Moja Mama gotuje z pasją. Ma wykształcenie gastronomiczne... W każdym razie w kuchni niepodzielnie rządzi ona - dlatego moja nauka gotowania zaczęła się w zasadzie dopiero wówczas, gdy przeprowadziłam się "na swoje", czyli jakieś sześć lat temu. Kiedy byłam w nastoletnim wieku i rodzina uznała, że powinnam mieć już jakieś pojęcie o gotowaniu, okazywało się, że nie potrafiłyśmy razem koegzystować w jednej kuchni. Nauka mojej Mamy polegała na rzucaniu haseł "teraz dorzuć kilka marchewek, parę ziemniaków, dodaj trochę (ja: "to znaczy ile??") ziela angielskiego" itp.. A ja potrzebowałam wówczas konkretnych przepisów - ile gram, ile łyżek... Więc naukę zaczęłam, kiedy miałam już swoją kuchnię do dyspozycji. Obecnie znacznie lepiej dogadujemy się w tej kwestii i niejednokrotnie wydzwaniam o różnych porach, by zapytać o jakiś przepis. Wniosek: do wszystkiego trzeba dojrzeć :-).
Moja Teściowa natomiast jest mistrzynią gotowania potraw typu "coś z niczego" - nie to, żeby nie miała co do garnka włożyć, ale czasem ma takie dni, kiedy nie chce się jej iść ZNOWU do sklepu (kto z nas tak nie ma?), bo brakło jakiegoś składnika. Więc pichci. Tu doda jakiegoś zmielonego ziemniaka, tam wykorzysta resztki z obiadu i powstaje pyszna zapiekanka i tak dalej... Podpatruję, uczę się, ale mam wrażenie, że jest to wiedza, którą nabywa się z wiekiem. Albo kiedy sytuacja do tego zmusi...
Teraz zacznę przechodzić do sedna po tym przydługim kulinarnym wstępie. Jak już napisałam powyżej, zdarzają się w życiu sytuacje, które zmuszają do wyćwiczenia nowych umiejętności. Jedną z nich jest czas wojny i okupacji. Aleksandra Zaprutko-Janicka, współzałożycielka portalu ciekawostkihistoryczne.pl odsłania przed nami kulisy gastronomii w tych trudnych dla Polaków czasach.




