Jako że sporo ostatnio spaceruję z córcią, postanowiłam wykorzystać odpowiednio ten czas. Wiadomo, chodzenie z książką byłoby raczej niemożliwe do wykonania, zatem postanowiłam powrócić do zapomnianej przez mnie na jakiś czas formy, jaką są audiobooki. I zaczęłam rozkoszować się wspaniałą historią czytaną przez genialnego Piotra Fronczewskiego.
niedziela, 8 maja 2016
piątek, 6 maja 2016
Sandra Barneda, Ziemia kobiet
Pewna bogata Amerykanka, Gala, ma w życiu praktycznie wszystko. Jednak, jak wiemy, pozory często mylą. Jej świat zostaje wywrócony do góry nogami, gdy przyjeżdża do pewnej małej katalońskiej wsi wraz ze swoimi córkami: Kate i Adele. Przyjeżdża do La Mugi, bo liczy na spadek po dalekiej ciotce. Otrzymanie spadku uzależnione jest od tego, czy odnajdzie autora kopii pewnego obrazu Salvadora Dali... Obrazu, który zmarła ciotka zostawiła po sobie. Oczywiście, jak to w życiu, nikt nie ułatwia Gali zadania. Mieszkańcy wioski zdają się wiedzieć więcej, ale nikt nie spieszy z pomocą sfrustrowanej kobiecie.
"Ziemia kobiet" to w mojej ocenie nieco "specyficzna" książka - z jednej strony ma w sobie coś z tzw. literatury kobiecej, ale z drugiej jest po prostu dobrą książką o życiu. Emocje buzują, wypełniając prawie każdą ze stron powieści. Poznawanie własnych korzeni nie zawsze jest łatwe i bezbolesne, o czym przekonuje się główna bohaterka, która musi zmierzyć się z natłokiem uczuć.
czwartek, 14 kwietnia 2016
Patrycja Pelica, Ritterowie. Rzecz o mazurskiej duszy
„Ritterowie. Rzecz o mazurskiej duszy” to nietypowa saga rodzinna. Informacja na okładce niesie prawdę: tam "czas zapętla się i kluczy". Poznajemy bowiem kolejnych bohaterów, by po chwili znów do nich powrócić. Najstarszym z nich jest pastor Martin Ritter, który przybył na plebanię na Mazurach wraz ze swoją delikatną żoną Grete. W czasach dwudziestolecia międzywojennego młode małżeństwo nie miało łatwego życia. Powoli jednak pastor zdobywał szacunek i uznanie, choć być może niezbyt pełną akceptację. Z miłości Martina i Grete powstaje nowe życie - mały Helmuth. Kiedy pojawia się jedno życie, inne musi odejść. Tak jest i tutaj. Grete umiera, a plebania zostaje pozbawiona tzw. kobiecej ręki. Do czasu, kiedy na drodze Helmutha pojawia się Anna Domińczuk. Związek rodzi wiele kontrowersji, ona jest bowiem katoliczką, a on protestantem. Pastor Martin udziela im sakramentu. Małżeństwem są niecały tydzień, kiedy do Helmutha przychodzi powołanie do wojska. Wojenne czasy nie są łatwe dla nikogo, szczególnie dla młodych małżonków. Helmuth opuszcza rodzinny dom, w którym po pewnym czasie pojawia się nowe życie: jego syn, także Helmuth. I znów los nie jest łaskawy: w wyniku przeciwności losu małego chłopca ostatecznie wychowuje tylko dziadek - Martin Ritter. Nie będę streszczać tu pozostałej części książki. Podzielę się za to pewną refleksją: najciekawszą postacią jest tu właśnie pastor Martin. To do niego, na plebanię, wracają kolejne pokolenia Ritterów (bo warto zaznaczyć, że powieść pełna jest rozstań oraz powrotów). To on jest swego rodzaju ostoją, opoką, która dba o rodzinny dom. To on jest wzorem do naśladowania, kiedy udziela pomocy, nie licząc na rewanż. Te powroty kolejnych Ritterów to symbol upływającego czasu.
piątek, 1 kwietnia 2016
Charles Belfoure, Paryski architekt
Uwielbiam takie powieści! "Paryski architekt" po prostu mnie oczarował.
Kiedy architekt* bierze się za pisanie powieści, wydawać by się mogło, że sprawa z góry jest przegrana. Jakież było więc moje zdziwienie, kiedy lektura ze strony na stronę coraz bardziej mnie wciągała. Wykorzystywałam każdą wolną chwilę (pomiędzy karmieniem, przewijaniem, tuleniem, kołysaniem itp.), by poznać dalsze dzieje głównego bohatera.
środa, 30 marca 2016
Harvey Karp, Najszczęśliwsze niemowlę w okolicy
Książka ta otworzyła mi oczy na wiele spraw związanych z malutkimi dziećmi. Najważniejsza z nich jest chyba taka, że dzieci rodzą się... o 3 miesiące za wcześnie. Gdyby rodziły się po 12, a nie 9 miesiącach ciąży, byłyby zdecydowanie lepiej przystosowane do poznawania świata. Ale ciężko sobie wyobrazić kobiety z jeszcze większymi brzuchami - zresztą która chciałaby chodzić z rosnącym brzuchem przez 12 miesięcy?
czwartek, 17 marca 2016
Zostałam mamą!
Dokładnie pięć tygodni temu o godz.17:34 zostałam mamą małej Alicji :-).
Jak pewnie zauważyliście, dawno mnie tu nie było, ale chwilowo po prostu próbuję odnaleźć się w nowej roli. A nie zawsze jest to łatwe. Nasza Kruszynka czasami daje nam popalić, ale miewa też lepsze momenty i wówczas nawet udaje mi się przeczytać parę stron ;-).
Tymczasem idę odespać ciężką noc...
PS. wiedzieliście, że chodzący odkurzacz usypia dziecko w kilka minut? :P (dobrze, że nie mieszkamy w bloku, bo sąsiedzi raczej nie ucieszyliby się na dźwięk odkurzacza o 3 nad ranem)
![]() |
| nasze kochane stópki :* |
Subskrybuj:
Posty (Atom)





