Z opisu na okładce:
Ta niezwykła książka jest opowieścią o tym, jak zmieniało się pojęcie
czystości w naszej cywilizacji. Jest to też historia przemian ludzkiej
wrażliwości i ekspansji kultury w przestrzeń intymną człowieka. Przez wiele lat
to nie higieniści dyktowali kryteria czystości, ale autorzy podręczników
dobrych manier. Opowieść ta zaczyna się od przedstawienia średniowiecznych
wyobrażeń o higienie ciała, a kończy na współczesnym aseptycznym wzorze
czystości.
Książka „Czystość i brud. Higiena
ciała od średniowiecza do XX wieku” zaskakuje na każdym kroku. Podaje fakty
nieznane lub zapomniane. Czytelnik ma możliwość zobaczyć (oczyma wyboraźni),
jak zmieniało się pojęcie czystości.
Warto wiedzieć (przyda się jako
anegdota przy stole podczas spotkań rodzinnych:P), że w średniowieczu uważano,
iż woda ma niebezpieczne właściwości i może przenikać przez skórę (konkretnie
przez pory), a przez to szkodzi (!) ciału. Stąd też toaletę wykonywano „na
sucho”; za pomocą kawałka materiału pocierano skórę, by „zdjąć” w ten sposób
zalegający brud.
Później nastał czas, kiedy woda była
uznawana, jednak myto nią wyłącznie twarz i dłonie, czyli w zasadzie jedyne
miejsca odkryte, widoczne dla innych ludzi. Skoro już mowa o myciu dłoni, to
często w inwentarzach średnio zamożnej szlachty można było znaleźć miednice
(przeznaczone właśnie tylko do mycia rąk lub rąk i twarzy). Kolejną rzeczą,
która mnie zszokowała, była bielizna, a konkretnie koszula (najczęściej
płócienna). Był to ubiór noszony pod spodem (pod futrami itd.). Nie do końca
wiem, czy z tego powodu, czy może jakiegoś innego, nie zwracano aż takiej uwagi
na bieliznę. O ile sztuk odzieży wierzchniej w inwentarzach doliczyć się możemy
nawet tuzina, o tyle koszul… znajdziemy jedną, góra dwie sztuki. Nawet jeśli w
jakichś traktatach o czystości znajdziemy informację o koszulach, to dotyczą
one ich ewentualnego prania. Nie ma natomiast wzmianek o tym, aby samo ciało
utrzymywać w higienie! To mnie przeraża, dosłownie. Nie umiem sobie wyobrazić
zapaszku dobywającego się spod… pach takich ludzi…
Fascynujące są dla mnie dzieje
higieny, kiedy spojrzę na nie z perspektywy „pozorów”. Ileż uwagi ludzie
przykładali, by na zewnątrz wyglądać na schludnych i zadbanych. Szkoda, że
dotyczyło to tylko otoczki, a nie prawdziwej czystości. Równie interesujący
wydał mi się zwyczaj pudrowania czy używania rozmaitych zapachów. Dzięki nim
łatwiejsze stało się „maskowanie”.
Autor przedstawia dzieje higieny
i zmiany, jakie następowały w tej kwestii. Prezentuje historię łaźni oraz
zmiany w kulturze noszenia bielizny. Zasady dotyczące czystości ewoluowały, co
widać wyraźnie w regulaminach rozmaitych szkół, do których dociera autor.
Również kąpiele w końcu zyskują uznanie, a szczególnie do głosu dochodzi zimna
woda (która „zdrowia doda” - jak mówi przysłowie; funkcjonowało przeświadczenie
o ociężałości, którą powoduje ciepła woda).
Książka ukazuje zmiany w kwestii
zaopatrywania miast oraz rozmaitych rezydencji w wodę, a tych ostatnich –
wzbogacenie w miejsca, zwane łazienkami. Z lektury można się również dowiedzieć,
dlaczego kąpano się w bieliźnie, koszuli; jak wyglądało tworzenie kanalizacji w
Paryżu; czym były kąpiele w rzece latem; jak chroniono się przed
drobnoustrojami; jak tworzono system kąpieli/pryszniców dla mas.
Książka zawiera ogrom
interesujących informacji, jednak wydaje mi się, że mogłaby być napisana nieco
lżejszym językiem. Osobiście wolę, jak tego typu ciekawostki przekazywane są w
dowcipny, humorystyczny sposób. Łatwiej wtedy przyswoić różne anegdoty. To w
zasadzie jedyny, choć według mnie, solidny zarzut pod adresem tej pozycji. Mimo
wszystko polecam:-) Szczególnie wszystkim czyściochom:-)
Na koniec garść cytatów:
Do wycierania nóg powinno się mieć ręcznik lub czystą ściereczkę. Nie
można używać do tego celu ścierek do garnków.
***
Kobiety (nawet królowe) chodziły w wielkich, rozkloszowanych sukniach,
przechodząc po korytarzu w swym pałacu, załatwiały się pod siebie. Władcy często
zmieniali rezydencje, budowali nowe, gdyż smrodu z pomieszzeń nie dało się
niczym usunąć. We wszystkich pałacach nie było ani jednej łazienki.
***
Trzeba koniecznie i obowiązkowo mieć w domu oddzielną dużą miednicę do
mycia się i mniejszą miedniczkę do podmywania (...) Karmienie w miednicy
prosiąt, cieląt lub kur jest niedopuszczalne.
Ps. Na filozoficzne pytanie „myć
się czy nie myć” osobiście odpowiem: myć się :P
Teraz już rozumiem, dlaczego pracodawca mojego małżonka zaopatrzył swoich pracowników w tylko dwie służbowe koszule - to po prostu silne przywiązanie do średniowiecza.:D Interesujący jest też pomysł z budowaniem nowej rezydencji zamiast posprzątania starej.:)
OdpowiedzUsuńO tak, dużo słyszałam i czytałam o higienie w zamierzchłych czasach. Nawet to, że "nasze babki" myły włosy raz na miesiąc. Kiedyś w audycji p. Hanny Marii Gizy (KLCW) dowiedziałam się, że wbrew pozorom Jagiełło się golił i kąpał a do tego jadł "podwójnym szpikulcem" (widelcem, który nie był u nas znany), co wprawiało polski dwór w konsternację.
OdpowiedzUsuńPyzo - coś mi się wydaje, że nie nadążalibyśmy z budowaniem nowych posiadłości :P
UsuńAgato - mogłabyś mi polecić jakieś konkretne tytuły? :) będę wdzięczna:)
Oj, niestety nie znam, ale może inaczej: na BN znalazłam po haśle przedmiotowym: http://alpha.bn.org.pl/search~S5*pol?/dhigiena/dhigiena/1%2C117%2C1439%2CB/exact&FF=dhigiena+historia&1%2C6%2C
UsuńA tu link do audycji: http://www.polskieradio.pl/8/405/Artykul/263784/
musiałam trochę pogrzebać, bo to już w archiwum było.
Pozdrawiam:)
Dziękuję za poświęcony czas:) Na półce leży właśnie kolejna pozycja z tej listy, czyli "Myć się czy wietrzyć" Małgorzaty Sokołowskiej, ale chwilowo nie mam na nią czasu, a ponoć - wg teściowej - jest świetna:)
Usuń