środa, 18 czerwca 2014

A. Grabowski, M. Grabowski, H. Halek, Jak brat z bratem

Andrzeja Grabowskiego chyba nie trzeba nikomu przedstawiać. Ten charakterystyczny aktor grający Ferdynanda Kiepskiego przypadł do gustu wielu widzom. Niektórzy znają go bardziej z jego wspaniałych kreacji teatralnych, jednak jestem przekonana, że większość z Was zna i kojarzy tę postać. Może nie wszyscy wiedzą, że pan Andrzej ma brata - Mikołaja Grabowskiego, który również jest aktorem, ale także reżyserem i pedagogiem. "Jak brat z bratem" to niezwykle ciepły dialog między braćmi, powstały przy współudziale dziennikarki Hanny Halek.

Panowie Grabowscy z czułością właściwą wspomnieniom, opowiadają o konkretnych osobach z przeszłości, z Alwerni - miejsca, gdzie mieszkali jako dzieci. Wymieniają sąsiadów, lekarzy oraz inne osoby z imienia i nazwiska. Tłumaczą, że w takiej społeczności nie sposób pozostać anonimowym, jak we współczesnych metropoliach. Opowiadają o odpustach, dziadach wędrownych czy ucieczkach chorych z pobliskiego szpitala psychiatrycznego (to ostatnie było niezłym straszakiem na dzieci).

Ich ukochaną Alwernię odwiedzały na przykład hrabianki z pobliskiego dworu Szembeków. Wiele przyziemnych tematów staje się w tej książce przyczynkiem do głębszej dyskusji. Jedna z nich dotyczy wychowywania dzieci "po katolicku", jednak w przypadku panów Grabowskich był to katolicyzm rodem z XIX wieku.

Panowie czasem "filozofują", ale jest to takie mądre filozofowanie - dzielą się z czytelnikami mądrościami życiowymi, których ja - z racji wieku - mogę jeszcze nie znać.

W takich miejscach jak Alwernia wszystko jest dużo wyraźniejsze niż w dużych miastach, w których, szczególnie teraz, wszystko się rozmywa, a ludzie gonią nie wiadomo dokąd. To była inna, nadzwyczajna optyka. Bez telewizorów. Mogłem czerpać z tego, co widziałem. - mówi pan Andrzej (s. 33)

Pan Mikołaj opisuje swój pierwszy wyjazd do Francji, w 1968 roku (zastępował wówczas Jana Peszka w pantomimie) oraz kontrast, jaki rzucił mu się w oczy między tym, co tam widział, a co zastał w Polsce. Podobny szok pan Andrzej przeżył wiele lat później, w 1981 roku, po powrocie ze Szwajcarii. Andrzej Grabowski wspomina swój wyjazd "na saksy", gdzie remontował jakąś piwnicę, a później, dosłownie w ciągu kilku dni, jego życie odmieniło się o 180 stopni - wygrał casting na rolę Polaka i dzięki wypłacie mógł sobie kupić... auto. Takie to były czasy.

Poznajemy również pierwsze szkolne i studenckie perypetie braci Grabowskich. Hanna Halek jest niezwykle dyskretną dziennikarką, która w zasadzie "rzuca" tylko temat, a panowie na dany znak zaczynają snuć swoje opowieści. Obydwaj są dobrymi gawędziarzami. Podczas czytania czułam się trochę tak, jakbym siedziała razem z nimi przy jednym stole podczas jakiejś rodzinnej uroczystości i popijała kompocik ;-). Dziennikarka delikatnie podpytuje o zwyczaje funkcjonujące w rodzinnym domu panów Grabowskich, koligacje rodzinne. A później pozwala im mówić i mówić...

Zdarza się też, że panowie dokonują na kartach książki pewnej transakcji, ale nic więcej tu nie zdradzę - kto chętny, niech zajrzy do "Jak brat z bratem". Zainteresowanych odsyłam na 86 stronę. Bracia opisują także klimatyczne spotkania w SPATIF-ie i podejście artystów do spornej kwestii spożywania alkoholu. Ich wspomnienia dotyczące teatru przeniosły mnie do czasów licealnych, kiedy to moja pani polonistka namiętnie zabierała nas na spektakle do Teatru Słowackiego w Krakowie, o którym to zresztą teatrze panowie często mówią.

Co mnie zadziwiło, to fakt, że obu panów Grabowskich dosyć mocno inspiruje Gombrowicz. Jego filozofia była im bowiem bliska praktycznie od dziecka. Rozmowy dotyczą także udziału aktorów w reklamach, działalności charytatywnej, uczuć czy rodzinnych uroczystości. Spora część książki obraca się wokół tematyki związanej z teatrem i jego roli w dzisiejszym oraz minionym świecie. W niektórych momentach nużyło mnie to, oczekiwałam może nieco barwniejszego toku rozmów. Liczyłam też na nieco więcej "smaczków" z życia, ale z drugiej strony zaletą książki jest właśnie to, że panowie na siłę nie sprzedają swojej prywatności. Ot, taka ambiwalencja.

Kto ciekaw, niech zajrzy ;)

Ps. Godne uwagi są również zamieszczone w książce fotografie. Szkoda, że nie było ich jeszcze więcej :P

Grubość książki: 2,20 cm

Za egzemplarz recenzencki dziękuję portalowi SZTUKATER

8 komentarzy:

  1. Bardzo lubię Andrzeja Grabowskiego, jego role są fascynujące. Z chęcią przeczytałabym tę publikację i zobaczyła zdjęcia.

    OdpowiedzUsuń
  2. Chętnie przeczytałabym tę książkę. Na pewno świetnie bym się przy niej zrelaksowała.

    OdpowiedzUsuń
  3. Książka jest zachęcająca, a już szczególnie podbili moje serca inspiracją w Gombrowiczu, ponieważ ja również go bardzo cenię. ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Grabowski po aferze z garnkami jakoś do mnie nie trafia...
    Zapraszam do siebie na konkurs.

    OdpowiedzUsuń
  5. O! Nawet nie wiedziałam, że on jest z Alwerni, to całkiem blisko mojej rodzinnej miejscowości :)
    Pana Grabowskiego lubię, ale nie na tyle, aby przeczytać tę książkę. Może polecę ją narzeczonemu albo tacie ;)

    OdpowiedzUsuń
  6. Czaję się na tę książkę, może wkrótce kupię ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ach Fredek Kiepski i książka to musi być coś :)

    OdpowiedzUsuń

Drogi Gościu, witaj w moim książkowym świecie. Ucieszę się, jeśli zechcesz zostawić po sobie ślad w postaci komentarza. Każda opinia jest dla mnie ważna, również ta negatywna, ale proszę Cię przy tym o kulturę wypowiedzi.

Opisując książki, staram się działać w zgodzie z własnym sumieniem. Publikuję tu moje opinie, a zrozumiałym dla mnie jest, że każdy ma swój gust i to, co podoba się mnie, nie musi Tobie. Zatem zarówno sobie, jak i Tobie życzę wyrozumiałości ;)