środa, 26 listopada 2014

Krzysztof Koehler, Wnuczka Raguela

Bezdomność to temat na ogół rzadko poruszany. Zapewne większość z nas w pośpiechu dnia codziennego "ociera" się o rzeczywistość bezdomnych, ale najczęściej przymykamy na nią oko, odwracając głowę i przyspieszając. Czasem nawet tłumaczymy się sami przed sobą, że "nie mam czasu, aby się przy nim/niej zatrzymać" albo "nie dam mu/jej pieniędzy, bo zostaną wydane na alkohol". Nie lubimy zapuszczać się w tereny "okupowane" przez bezdomnych. W ten sposób obok siebie funkcjonują dwa światy: ludzi posiadających dom i tych, którzy go nie mają...

wtorek, 25 listopada 2014

Richard Paul Evans, Stokrotki w śniegu


Pod wpływem impulsu postanowiłam sięgnąć po książkę leżącą na półce mojej biblioteczki co najmniej od roku. Swego czasu zamówiłam w wydawnictwie Znak kilka książek w wydaniu kieszonkowym i wśród nich znalazły się bodajże trzy pozycje Richarda Paula Evansa, który - analizując to, co krąży w sieci - zdaje się być poczytnym pisarzem (źródła podają od 11 do 14 milionów sprzedanych książek na całym świecie; dochodzi do tego fakt, że jego powieści zostały przetłumaczone na ponad dwadzieścia języków, a sam autor wielokrotnie był nagradzany za swoją twórczość). Nie tak dawno przeczytałam "Zegarek z różowego złota" i muszę przyznać, że o ile historia sama w sobie nie była zła, o tyle jakoś nie poruszyła mnie na tyle, bym miała czas i chęci, by ją jakoś obszernie recenzować. Natomiast inaczej ma się sytuacja ze "Stokrotkami w śniegu". Przeczytałam tę książkę w dobrym czasie. Historię rozgrywającą się w okresie przedświątecznym pochłonęłam w dwa wieczory równo miesiąc przed świętami Bożego Narodzenia. Dzięki temu łatwiej było mi wczuć się w klimat powieści.

czwartek, 20 listopada 2014

Sarah Lark, Krzyk Maorysów

Troszkę zamilkłam i niezbyt często zaglądam na bloga. Co nie znaczy, że nie oddaję się swojej ulubionej czynności, czyli czytaniu. Czytam, kiedy tylko pozwala mi na to czas, a jako że jest go ostatnio jak na lekarstwo, to trochę zajęło mi uporanie się z trzecim tomem nowozelandzkiej sagi rodzinnej autorstwa Sarah Lark. Pod względem aury idealnie wstrzeliłam się z typem lektury. Za oknem zimno i nieprzyjemnie, a ja myślami przenoszę się na Nową Zelandię, którą nadal jestem zauroczona.

Tych, którzy nie do końca wiedzą o czym piszę, zachęcam, by zajrzeli TU i TU (znajdują się tam recenzje dwóch pierwszych części sagi). Z perspektywy czasu troszkę żałuję, że czytając pierwszy tom nie rozpisałam sobie dokładnych drzew genealogicznych bohaterów, ułatwiłoby mi to znacznie lekturę (trochę czasu minęło od momentu zakończenia przygody z "Pieśnią Maorysów"). Na szczęście autorka delikatnie przypomina, kto jest kim. Wyjaśnia zawiłe koligacje rodzinne. Choć przy takiej ilości bohaterów drugo- i trzecioplanowych musiałam się (mimo wszystko) czasem zatrzymać i chwilę zastanowić, czy aby na pewno wiem, kim jest dana kobieta lub mężczyzna. Ale to nie jest żaden mankament. Przy powieści liczącej prawie siedemset stron przerwy są jak najbardziej wskazane. Choćby z troski o swój wzrok ;-). Drzewo genealogiczne... znalazłam na samym końcu lektury - i byłam tym nieco rozczarowana, bo z reguły nie patrzę na ostatnie strony książki, żeby nie psuć sobie przyjemności czytania, a tu się okazało, że najważniejsza pomoc była ukryta pod koniec... 

wtorek, 11 listopada 2014

Książki, które miały istotne znaczenie, czyli "10 książek, które zmieniły moje życie" wg a_psika

Postanowiłam przyłączyć się do zabawy, choć przyznam, że wyznaczenie tylko kilku/kilkunastu ważnych dla mnie książek było niezwykle trudne. Jak pewnie zauważycie, jest tu sporo książek dla dzieci. Dlaczego? Myślę bowiem, że to właśnie w dzieciństwie zaszczepiono mi miłość do słowa pisanego i dlatego, z puntu widzenia upływającego czasu, widzę, jak wielkie znaczenie ma dla nas to, czym "karmimy się" za młodych lat...

Hans Christian Andersen, Baśnie - niektórzy zarzucają tym baśniom, że są krańcowo smutne i że wiele w nich okrucieństwa. Ale baśnie mają w końcu  czegoś uczyć, przygotowywać do życia i myślę, że te autorstwa Andersena spełniają swoje zadanie znakomicie. Do dziś doskonale pamiętam emocje, które towarzyszyły mi podczas ich czytania, a to chyba o czymś świadczy. Nie zapomnę też, jak mnie wszystko w środku zabolało, kiedy zobaczyłam mój kochany egzemplarz w twardej białej oprawie (może kojarzycie to wydanie? Jeśli tak, to proszę, napiszcie mi w komentarzach nazwę wydawnictwa - od dawna poszukuję tego wydania i nie mogę znaleźć) potraktowany kredką przez mojego młodszego brata. Nie pytajcie, co chciałam mu wtedy zrobić ;-). Ubolewam nad tym, że w późniejszych latach książka gdzieś się zapodziała i ślad po niej zaginął. Uważam ją za istotną część mojego dzieciństwa.


Juliusz Verne, Tajemnicza wyspa - jako dziecko/nastolatka dostałam tę książkę pod choinkę (wraz z "W pustyni i w puszczy" - mam gdzieś nawet zdjęcie na tle drzewka - dumnie trzymam obie książki i cieszę się jak głupia) i zaczytywałam się nią. Fascynowało mnie w niej właściwie wszystko - przygody rozbitków, tajemnicza aura, jaka panowała na wyspie. Przez pewien czas nawet marzyłam o tym, by wieść podobny żywot. Oczywiście nie zwierzyłam się z takich marzeń rodzicom ;-).

piątek, 7 listopada 2014

czwartek, 6 listopada 2014

Dariusz Hryciuk, Ostatni papież. Tajemnica przepowiedni Malachiasza

Takiej powieści było mi trzeba! Akcja, nietuzinkowi bohaterowie i to "coś", co sprawia, że potrafisz zarwać noc, by tylko poznać zakończenie. "Ostatni papież" Dariusza Hryciuka posiada wszystkie cechy dobrej powieści sensacyjnej.