sobota, 18 czerwca 2016

Adam Węgłowski, Żywe trupy. Prawdziwa historia zombie



Książka trafiła do mnie w zasadzie przez przypadek. Nie do końca są to obecnie "moje klimaty", ale gdyby tak wpadła w moje ręce jakieś 6-7 lat temu, byłabym wówczas znacznie bardziej uradowana. Zahacza ona bowiem o tematykę, z którą stykałam się w trakcie studiów, a konkretniej na mojej specjalizacji: "Wiedzy o kulturze tradycyjnej i współczesnej". Po studiach miałam z tymi tematami znacznie rzadziej do czynienia, stąd też te zainteresowania nieco wygasły... Niemniej ciekawie było zagłębić się w tematykę dotyczącą tzw."zombie", od których obecnie aż roi się w mediach i nie tylko.

Wydawać by się mogło, że zombie to jakiś nadzwyczajny fenomen. Atakują nas nie tylko z ekranów kin, telewizorów czy w popularnych grach. Jest w nich coś takiego, że... lubimy się ich bać. A jednak autor przekonuje w swoje książce, że nie jest to żaden fenomen. Że ludzie od zarania dziejów bali się tzw."żywych trupów".

Adam Węgłowski zabiera nas na swoistą przerażającą wycieczkę przez Karaiby, Afrykę czy puszcze średniowiecznej Polski. Nie ucieka przed wnioskami płynącymi z naukowych badań biologów.

Korzenie zombie sięgają na Haiti i to stamtąd pochodzi wiele różnorodnych, czasem przerażających rytuałów. W książce można znaleźć jednak również krótką wzmiankę o strzygoniach, znanych na ziemiach polskich. Początkowo (zanim zaczęto utożsamiać je z krwiopijcami-wampirami) funkcjonowały jako zmarli, którzy naprzykrzali się krewnym; którzy wracali po śmierci. Jednym słowem: trup, ale i zarazem szkodnik. Najbardziej przy tej wzmiance spodobało mi się podsumowanie, które pozwolę tu sobie przytoczyć:

Galicyjski chłop i haitański woduista na tej płaszczyźnie na pewno by się zrozumieli...
Przecież strach to bardzo demokratyczny i kosmopolityczny demon. Towarzyszy ludziom wszystkich ras od zarania dziejów. - s.65

Książka naprawdę bogato udokumentowana, sięgająca do wielu źródeł. Mamy tu przedstawione historyczne zapisy nie tylko o kulcie voodoo, ale także vodu (wodu) (nie mylić tych nazw!). Autor szeroko rozpisuje cały kontekst, co daje prawdziwy obraz sytuacji. Niezależnie od szerokości geograficznej żywe trupy wzbudzały w ludziach lęk...

Napisana sprawnym językiem, zrozumiałym dla każdego. Rozdziały przechodzą płynnie, nawiązując do siebie tematyką, co usprawnia lekturę. Autor wykonał kawał dobrej roboty. Okazuje się, że nawet na temat pozornie wydający się "nieżyciowy" (nomen omen), można pisać poważnie i rzetelnie. Fanką serialu "The Walking Dead" nie jestem (w przeciwieństwie do mojego męża!), a mimo to książkę Węgłowskiego przeczytałam z ciekawością.


Za możliwość przeczytania książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu ZNAK :-)

2 komentarze:

  1. Zombie to stwory, na które nie mogę patrzeć, a co dopiero cokolwiek o nich czytać... :P

    OdpowiedzUsuń

Drogi Gościu, witaj w moim książkowym świecie. Ucieszę się, jeśli zechcesz zostawić po sobie ślad w postaci komentarza. Każda opinia jest dla mnie ważna, również ta negatywna, ale proszę Cię przy tym o kulturę wypowiedzi.

Opisując książki, staram się działać w zgodzie z własnym sumieniem. Publikuję tu moje opinie, a zrozumiałym dla mnie jest, że każdy ma swój gust i to, co podoba się mnie, nie musi Tobie. Zatem zarówno sobie, jak i Tobie życzę wyrozumiałości ;)