawić Wam fabułę tej niewielkiej objętościowo książki.

Julia Rosenthal po wielu latach ma możliwość obejrzenia swojego rodzinnego domu. Korzystajac z uprzejmości obecnie mieszkającej tam kobiety, spaceruje po domu, przypominając sobie własne dzieciństwo. Z pozoru było ono całkiem normalne, zwyczajne, ale pod tą skorupą normalności kryły się dosyć niepokojące wydarzenia (na przykład dziwne pobyty matki Julii w szpitalu psychiatrycznym, jej nagłe i niespodziewane zniknięcia czy ukrywanie różnych spraw z przeszłości). Julia próbuje rozeznać się w rodzinnych sekretach i wyjaśnić, czy miały one jakikolwiek wpływ na wychowanie jej córki, Susanny. Natomiast brat Julii, Max, woli nie zagłębiać się w przeszłość i żyć dniem dzisiejszym.

Druga opowieść dotyczy pewnej kobiety, która przywołuje wspomnienia z lat spędzonych w Niemczech w latach trzydziestych ubiegłego wieku. Bardzo powoli otwiera się ona przed słuchaczem (prawdopodobnie psychologiem) i ujawnia wiele bolesnych tajemnic, o których wcześniej nikomu nie mówiła. Jej opowieść dotyczy dorastania w trudnych czasach II wojny światowej. Nie miała ta kobieta łatwego życia - ojciec terroryzował rodzinę, bił nawet za małe przewinienia. Dopiero później dowiadujemy się, że kobietą zwierzającą się u terapeuty jest sama matka Julii.

"Przemilczenia" nie dotykają tematyki wojennej tak wprost, jak jesteśmy do tego przyzwyczajeni. Tu dla autorki ważniejsza jest psychika ludzka; to, czy pewne cechy dziedziczymy czy nabywamy w takich, a nie innych okolicznościach. Matka Julii została w pewien sposób okaleczona uczuciowo, wmawiano jej, że nie jest wiele warta. W przyszłości nie będzie potrafiła ona stworzyć ciepłej, kochającej prawdziwie rodziny właśnie dlatego, że nie miała odpowiedniego wzorca w domu rodzinnym. Przemilczenia nie są sposobem rozwiązywania problemów. To może być dla niektórych tylko pusty frazes, ale jeżeli zastanowimy się głębiej, to wszyscy dojdziemy do wniosku, że ukrywanie wielu spraw, przemilczanie problemów raczej nie wychodzi nam na dobre...

"Przemilczenia" Sue Eckstein zmuszają do zastanowienia się, jak wielki wpływ na ludzi ma wojna. Czy ich psychika jest w stanie wrócić do normy "sprzed" wojny? Dlaczego o tak wielu kwestiach milczą? Czy nadal się czegoś boją? Takich pytań jest więcej...

Książka poruszająca, ale w moim odczuciu jakby trochę niedopracowana. Coś jak nieoszlifowany diamencik. Mimo tematyki ciężkiego kalibru nie przemówiła do mnie tak, jakbym oczekiwała.

Poszczególne wątki łączą się w spójną całość stosunkowo późno, co mnie dosyć wyprowadziło z równowagi. Sposób poprowadzenia narracji nie ułatwił mi "odpowiedniego" odbioru tej książki. A szkoda, bo potencjał jest...

Ocena: 4,5/6

Ta recenzja bierze udział w wyzwaniach:
Grubość książki: 2,00 cm
Mój wzrost: 173 cm


Widziałam dobry film...

... a w zasadzie kilka naprawdę dobrych filmów. To będzie takie krótkie podsumowanie ostatnich tygodni:

1) Kamerdyner - to historia czarnoskórego kamerdynera Białego Domu, który na przestrzeni trzech dekad służył ośmiu prezydentom













2) Koneser (org.La Migliore offerta) - po śmierci rodziców Claire Ibbetson zostaje właścicielką dzieł sztuki o nieoszacowanej wartości. W jej otoczeniu pojawia się coraz więcej osób proponujących swoją pomoc. Film godny uwagi, naprawdę zaskakujący :)













3) Zakazane pragnienia - o tym, że należy doceniać to, co się ma ;)













4) Stuck in Love - o pisarzu, który nie może się otrząsnąć po rozwodzie. W tym samym czasie jego nastoletnie dzieci przeżywają pierwsze miłości













5) Koliber (org. Hummingbird) - historia o byłym żołnierzu sił specjalnych, który staje się bezdomny. Zrządzenie losu sprawia, że przejmuje tożsamość innej osoby













6) Oszukane - o tym polskim filmie chyba nie muszę pisać, bo prawie każdy o nim słyszał













7) Zagubiony czas - dwójka zakochanych więźniów obozu koncentracyjnego organizuje ucieczkę, lecz los i wojna rozdzielają ich. Po wielu latach kobieta, dostrzegając lubego w telewizji, postanawia go odnaleźć. Przejmująca historia...













8) Wakacje Waltera - nieśmiały nastolatek zostaje zmuszony do spędzenia wakcji u dwóch ekscentrycznych krewnych. Chłopak zdobywa tam doświadczenia, staje się bardziej pewny siebie. Ciepła opowieść o życiu :)













9) Sęp - tytułowy Sęp to policjant o wyjątkowych zdolnościach dedukcyjnych. Dostaje on zlecenie poprowadzenia dochodzenia w sprawie znikających przestępców













Nieco mniej emocji wzbudził we mnie:

1) Świat w płomieniach - bohaterem jest niedoszły agent służb specjalnych, który zabiera córkę na wycieczkę po Białym Domu (a ten staje się celem ataku grupy terrorystów)













Wszystkie plakaty i większość opisów filmów zaczerpnęłam z filmweb.pl

Pozycje nr 1, 2 i 7 to filmy, które polecam naprawdę gorąco :)

sobota, 4 stycznia 2014

Maciej Zaremba Bielawski, Higieniści. Z dziejów eugeniki

Eugenika to temat-rzeka. Spróbuję Wam przybliżyć to, co ostatnimi czasy poruszało mnie do głębi...

Jak doszło do tego, że w demokratycznym państwie (mam tu na myśli Szwecję) do lat siedemdziesiątych ubiegłego wieku na tysiącach obywateli wykonano zabiegi pozbawiające ich płodności? Dlaczego podzielono ludzi na "pożytecznych" i "małowartościowych"? Dlaczego głośno zaczęto mówić o tym problemie dopiero na przełomie XX i XXI wieku?

 Wśród eugeników znaleźć możemy rozmaitych fanatyków i szarlatanów - wszyscy oni byli oczywiście przekonani o swojej racji. Możliwe, że do pewnych zdarzeń by nie doszło, gdyby nie fakt, że nauka posiadała instrumenty do ulepszania ludzkości. To wystarczyło, by zainspirować ludzi do planów reform.

Wiele "autorytetów" medycznych z końca XIX wieku uznawało, że wszelkie ograniczenia ("nierozgarnięcie", przestępczość, włóczęgostwo, prostytucja, porywczość - proszę zwrócić uwagę, że wszystkie te pojęcia były wrzucane do "jednego worka") są dziedziczne. Należało wobec tego zintensyfikować rozmnażanie tych najbardziej inteligentnych. Ale te kwestie pozostały raczej w sferze teorii - bo jak państwo miałoby zmusić ludzi do łączenia się w pary? Pozostała więc możliwość kontrolowania rozmnażania się "nieodpowiednich" członków społeczeństwa. 

Pierwszym krajem, który eugenikę uznał za dyscyplinę naukową, była Szwecja. W ten sposób "w ciągu dziesięciolecia 1928-1938 pięć nordyckich demokracji i trzy reżimy autorytarne wokół Bałtyku wprowadziły ustawodawstwo higieny rasy". (s.63-64) Bardzo dokładnie analizuje autor losy eugeniki w Wielkiej Brytanii i USA. Na wyspach trwała burzliwa debata, gdyż czołowi badacze mieli diametralnie różne poglądy. Wątpliwości budziła "dobrowolność" (bo jednak odbierało się pacjentom prawo do własnego zdania i podjęcia decyzji o sterylizacji). Ostatecznie ustawa w Wielkiej Brytanii nie została przyjęta. W Ameryce samowolka eugeniczna miała swe korzenie w Kalifornii, gdzie najważniejszym argumentem "za" były kwoty możliwe do zaoszczędzenia w danym stanie. Pierwsze kalifornijskie ustawy wprowadzono w życie dosyć szybko i energicznie. Później kolejne stany wprowadzały odpowiednie ustawy. Amerykanie nawet nie trudzili się, by wykazać (w dokumentacjach) wartość sterylizacji ze względów medycznych - wyliczano po prostu "ograniczonych", "zboczeńców" itp.

W następnej kolejności autor opisuje wszelkie objawy higieny rasy na terenie Niemiec. Sterylizacja z punktu widzenia prawa była uszkodzeniem ciała - znaleziono jednak i na to "radę". Otóż zdrowia nie powinno się rozpatrywać "indywidualnie", lecz jako przedmiot wspólnoty. Określano sterylizację mianem zabiegu profilaktycznego (!!!). Propozycje te zostały przez rząd pruski odrzucone. W 1933 roku Hitler podpisał ustawę, która później doprowadziła do tysięcy przymusowych sterylizacji (niby były one dobrowolne, ale jeśli się ktoś nie zgodził, to grożono mu np. cofnięciem zasiłku). Przeraża fakt, jak łatwo "demokratyczna" higiena rasy przekształciła się w totalitarną...

W Japonii ustawy o sterylizacjach eugenicznych obowiązywały od 1940 do 1996 roku. Wysterylizowano tam (według oficjalnych statystyk ponad 840 tysięcy osób). Możliwe, że trwałoby to do dziś, gdyby na konferencji ludnościowej w Kairze nie dowiedziała się o tym zagraniczna świadomość publiczna. W Japonii krnąbrnego pacjenta można było potraktować siłą, czyli np. skrępować (później premier obiecał, że ten przymus nie będzie stosowany). O ile na Zachodzie uważano, że segregacja to wynik ulepszania cywilizacji (szczepionki pomagały żyć "niewartościowym"), o tyle w Japonii eugenicy uznali, że "jakość ludzi" można podnieść dzięki lepszej higienie, opiece zdrowotnej itd. Nie będę streszczać tu wszystkich poruszanych wątków, ale muszę przyznać, że higena rasy w wersji "japońskiej" poruszyła mnie do głębi.

Dalej poznajemy historię eugeniki we Francji, Włoszech i Ameryce Łacińskiej. Dostrzeżemy, że różnice w mentalności poszczególnych narodów kazały im inaczej patrzeć na kwestie higieny rasy. Szeroko rozpisał autor dzieje pierwszej krytyki ruchu eugenicznego. Ktoś w końcu dostrzegł, że dzieje się tam samowolka...
Niesmak budzi wiadomość, że w Polsce z ideą ruchu eugenicznego sympatyzowali Tadeusz Boy-Żeleński czy Janusz Korczak.

A jak w ogóle doszło do tego, że ten ruch mógł się utrzymać np. w Szwecji? Przecież - jak się później okazało - propagatorzy ruchu eugenicznego wcale nie byli "głosem ludu"... Tysiące sterylizacji mogło mieć miejsce, bo władza była scentralizowana, tworzyła system naczyń połączonych.

Co najbardziej przeraża, to fakt, że w zasadzie idee ruchu eugenicznego nie zostały całkowicie wyrugowane ze świadomości ludzi. Czymże jest bowiem (jak nie zmienioną nieco higieną rasy) oskarżanie lekarzy o tzw. "złe urodzenie" (dzieci domagają się odszkodowania, bo urodziły się kalekie; czasem te pozwy wychodzą od rodziców owych dzieci) - czyli brak porządnych danych o wynikach z badań prenatalnych...?

Tego typu książki powinny (przynajmniej we fragmentach) być lekturą w szkołach średnich. "Higieniści" to pozycja dotykająca trudnej tematyki, ale napisana językiem zrozumiałym. Pozostawia wiele emocji, niektóre kwestie do tej pory powodują moje wzburzenie. Poszerza horyzonty - to pewne.

Polecam gorąco!

Ocena: 6/6

Ta recenzja bierze udział w wyzwaniu:


Grubość książki: 3,40 cm
Mój wzrost: 173 cm

piątek, 3 stycznia 2014

Paolo Curtaz, Miłość i inne sporty ekstremalne

O miłości napisano już tyle, że nikt z nas nie jest w stanie przeczytać tego wszystkiego w ciągu swojego życia. Są jednak takie książki traktujące o tym uczuciu, które naprawdę warto poznać. W moim odczuciu należy do nich "Miłość i inne sporty ekstremalne". Miłość niezmiennie połączona jest z ryzykiem i wyzwaniami, nie wspominając o wielkich emocjach. Dlatego spokojnie można ją zaliczyć do dziedziny "sportów ekstremalnych"...

Autor na przykładzie Włoch obrazuje, jak wygląda model (tradycyjnej) rodziny i jak się on zmienia w ostatnich latach. Pisze językiem prostym, zrozumiałym, bez bufonady. Obala różne tezy i robi to w niezmiernie ciekawy sposób. Zauważa także, że zachodni świat przeżywa głęboki kryzys uczuć.

Paolo Curtaz wielokrotnie podaje cytaty z Pisma Świętego, po czym dogłębnie je analizuje. Na szczęście nie czyni tego w sposób, jakim posługiwali się swego czasu moi profesorowie podczas studiów (nie umniejszając im). Używa prostego języka, zrozumiałego dla każdego.

W "Miłości..." znajduje się wiele mądrych myśli, poniżej jedna z nich:

Zaakceptowanie punktu widzenia drugiej osoby bywa bardzo trudne. Wymaga bowiem wyjścia poza ramy swojego światopoglądu, wymaga dialogu i spotkania, wymaga gotowości do zrewidowania własnych poglądów*. (s.45)

Autor prowadzi wywód, w którym stwierdza, że odmienność między kobietą a mężczyzną jest wynikiem Bożego planu i jest nam ona potrzebna do szczęśliwego związku (małżeństwa). Powtarza też mądrość, że miłość jest jak ogród, który trzeba pielęgnować. Trzeba wyjść ze stanu zakochania, by móc prawdziwie kochać. P. Curtaz podejmuje temat rodzicielstwa, które w społeczeństwie włoskim wygląda w zasadzie bardzo podobnie jak na naszym rodzimym podwórku. Znikoma pomoc państwa w kwestiach związanych z wychowaniem potomstwa i próby radzenia sobie w czasach, kiedy dzieci postrzega się jak jachty (czyli jak dobra luksusowe) - to cechy wspólne.

Pan Curtaz tłumaczy także, co się dzieje w związku po zdradzie i sugeruje, że naprawdę nie warto tego robić. Na każde swoje zdanie ma solidne wytłumaczenia - to nie jest jego "widzimisię":

Wychodzimy z domu, aby spróbować nowego dania, ale po kilku miesiącach orientujemy się, że zupa jest dokładnie taka sama... (s.154)

Na czynniki pierwsze zostaje rozłożona chęć uwodzenia. Z pełnym zrozumieniem autor dotyka tematów związanych z płodnością, próbuje pojąć dramat rodzin, które nie mogą mieć dzieci.

Ujął mnie rozdział "Rut i Noemi. Rehabilitacja teściowej". Pewnie dlatego, że sama również mam dobre (bardzo!) kontakty z własną teściową - tak jak Rut z Noemi. W tym miejscu warto byłoby zaznaczyć, że autor posłużył się pewną metodą w konstrukcji swojej książki. Otóż każdy rozdział opowiada o konkretnych postaciach biblijnych. Po czym na kanwie ich losów roztrząsany jest i tłumaczony określony temat/problem. Dzięki temu nie powstaje dysonans między życiem tu i teraz, a tym, co przekazuje Pismo Święte. Jasno i klarownie tłumaczy autor, że kłótnie w małżeństwie nie muszą być oznaką kryzysu. Musimy tylko nauczyć się, jak kłócić się konstruktywnie, by wzajemnie się nie ranić i nie upokarzać. Nie zabrakło miejsca na omówienie tematu odmienności, a konkretnie - kwestii związanych z małżeństwami wielokulturowymi.

Paolo Curtaz umiejętnie, w sposób jasny i klarowny porusza "życiowe" tematy. Wyjaśnia wszystko bez religijnego nadęcia, przez co lektura jest interesująca i pouczająca. Daleko jej jednak do przesadnego dydaktyzmu. Szkoda tylko, że autor odwoływał się do dziedzictwa włoskiego. Gdyby nie to, spokojnie można by zaliczyć książkę w poczet tych, które traktują o uniwersalnych problemach ludzi.

Na koniec jeszcze kilka słów godnych zapamiętania:

Zostaliśmy stworzeni po to, aby poznać Boga, aby szybować w przestworzach jak orły, a tłoczymy się w swoim gronie jak kurczaki na podwórku. Jesteśmy niepowtarzalnymi arcydziełami, a kopiujemy tylko inne kopie. Jesteśmy piękni, a ukrywamy się za maskami. Jesteśmy cennymi klejnotami, a zakładamy na siebie podróbki... (s.49)

Komu polecam?
Wszystkim, którzy są w związkach; tym, którzy są małżonkami lub wkrótce mają nimi zostać; tym, którzy chcieliby coś w swoim małżeństwie zmienić.

* Wszystkie cytaty za: Paolo Curtaz, Miłość i inne sporty ekstremalne, Kraków 2013 (w nawiasach podaję numery stron)

Ocena:
5/6

Ta recenzja bierze udział w wyzwaniu:

źródło

Grubość książki: 2,20 cm
Mój wzrost: 173 cm

Za egzemplarz recenzencki dziękuję portalowi SZTUKATER oraz Wydawnictwu WAM

czwartek, 2 stycznia 2014

Andrzej Mleczko, Kto pieprzy ten lepszy

Andrzej Mleczko to chyba taka osoba, której nie trzeba przedstawiać. Jego rysunki zna cała Polska. Jego najnowsza książka "Kto pieprzy ten lepszy" dotyka aktualnych problemów nurtujących Polaków. To naprawdę godna uwagi satyra na polską rzeczywistość.

Książka została podzielona tematycznie na pięć rozdziałów. Jako że jest ich tak mało, pozwolę sobie je tu wymienić: "Kto pieprzy ten lepszy", "Zajęcia w plenerze", "Dywagacje metafizyczne", "Kraków i okolice" oraz "Krótko i na temat".

Pierwszy z rozdziałów traktuje o tytułowej kwestii, czyli o relacjach damsko-męskich. Mamy tu obrazy dotyczące spotkań łóżkowych męża i żony. Genialne w swej prostocie ukazują, jak "te sprawy" wyglądają w małżeństwach (na szczęście nie we wszystkich). Niektóre z rysunków są może nie tyle "wulgarne", co dosyć ostre. Humor, jaki przebija przez większość tych obrazków, bywa przaśny. W "Zajęciach w plenerze" znajduje się znacznie natomiast więcej tematów poza-łóżkowych. Wiele komentarzy dotyczy zachowań Polaków właśnie w tytułowym "plenerze" oraz dialogów, jakie często możemy podsłyszeć w autobusie, na ławeczkach itd. Bohaterami są nie tylko ludzie na dnie, ale także osoby o orientacji homoseksualnej, pracownicy, dziennikarze, artyści, policjanci i przeciętni (jak ja nie lubię tego słowa) obywatele naszego kraju. Bez dwóch zdań autor trafia w sedno wielu kwestii. W "Dywagacjach metafizycznych" odnajdziemy urocze obrazki dotyczące kwestii życia po śmierci, ziemskiego kuszenia przez siły zła czy sceny z udziałem kapłanów czy sióstr zakonnych. W rozdziale dotyczącym Krakowa znajdziemy (a jakże) smoka wawelskiego, lajkonika, krakowiaka czy urocze satyryczne rysunki prezentujące władców. Najbardziej rozbawił mnie obrazek "Turysta w Krakowie", poniżej przedstawiam Wam jego zdjęcie:


"Krótko i na temat" to genialna satyra na wszystko to, co dzieje się wokół nas. Mamy tu więc i wyjazdy integracyjne (każdy z nas chyba wie, co tam czasami się wyprawia! :P), i kwestie zdrowotne, i kociołek polityczny, i bełkot, który serwuje nam telewizja. Nie ucieka jednak pan Mleczko od tematów - rzekłabym - historycznych: ery kamienia łupanego, czasów Napoleona Bonapartego czy czasów gladiatorów.

To książka, do której z pewnością będę wracać, gdyż o ile przy niektórych "rycinach" od razu wiedziałam "co autor miał na myśli", to pozostało mi kilka do rozwikłania i pośmiania się.

Polski rysownik i satyryk Andrzej Mleczko nie boi się chyba żadnego tematu. Swobodnie porusza się po rozmaitych dziedzinach naszego życia: mamy tu tematy społeczne, gospodarcze, polityczne czy obyczajowe. Z właściwym sobie humorem wytyka nasze wady, przywary. Piętnuje wszystko to, co w Polakach złe: egoizm, głupotę, nadmierną pewność siebie i wiele innych. Lektura niby lekka w odbiorze, ale po głębszym zastanowieniu nie można jej odmówić walorów edukacyjnych. Skłania do głębszej refleksji, a to jest już dodatkową wartością.

"Kto pieprzy ten lepszy" jest książką pięknie wydaną, na bardzo dobrym gatunkowo papierze, więc nie obawiam się o jej stan za kilka lat. Wiem, że pomimo częstego zerkania do tych prześmiewczych obrazków, nic się jej nie stanie :-)


To książka, do której z pewnością będę wracać, gdyż o ile przy niektórych "rycinach" od razu wiedziałam "co autor miał na myśli", to pozostało mi kilka do rozwikłania i pośmiania się. Wszystko przede mną...

Ocena: 5,5/6






Ta recenzja bierze udział w wyzwaniu:

Grubość książki: 1,70 cm
Mój wzrost: 173 cm


Za udostępnienie egzemplarza dziękuję portalowi SZTUKATER oraz Wydawnictwu ISKRY :-)

środa, 1 stycznia 2014

Witajcie w Nowym Roku! :-)

Witajcie! W Nowym Roku życzę Wam wszystkiego, co najlepsze: dużo miłości, spełnienia marzeń oraz ogromnych stosów książek do przeczytania :)

Wszyscy robią podsumowania, więc i ja spróbuję (przynajmniej w skrócie) podsumować miniony czytelniczy rok. Wiele nauczyłam się buszując po blogerskim świecie, ale ta nauka polega również na tym, że dłużej się zastanawiam, zanim jakąś książkę wezmę do ręki. Kiedyś wypożyczałam bezmyślnie, teraz jest to niemal strategia hihi :D. Udało mi się nawiązać współpracę z portalem SZTUKATER, co jest dla mnie sporym osiągnięciem, gdyż przez większość czasu wychodziłam z założenia, że piszę tylko dla siebie... Otwarłam się jednak na nowe znajomości i nie żałuję. 

W minionym roku wg półki z portalu lubimyczytac.pl przeczytałam 97 książek. Do końca liczyłam, że uda mi się dobić do STU, ale brakło czasu... :( I tak jestem ogromnie zadowolona, gdyż daje to średnio 1 książkę na 3 dni. Pamiętając, że prowadzę normalne życie, w którym czas poświęca się nie tylko pracy, obowiązkom, ale i ukochanym osobom, uważam, że jest to satysfakcjonująca liczba lektur. Wiadomo, po cichu marzę, aby pobić w 2014 roku ten mój mały rekord - zobaczymy, czy się uda. Przystąpiłam już do jednego wyzwania, które będzie się odbywało w nadchodzącym roku. Zastanawiam sie jeszcze nad jednym, ale muszę liczyć siły na zamiary...

Lista książek, które przeczytałam, znajduje się tu --> http://in-bed-with-books.blogspot.com/p/przeczytane-w-2013.html

Nie umiem wprost powiedzieć, która książka najbardziej zapadła mi w pamięć. Gdybym miała wymienić, to byłoby ich kilka (kolejność przypadkowa):

książki J.Picoult
książki Diane Chamberlain

O dziwo, najlepsze czytelniczo były miesiące: październik, listopad, grudzień, czyli ostatni kwartał 2013 roku :)