„Chatę” przeczytałam już jakiś czas temu, jednak z różnych
powodów za jej opis zabrałam się dopiero dzisiaj. Do lektury skłoniło mnie
wiele pozytywnych opinii o tej książce. Zdarzyło mi się również (już po
przeczytaniu „Chaty”) usłyszeć na fotelu u fryzjera, jak dwie panie około pięćdziesiątki
z przejęciem rozmawiały właśnie o niej. Nie ma to jak marketing szeptany ;-)
Bohaterem powieści jest Mack. Poznajemy go w czasie, kiedy
pogrążony jest w Wielkim Smutku. Cztery lata wcześniej jego ukochana córeczka podczas rodzinnych wakacji została porwana. Po pewnym czasie okazuje się, że w
opuszczonej chacie na terenie Oregonu znaleziono ślady wskazujące na to, że
najpierw została zgwałcona, a następnie zamordowana.
Do pogrążonego w depresji bohatera dociera tajemniczy list
(najprawdopodobniej od Boga) z zaproszeniem na weekend – do wspomnianej wyżej
chaty. Mack przez dwa dni odbywa coś na kształt sesji terapeutycznej w
towarzystwie samego Boga, który – co istotne – pokazuje się w nieco odmiennych
postaciach niż znamy Go z Biblii.
William P.Young sięgnął po temat bardzo aktualny. Żyjemy bowiem
w czasach, w których niewiele, a jeśli już, to niechętnie, rozmawia się o Bogu.
Ucieszyło mnie podejście autora do tej tematyki, odbiegające od sztywnych religijnych
twierdzeń. „Chata” jest zbiorem prawd, do których w zasadzie każdy myślący
człowiek mógłby dojść sam, jednak nie zawsze ma na to czas i ochotę. Na
szczęście prawdy te zostały nam tu podane w bardzo przyswajalny sposób. ”Chata”
pomaga spojrzeć na Boga z innej – bardziej ludzkiej - strony.
Książka ta jest swoistym zaproszeniem, a kto je przyjmie,
nie pożałuje…
Na koniec garść moich ulubionych cytatów z książki:
*Żyć bez miłości to
tak, jakby związać ptakowi skrzydła i pozbawić go możliwości fruwania. Ból też
potrafi spętać skrzydła i uniemożliwić latanie - ...- I jeśli będą spętane
przez długi czas, zapomnisz, że zostałeś stworzony do latania.
* Nie lekceważ cudu łez. One mogą być
uzdrawiającymi wodami i strumieniem radości. Czasami są najlepszymi słowami,
jakie potrafi wypowiedzieć serce…
* Każda więź między dwiema osobami jest
całkowicie wyjątkowa. Nie można kochać dwóch osób tak samo. To po prostu
niemożliwe. Kochasz każdego człowieka inaczej, bo jest jedyny w swoim rodzaju i
on w tobie również dostrzega twoją niepowtarzalność. Im lepiej się poznajecie,
tym bogatsze stają się barwy waszej relacji.
* Ciemność wyolbrzymia lęki, kłamstwa i żale.
Prawda jest taka, że są one bardziej cieniami niż rzeczywistością, więc w mroku
wydają się większe. Kiedy do miejsc, gdzie w tobie żyją, dociera światło,
zacznasz widzieć je takimi jakie są.
* -Jezu? -Tak, Mackenzie? Jedna rzecz mnie w
tobie dziwi. -Naprawdę? Jaka? Chyba spodziewałem się, że będziesz
bardziej...hm...pociągający. (...)-Pociągający? Masz na myśli
"przystojny"? -Cóż, starałem się uniknąć tego słowa, ale tak,
przyznaję, sądziłem, że będziesz ideałem mężczyzny, no wiesz, atletycznym i
niezwykle urodziwym. -Ale według jakich kryteriów? Zresztą, kiedy już mnie
poznasz nie będzie to miało dla ciebie znaczenia. Byt jest ważniejszy od
wyglądu, od tego, co się tylko wydaje. Gdy zaczynasz poznawać osobę, o
brzydkiej, czy ładnej twarzy, zależnie od twoich upodobań, powierzchowność traci
na znaczeniu.
Genialna, refleksyjna książka nie
tylko dla „wątpiących”!
Ps. Tak, wiem… spotkałam się z porównaniami do pisarstwa
Coelho, jednak nie zniechęciły mnie one :P
Ps 2. Może warto byłoby zaproponować tę książkę jako lekturę
przed bierzmowaniem..?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Drogi Gościu, witaj w moim książkowym świecie. Ucieszę się, jeśli zechcesz zostawić po sobie ślad w postaci komentarza. Każda opinia jest dla mnie ważna, również ta negatywna, ale proszę Cię przy tym o kulturę wypowiedzi.
Opisując książki, staram się działać w zgodzie z własnym sumieniem. Publikuję tu moje opinie, a zrozumiałym dla mnie jest, że każdy ma swój gust i to, co podoba się mnie, nie musi Tobie. Zatem zarówno sobie, jak i Tobie życzę wyrozumiałości ;)